http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Niech rosną metropolie

Mirosław Czech
2010-10-18, ostatnia aktualizacja 2010-10-24 17:26

Jak ma się rozwijać Polska?
Jak ma się rozwijać Polska?
RAPORT POLSKA 2030 GAZETA WYBORCZA

Węgorzewo i Giżycko rosły do tej pory jak na drożdżach. Teraz będą się musiały dobrze nagłowić, by dostać fundusze z Unii

SONDAŻ
Gdzie powinniśmy kierować pieniądze?

Do tych, którzy sobie lepiej radzą, by wspierać silniejszych
Do tych, którzy sobie nie radzą, by wyrównywać szanse
Trudno powiedzieć

Powinien rozgorzeć spór jak się patrzy. W grę wchodzą zasady podziału miliardów euro, przyszłość całych regionów, miast i tysięcy firm w latach 2014-20. W Unii mają się zmienić cele wydatkowania wspólnego budżetu, sposób jego napełniania i kryteria oceny efektywności wydanych pieniędzy. W kraju zmienia się strategia polityki regionalnej, a wraz z nią geografia udzielania pomocy unijnej oraz relacje władzy centralnej i samorządu.

W lipcu rząd przyjął "Krajową strategię rozwoju regionalnego", która sankcjonuje owe zmiany ("Strategię..." "Gazeta" omówiła 8 października). Na jej temat jednak głucho. Nie słychać opozycji i kandydatów do władz lokalnych - są "za" czy też "przeciw" rozwiązaniom, według których będą rządzić swoimi wspólnotami?

Największa zmiana polega na tym, że wspierany będzie rozwój Warszawy, kilku mniejszych metropolii i miast wojewódzkich oraz Górnego Śląska i aglomeracji trójmiejskiej. Mniej pieniędzy pójdzie na wyrównywanie szans pozostałych części kraju, w tym najuboższych regionów Polski wschodniej. Bo okazało się, że fundusze z Unii nie zniwelowały nierówności, a tylko trochę je złagodziły. Całemu krajowi zaś bardziej się opłaci, jeśli strumień pieniędzy popłynie do regionów o największym potencjale.

Wtedy Polska będzie miała szansę na skok cywilizacyjny.

Nie ma "granicy Wisły"

Ale jakim kosztem? Rozmowę o tym powinniśmy byli zacząć, kiedy zespół pod kierownictwem Michała Boniego napisał w raporcie "Polska 2030", że polityki rozwoju nie można budować wokół alternatywy: wspieranie najbardziej dynamicznych obszarów Polski albo solidarność z regionami opóźnionymi: Bo "szansa relatywnie biednych obszarów polega przede wszystkim na uczestniczeniu w sukcesie najsilniejszych regionów, a nie na doraźnej pomocy w ramach polityki redystrybucji i przywilejów".

Minister rozwoju regionalnego w rządach PiS Grażyna Gęsicka (zginęła w katastrofie smoleńskiej) ripostowała: przez dziesięć lat polityki regionalnej żaden rząd polski nie zastosował świadomie polityki wspierania metropolii kosztem obszarów opóźnionych ani polityki odwrotnej. - Polska polityka regionalna - przekonywała - od dziesięciu lat zmierza do wsparcia wszystkich obszarów kraju z preferencjami dla najbiedniejszych. I taką politykę należy kontynuować.

Ciągu dalszego dyskusji nie było.

W trakcie kampanii prezydenckiej Jarosław Kaczyński zarzucił PO dzielenie Polski na A i B poprzez wprowadzenie w polityce regionalnej modelu "polaryzacyjno-dyfuzyjnego". W odpowiedzi usłyszał, że największą pomoc od rządu PO uzyskał Uniwersytet Podkarpacki w Rzeszowie, a nie - dajmy na to - Uniwersytet Warszawski. Prezes PiS ustąpił, bo nie znalazł kontrargumentów.

Po przejściu do opozycji totalnej PiS nie będzie już taki układny. Nierówności społeczne oraz dysproporcje w rozwoju gospodarczym pomiędzy województwami będą - oprócz katastrofy smoleńskiej - paliwem kampanii samorządowej i parlamentarnej. Tyle że nie usłyszymy argumentów merytorycznych, lecz hasła, że PO reprezentuje "obce interesy" i że świadomie doprowadza do ruiny "nie swoje" regiony, miasta i obszary wiejskie, idąc na pasku Niemiec i Brukseli.

Na to rząd odpowie zapewne, że Wisła nie dzieli już Polski na część A i B. Że największe problemy występują w części województwa śląskiego i łódzkiego. Że najtrudniej jest w Puławach, Jeleniej Górze, Włocławku, Częstochowie a także - zgoda - w Tarnowie, Przemyślu i Krośnie. Że w latach 2000-07 dochód na głowę mieszkańca Szczecina wzrósł tylko o 30 proc., podczas gdy w Lublinie - o 50 proc.

Rząd zauważy też, że najlepsza sytuacja panuje w Warszawie, Olsztynie, Rzeszowie, Gorzowie Wielkopolskim i Zielonej Górze. Że w niedługim czasie województwo podkarpackie dogoni pod względem poziomu rozwoju gospodarczego województwo opolskie. Jedni zatem - niezależnie od położenia geograficznego i odległości od polskich metropolii - wykorzystują szanse na rozwój i nadrabiają wieloletnie opóźnienia, inni pogrążają się w marazmie.

Być może doda, że nie mamy specjalnie wyjścia - żeby dostać więcej pieniędzy z Unii, musimy ją przekonać, że działamy na rzecz intensywnego rozwoju. W planach Unii jest też zmniejszenie nakładów na politykę spójności (łożenie na rozwój najbiedniejszych obszarów) na rzecz wspierania innowacyjności gospodarki państw UE. Centra rozwoju mają dostać więcej, peryferia - w tym Polska - mniej.

To są oczywiście istotne argumenty. Ale czy po tym wykładzie zrozumiemy, jakie są konsekwencje nowej polskiej polityki regionalnej?

Czy samorządy podołają?

Minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska mówi dziś, że szansą dla biednych obszarów jest powiększenie "kawałka ciasta do podziału" dzięki wsparciu tych, którzy są dobrzy w jego pieczeniu. "Mechanizm dzielenia się ze słabszymi i wsparcia dla tych, którzy nie potrafią lub nie mają warunków do pieczenia, spowoduje, że każdy będzie miał udział w spożywaniu tego wypieku". Nie może też być tak, iż na wsparcie unijne nie ma szans ktoś, kto ma dobry pomysł, lecz mieszka w niewłaściwym miejscu, np. w zbyt bogatym mieście. Dla rządu nie do zaakceptowania jest również stan, gdy do jakiegoś regionu pompowane są pieniądze bez analizy przydatności inwestycji, na które zostały przeznaczone ("Gazeta" z 8 października)

Teraz polityka regionalna ma odpowiadać na specyficzne potrzeby poszczególnych obszarów i bazować na ich potencjale wewnętrznym. W przekładzie na język ludzki oznacza to, że wspierane będą te dziedziny gospodarki, które stanowią podstawę rozwoju poszczególnych miast i terytoriów.

Specjalnością Śląska jest przemysł ciężki i na jego modernizację położony zostanie nacisk. Warmia i Mazury to zagłębie turystyczne, więc rozwój turystyki będzie priorytetem. Preferowane będą projekty całościowe, służące realizacji kilku celów.

Brzmi rozsądnie. Ale akurat województwo warmińsko-mazurskie znam z autopsji. Tu bezrobocie ciągle wynosi 18 proc. Ale dzięki środkom z Unii miasta i miasteczka zmieniły się nie do poznania - wystarczy odwiedzić Węgorzewo czy Giżycko. W Olsztynie bezrobocie wynosi 5,6 proc., uniwersytet zdobył uznanie w kraju, wzrasta oferta kulturalna i gospodarcza miasta, Olsztyn jest dziś dziewiątą (!) stolicą województwa w rankingu przydatności dla innowacyjnych dziedzin gospodarki.

Nowa polityka wspierania głównie wyłącznie turystyki może te zmiany zatrzymać. A będzie to tym bardziej prawdopodobne, jeśli władzę w miastach i regionie dostaną osoby bez większych ambicji i przygotowania. Póki pieniądze z Unii płynęły strumieniem, nie było to tak ważne. Teraz nadchodzi czas dla samorządowców o szczególnych kwalifikacji menedżerskich, przedsiębiorczości i znajomości UE. Kto z wyborców to wie?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 158 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    77 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':