http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Katedra nostra

Marcin Pietraszewski, Marcin Kowalski, Piotr Głuchowski
2010-10-15, ostatnia aktualizacja 2010-10-17 17:08

Przyziemne sprawy Kościoła cz.1. Były oficer SB, na co dzień elegant, jeździł na spotkania z zakonnicami w starych zamszowych butach i kurtce z targowiska. Zakładał specjalnie niemodne okulary. I siostry go zatrudniały

Parafia w Komorowicach; P. zaczyna karierę jako jej pełnomocnik i odzyskuje atrakcyjne działki dla siebie i ks. Nowoka
Fot. Tomasz Fritz / Agencja Gazeta
Parafia w Komorowicach; P. zaczyna karierę jako jej pełnomocnik i odzyskuje...
Wiceprzewodniczący Komisji Majątkowej ks. Tadeusz Nowok (z lewej) to pierwsza ważna znajomość Marka P. po jego powrocie do Polski
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Wiceprzewodniczący Komisji Majątkowej ks. Tadeusz Nowok (z lewej) to pierwsza...
Ks/ Bronisław Fidelus, proboszcz bazyliki Mariackiej w Krakowie, to pierwszy wielki klient Marka P.
Fot. Pawel Ulatowski / AG
Ks/ Bronisław Fidelus, proboszcz bazyliki Mariackiej w Krakowie, to pierwszy...

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



19 września, niedziela, przejście graniczne w Cieszynie. Od strony czeskiej nadjeżdża terenowa honda CRV. Za kierownicą Marek P., wytworny starszy pan w okularach. Jedzie sam. Zatrzymuje go grupa funkcjonariuszy pod dowództwem kobiety-oficera Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

Marek P. od dawna spodziewa się podobnych kłopotów. Ma już przygotowany tekst: - Jestem chory na serce, muszę jechać do lekarza.

- Proszę bardzo... - decyduje funkcjonariuszka po telefonicznej konsultacji z prokuraturą - ale my pojedziemy z panem.

Badania w szpitalu trwają ponad godzinę. Lekarze są zgodni: Marek P. jest wystarczająco zdrowy, by być przesłuchany. W tym momencie zatrzymany oświadcza, że na gwałt potrzebny mu okulista.

Kolejne badanie lekarskie i podobna diagnoza: nie ma przeciwwskazań do zatrzymania. Tę noc 65-letni biznesmen spędza w sosnowieckim areszcie. W poniedziałek wiozą go do prokuratury, a tam słyszy zarzuty: trzy oszustwa majątkowe "wycenione" na ok. 10 mln zł oraz wręczenie 20 tys. zł łapówki. Odbiorcą koperty był - według prokuratury - adwokat, członek kościelno-rządowej Komisji Majątkowej, która zajmuje się zwrotem dóbr odebranych Kościołowi za PRL lub odszkodowaniami za nie.

Zatrzymany (i wkrótce aresztowany) Marek P. jest od 10 lat pełnomocnikiem Kościoła przed tą komisją.

Co robił wcześniej?

Wychowany bez ojca

Lata 60., Kraków. Nadwiślańskie zarośla w okolicach otoczonego niewysokim murem zabytkowego klasztoru Norbertanek. Ciepły dzień. Marek P., szczupły licealista w grubych okularach, obciąga z kolegami butelkę wina jabłkowego. Chłopcy mówią na nie: "La patique". Rozmawiają o szkole, o dziewczynach i przyszłości. Po 40 latach Marek zostanie pełnomocnikiem prawnym sióstr zakonnych zza muru. Załatwi im zwrot kilku działek, a w jednym z budynków zakonu otworzy własną firmę.

Na razie nikt spośród rodziców chłopaków, którzy kończą już butelkę, nie ma ani firmy, ani pieniędzy. Matka Marka jest nauczycielką w szkole podstawowej, ojciec pracuje w biurze Centrali Przemysłu Naftowego. Marek i jego siostra widują się z tatą rzadko - rodzice są w separacji, dzieci mieszkają z mamą. Może to brak ojcowskiej ręki jest powodem tego, że syn sprawia matce tyle kłopotów. Ucieka z domu, kręci się do nocy wśród meneli z pełnej ruin dzielnicy Podgórze. Wraca do domu pijany. Z siostrą się kłóci albo w ogóle nie rozmawiają.

Cel: zrobić karierę

Urodził się w 1945 roku, ogólniak skończył z trudem. Po szkole próbował - jak chciała matka - zostać nauczycielem rosyjskiego. Nie udało się. Nasi informatorzy przypominają sobie, że prawdopodobnie zdał do policealnego studium nauczycielskiego, ale został wyrzucony po pół roku. Ponad rok roznosił telegramy na poczcie.

W 1965 albo 1966 roku złożył podanie o przyjęcie do Milicji Obywatelskiej.

Kolegom opowie potem, że na decyzję wpłynęła fascynacja kryminałami, które wypożyczał jeszcze w podstawówce ze szkolnej biblioteki. Chciał zostać twardym gliną, detektywem, postrachem morderców, Sherlockiem Holmesem. Został referentem w wydziale kwatermistrzowskim. Zamiast śledzić złoczyńców, nadzorował roboty budowlane na terenie krakowskiej komendy za 650 zł miesięcznie (grubo poniżej średniej krajowej).

Aby poprawić byt, zapisał się do partii i zaczął naukę wieczorową w Studium Nauk Społecznych przy Komitecie Wojewódzkim PZPR w Krakowie.

- Spytałem go kiedyś, dlaczego zaciągnął się do komunistów - wspomina kolega. - Tłumaczył, że skoro powiedziało się a, trzeba powiedzieć b. Nie po to szedł do milicji, żeby remontować komisariaty, tylko by zrobić karierę. A w PRL kariery poza partią nie było. To znaczy, on jej nie widział.

Dziękować Bogu, matce i lekturze

W IPN zachowała się teczka osobowa funkcjonariusza P., fragmenty wydrukowała "Rzeczpospolita". "Poziom ogólny dobry, prezencja dobra, śmiało i pewnie odpowiada na zadane pytania" - zanotowała ppor. Irena Gradek, kadrowa. W ankiecie wpisała jeszcze: bezwyznaniowy. Operatywny w swojej pracy, ale niedokładny. Postawa moralno-ideologiczna - bez zarzutu.

Przynależność organizacyjna: Związek Harcerstwa Polskiego, Związek Młodzieży Socjalistycznej.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 126 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    97 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':