http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Bitwa Greków z Grekami pod Akropolem

Jacek Pawlicki
2010-10-14, ostatnia aktualizacja 2010-10-14 16:58

Oddziały szturmowe greckiej policji siłą wyprowadziły ponad stu zdesperowanych pracowników ministerstwa kultury, którzy okupowali Akropol m.in. z powodu zaległych pensji

Strażnik pracujący na Akropolu rozmawia przez telefon komórkowy
Fot. REUTERS/JOHN KOLESIDIS
Strażnik pracujący na Akropolu rozmawia przez telefon komórkowy
Blokada Akropolu, głównej atrakcji turystycznej Grecji, zaczęła się we wtorek. Początkowo zdesperowani pracownicy resortu kultury wpuszczali jeszcze turystów, ale w środę zamknęli bramy na głucho.

Blokada miała potrwać do 31 października. Wczoraj rano do akcji wkroczył jednak specjalny oddział policji do walki z demonstrantami. - Policja i przemoc nie przerwą strajku - krzyczeli pracownicy muzeum.

Po krótkiej szarpaninie przy głównej bramie funkcjonariusze wdarli się na teren Akropolu bocznym wejściem, torując sobie drogę granatami z gazem łzawiącym. Wszystko to działo się na oczach grupki osłupiałych zagranicznych turystów, którzy przyjechali rano w nadziei, że zwiedzą wzgórze z Partenonem - zbudowaną 2,5 tys. lat temu świątynią poświęconą bogini Atenie - i kilkoma innymi atrakcjami historycznymi.

Policja aresztowała co najmniej jednego z demonstrantów. - Będziemy dalej protestować - oświadczył wczoraj Nikos Hasomeris, reprezentant pracowników tymczasowych ministerstwa.

Strajk dotyczył głównie ich losu. Obecne kontrakty wygasają im w końcu października, a rząd nie godzi się na ich przedłużenie, oferując nowe na gorszych warunkach. Pracownicy resortu kultury domagali się także zapłaty zaległych wynagrodzeń za 22 miesiące, w sumie szacowanych na 5 mln euro.

- Nikt nie ma prawa zamykać Akropolu i blokować doń dostępu tysiącom turystów - grzmiał wczoraj w parlamencie minister turystyki Georgios Nikitiades. - To tak jakby powiedzieć im, że wydali niepotrzebnie swe pieniądze i nie mieli po co przyjeżdżać do Grecji.

Wcześniej protesty przeciw zaciskaniu pasa przez państwo odbywały się na ulicach miast, promach, w portach i na uniwersytetach. Rząd nie ma jednak wyjścia, bo kilka miesięcy temu Grecja stanęła na krawędzi bankructwa. W maju uratowały ją inne kraje strefy euro i Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Pomoc finansowa nie jest jednak bezwarunkowa - Ateny muszą w ciągu kilku lat m.in. mocno zredukować swój deficyt budżetowy. To wszystko dzieje się w czasie, gdy bezrobocie w lipcu sięgnęło aż 12 proc.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':