Dziś w tej sprawie szef klubu ludowców Stanisław Żelichowski ma spotkać się z ministrem finansów Jackiem Rostowskim i szefem klubu PO Tomaszem Tomczykiewiczem.
- Nie zgadzamy się, żeby ruszać pieniądze Lasów Państwowych - mówi "Gazecie" Żelichowski, były minister ochrony środowiska i leśnik. - Nadleśnictwa będą musiały występować o zgodę do resortu za każdym razem, gdy będą potrzebowały pieniędzy i nie ma gwarancji, że je dostaną. W Lasach, gdzie czasem pieniądze są potrzebne natychmiast, taki mechanizm to śmierć. Zrobi się bałagan i to wszystko padnie.
Minister finansów tłumaczy się trudną sytuacją budżetu. Zresztą LP nie są jedyną instytucją, która swoje wolne pieniądze musiałaby odkładać na depozycie resortu w Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK). Tak samo mają robić agencje rządowe i fundusze. Lasy miały w ubiegłym roku 2 mld zł nadwyżki, pozostałe instytucje - ponad 40 mld zł, a
Ministerstwo Finansów walczy z narastającym zadłużeniem państwa.
- Gdyby z tych pieniędzy zgromadzonych w jednym miejscu mógł korzystać minister, moglibyśmy zaoszczędzić duże kwoty. Zmniejszyłby się nasz
dług publiczny, mniej płacilibyśmy za jego obsługę. Bez tych pieniędzy musimy się mocniej zadłużać - mówi "Gazecie" rzeczniczka resortu Magdalena Kobos. I tłumaczy obrazowo: - Załóżmy, że macie konto ROR, a na nim 1 tys. zł nadwyżki. Odkładacie to na minilokacie. Niestety, pod koniec miesiąca tragedia - psuje się pralka, trzeba wyłożyć na nową 1,2 tys. zł. Jeśli nie będziecie mieć wolnych pieniędzy, trzeba zaciągnąć kredyt.
Kobos zapewnia, że instytucje, które przekażą pieniądze na rachunek resortu, będą mogły dalej z nich korzystać.
Ale LP obawiają się, że przejęcie pieniędzy gromadzonych na kontach funduszu leśnego i funduszu stabilizacji odbierze im samodzielność finansową i uniemożliwi normalne funkcjonowanie, a w niedalekiej przyszłości doprowadzi do prywatyzacji Lasów.
W czasie niedawnego posiedzenia sejmowej komisji ochrony środowiska negatywnie pomysł ministerstwa ocenił także Janusz Zaleski, wiceminister środowiska i główny konserwator przyrody. Cytując fragmenty stanowiska, które przygotował jego resort, przekonywał, że włączenie LP do sektora finansów publicznych może spowodować utratę płynności finansowej, a w konsekwencji deficytowość gospodarki leśnej i obciążenie budżetu państwa.
- Wprowadzenie nowej regulacji przyniesie więc skutki odwrotne do zamierzonych. Postawi to pod znakiem zapytania także możliwość spełniania przez LP funkcji, do której zostały powołane - zachowania lasów w należytej kondycji i utrzymania bezpieczeństwa ekologicznego kraju - przekonywał Zaleski.
Rzeczniczka Lasów Państwowych Anna Malinowska tłumaczy: - 90 proc. przychodów LP pochodzi z produkcji drewna. Obowiązują tu ścisłe reguły rynkowe niemające nic wspólnego z charakterem dóbr publicznych i z sektorem finansów publicznych.
Według Malinowskiej nie jest prawdą, że LP mają nadwyżki: - Jest to jedynie zabezpieczenie przed skutkami ewentualnych katastrof żywiołowych czy dekoniunkturą na rynku drzewnym. Nikt na świecie nie ubezpiecza gospodarki leśnej. Lasy Państwowe taki mechanizm ubezpieczający wypracowały same. Rozwiązania zaproponowane przez Ministerstwo Finansów sparaliżują funkcjonowanie LP i przyczynią się do nieodwracalnych strat w przyrodzie polskiej - podsumowuje Malinowska.
Leśnicy wzywają do protestu. Związkowcy z Lasów oflagowują swoje budynki.
- Jeśli przeniesienie pieniędzy będzie wprowadzane ustawą, zagłosujemy przeciw - zapowiada Żelichowski. Ludowcy nie kryją, że leśnicy - obok rolników - są ich elektoratem. Ale i PO ma związki z Lasami. Przed wyborami parlamentarnymi w 2007 r. krajowa sekcja "Solidarności" pracowników leśnictwa poparła Donalda Tuska i zrobili to wbrew władzom "S", które sprzyjały
PiS. Po wygranych przez PO wyborach szef związkowej sekcji leśników Marian Pigan stanął na czele Lasów i do dziś nimi kieruje.
Czy PO złamie się w sprawie Lasów? - Przed wyborami samorządowymi nie ma dobrego klimatu do takich zmian - mówi "Gazecie" poseł Paweł Arndt (PO), szef sejmowej komisji finansów. - Informacje o planowanej prywatyzacji LP są nieprawdziwe i niepotrzebnie podgrzewają obawy wśród leśników, a bez głosów
PSL i tak tych zmian nie wprowadzimy. Pewnie trzeba będzie odłożyć je na po wyborach.