Spór o prawo blogerów do anonimowości nierozstrzygnięty. Kataryna zawiera z Axel Springer Polska, wydawcą "Dziennika" (dziś "Dziennik Gazeta Prawna"), ugodę poza sądem. To już zdecydowane.
- Pozostały do uzgodnienia kwestie techniczne - oświadczyli wczoraj w warszawskim sądzie pełnomocnicy stron sporu. W maju 2009 r. "Dziennik" napisał: "Wiemy, kim jest Kataryna", i podał wskazówki, jak odnaleźć nazwisko znanej politycznej blogerki.
To, że arcyciekawy proces o prawo blogera do prywatności pozostanie nierozstrzygnięty, prawnicy zapowiadali już we wrześniu. Wczoraj sędzia Jacek Tyszka został poinformowany, że ugoda zawarta będzie poza salą sądową. A to oznacza, że jej warunków nie poznamy, bo będzie to "słodka" tajemnica Kataryny i Springera.
Szkoda, podwójnie. Bo równie ciekawie jak dyskusja po ujawnieniu tożsamości Kataryny - o anonimowości w sieci, o odpowiedzialności blogerów za słowo - zapowiadał się sam proces. Był precedensowy, bo Kataryna - piętnując pod pseudonimem dziennikarzy i polityków - twierdziła, że sama miała prawo pozostać w ukryciu. Bo tak zdecydowała. Dowodziła, że rozszyfrowanie jej i podane przy tej okazji informacje naruszają jej cześć i prywatność.
Godząc się na ugodę, Kataryna rezygnuje z walki o ideę. A zawierając ugodę poza sądem, prowokuje do pytania: na ile swą cześć, prawo do prywatności wyceniła? Takie ugody praktykują celebryci, wśród "dziennikarzy obywatelskich" Kataryna jest pierwsza.
Źródło: Gazeta Wyborcza