Gadowski został ściągnięty do TVP 1 w połowie maja, czyli w czasie kampanii prezydenckiej. Miał tak pokierować anteną, by jak najczęściej, w różnych programach sączyła się z niej
PiS-owska "narracja", która pomoże Jarosławowi Kaczyńskiemu wygrać wybory prezydenckie (Gadowski nie ukrywał sympatii dla PiS i czołowego polityka tej partii Zbigniewa Ziobry).
I się sączyła: że po 10 kwietnia obudziła się patriotyczna Polska, że wreszcie odzyskała głos i już nie boi się mówić - np. że smoleńska katastrofa to nie przypadek, że mógłby to być zamach przygotowany przez KGB.
Pierwszą personalną decyzją Gadowskiego było ściągnięcie na Woronicza Stanisława Janeckiego - któremu powierzył funkcję wicedyrektora "Jedynki". Janecki też znany z prawicowych sympatii, dał w czasie kampanii wyborczej upust swoim politycznym przekonaniom i w kolorowej prasie opublikował komentarz pod znaczącym tytułem "pięć powodów, dla których wygrać powinien prezes PiS".
Gadowski nie wyciągnął wobec niego żadnych konsekwencji, choć takie zaangażowanie się w kampanię jest sprzeczne z zasadami etyki w TVP.
O odwołaniu Gadowskiego mówiło się od końca sierpnia, kiedy rada nadzorcza TVP zawiesiła dwóch PiS-owskich członków zarządu (Romuald Orzeł i Przemysław Tejkowski). Z naszych informacji wynika, że dwóch pozostałych członków zarządu (związanych z lewicą Włodzimierz Ławniczak i Paweł Paluch) zobowiązało Gadowskiego, by przypilnował dziennikarskich standardów w "Wiadomościach". Nie dopilnował.
Np. w ostatni piątek "Wiadomości" przypominały bardziej biuletyn PiS niż obiektywny serwis informacyjny. Tendencyjnie pokazano np. ataki b. szefowej
MSZ w rządzie Jarosława Kaczyńskiego na premiera Tuska i skandal związany z inwigilowaniem dziennikarzy przez służby specjalne za czasów rządu PiS.
Na Woronicza mówi się, że Gadowski może wystartować z list PiS w wyborach samorządowych. Pytany o to szef komitetu wykonawczego Joachim Brudziński ani nie potwierdził ani nie zaprzeczył tej informacji.