Sikorski w odpowiedzi - do której dotarła "Gazeta" - odpisał, że zespół "nie może wiążąco wzywać ministrów" i dodał parę słów uzasadnienia: "Wiedząc, że moje słowa zostaną właściwie odczytane, biorąc pod uwagę kapitał sympatii, którą Pana niezmiennie darzę, dodam, że pana działalność w zespole wydaje się przybierać charakter polityczny. W rezultacie rodzi podejrzenia, że służyć będzie nakręcaniu spirali podejrzliwości i uwiarygodnieniu absurdalnych teorii spiskowych raczej, niż obiektywnemu wyjaśnieniu katastrofy. Ze smutkiem stwierdzam, że istnieje możliwość, że ustalenia zespołu nie będą powszechnie odebrane jako całkowicie wiarygodne".
Szef
MSZ dodał, że swą wiedzą "podzieli się z organami, których uprawnienia i sposób prowadzenia postępowania nie budzą wątpliwości".