Pisarz, eseista, reporter, publicysta, polityk. Ale przed wszystkim jeden z największych gigantów powieści XX wieku, nie tylko w Ameryce Łacińskiej i nie tylko w kręgu języka hiszpańskiego. Autor ponad 30 powieści, dramatów i esejów. Jest pierwszym latynoskim laureatem literackiego Nobla od 1982 r., kiedy otrzymał go Gabriel Garc~a Márquez.
Urodził się w 1936 r. w Arequipie, arcykatolickim i arcykonserwatywnym mieście na południu
Peru. Rodzice pochodzili z nielicznej w tamtych czasach klasy średniej. Szybko się rozwiedli i przez długi czas Mario sądził, że jego ojciec nie żyje. Funkcję ojca spełniał dziadek. Pierwszych dziewięć lat dzieciństwa Mario spędził w sąsiedniej Boliwii, gdzie dziadek został konsulem Peru. Wychowywała go matka, rozpieszczali dziadkowie, wujowie i ciotki.
Gdy miał dziesięć lat, matka poinformowała go, że ojciec żyje. Rodzice zeszli się, zamieszkali w Limie, a dla Maria - jak wspomni po latach - "zniknęło szczęście, skończyło się rajskie dzieciństwo" ("był to człowiek gwałtowny - poznałem autorytet, brutalność").
Kiedy ojciec dostrzegł u nastoletniego syna zainteresowanie światem literatury i sztuki, które uważał z jednej strony za objaw zniewieścienia, zaś z drugiej - rozpusty i zepsucia, jakich upatrywał w artystycznej cyganerii Limy, posłał go do szkoły kadetów. Armia nie wybiła jednak młodemu Vargasowi Llosie marzeń o pisaniu, za to uwrażliwiła na wszechobecną w ówczesnym Peru i Ameryce Łacińskiej brutalną kulturę machismo - kultu męskości - a także na reguły rządzące społeczeństwem, w którym wojsko zbyt często grało w polityce pierwsze skrzypce.
"Odkryłem horror. To mnie naznaczyło w sposób okrutny. Wojskowi dręczyli nas. Dręczyli się nawzajem między sobą. Rządziły brutalna siła i strach" - opowiadał po latach. Przeklinał koszmar wojska, ale to dzięki niemu poznał prawdziwe Peru - kraj, w którym 80 proc. obywateli było analfabetami, ludzie mają różny kolor skóry, a zamożnych i biednych dzieli przepaść.
Doświadczenie ze szkoły kadetów Vargas Llosa uwiecznił w debiutanckiej powieści "Miasto i psy" (1962), w której prócz demaskacji kultury sławiącej męskość i siłę przełamywał jedno ze społecznych tabu tamtego czasu: homoseksualizm za murami koszar. Peruwiańscy wojskowi palili publicznie książkę 26-letniego pisarza, lecz debiut ten wszedł do historii literatury nie tylko dzięki skandalowi, jaki wywołał - przede wszystkim dzięki klasie narracji, na której poznali się od razu krytycy i inni pisarze.
Do opisu armii i innych sił mundurowych Vargas Llosa będzie powracał obsesyjnie w kolejnych powieściach. Armia stanie się dlań metaforą chorób, jakie trawią społeczeństwa Ameryki Łacińskiej. Jedną z nich jest przemoc, stanowiąca w tamtej części świata "istotę stosunków między ludźmi".
"Sądzę - mówił w wywiadzie rzece - że wszyscy w Ameryce Łacińskiej, w mniejszym lub większym stopniu, zostaliśmy poddani pewnego rodzaju deformacji militarnej. Była ona skutkiem interwencji sił zbrojnych w życie polityczne, co fatalnie zaciążyło na naszej historii. Wiem z własnego doświadczenia, jak łatwo instytucja taka jak armia - zamknięta, zhierarchizowana - może rodzić deformacje w człowieku, jak i te o szerszych konsekwencjach, społeczne. Środki stają się celami, cele - środkami, a wszystko to prowadzi do deprawacji natury ludzkiej".
Warto bić głową w mur Od chwili debiutu Vargas Llosa stał się czołową postacią zaczynającego się na początku lat 60. boomu literatury latynoamerykańskiej - obok Carlosa Fuentesa, Alejo Carpentiera, Julia Cortázara i Gabriela Garc~i Márqueza. Tłem boomu była rewolucja kubańska, z którą wiele latynoskich społeczeństw, również wielu ludzi pióra, wiązało wówczas nadzieje na faktyczne uniezależnienie się od
USA oraz wyrugowanie dyktatur i niesprawiedliwości.
Tematyki najważniejszych powieści Vargasa Llosy nie sposób oddzielić od dziejów politycznych i społecznych tamtego czasu.
Jego najsłynniejsze dzieło "Rozmowa w Katedrze" to wielki portret społeczeństwa peruwiańskiego i mechanizmów władzy z czasów dyktatury Odrii, w którym jednostkę - głównego bohatera, reportera miejskiego i niegdysiejszego buntownika Santiago Zavalę - z wolności odziera z jednej strony system polityczny, a z drugiej - patriarchalno-machistowska rodzina.
"Historia Alejandra Mayty" to z kolei gorzko-ironiczny rozrachunek z własną młodością rewolucyjną, gdy Vargas Llosa należał do partii komunistycznej, wielbił Castro i wierzył w to, że socjalistyczna rewolucja zbawi kontynent.
"Kto zabił Palomina Molero?" i "Lituma w Andach" - powrót do penetrowania tematyki machismo, wojska, nadużyć władzy i zbrodni maoistowskiej partyzantki Świetlisty Szlak.
"Święto kozła" - znowu wielokolorowy portret społeczeństwa - tym razem Dominikany - zdeptanego przez tyrana i okrutnika Rafaela Leonidasa Trujillo, w którym to świecie niemal nikt nie jest niewinny.
"Raj tuż za rogiem" - dwutorowa opowieść polityczno-filozoficzna o poszukiwaniu wolności absolutnej i zbawienia na tym świecie. Malarz Paul Gauguin zrywa z życiem paryskiego mieszczucha i wyrusza na Tahiti szukać inspiracji. Wierzy, że wiodąc żywot tubylca, dotrze do źródła prawdy, wolności absolutnej. Umiera w osamotnieniu, niedoceniony, chory, potępiony. Druga bohaterka - Flora Tristan - porzuca rodzinę i wyrusza zbawiać świat: agituje wśród robotników i francuskiej burżuazji. Marzy o szczęśliwym społeczeństwie, w którym nie ma wyzysku, ignorancji, biedy, a kobieta jest równa mężczyźnie. Oboje bohaterowie Vargasa Llosy ponoszą klęskę za życia. Jednak dzieła, które stworzyli, przekraczają czas, w którym się zrodziły. Warto bić głową w mur? Tylko wtedy, jeśli nie oczekuje się oklasków, lecz goryczy i osamotnienia.
- Zajmuje go nie tylko doskonałość własnych dzieł - mówi Gustavo Gorriti, słynny peruwiański dziennikarz i eseista. - To zatroskany losem bliźnich humanista. Różnię sie z nim w niektórych ocenach politycznych i filozoficznych, lecz nie znajduję nic, co zasługiwałby na krytykę, gdy idzie o wielkość jego literatury i o jego uczciwość.
Balzac, który przeczytał Joyce'a Najtrafniejszą, jaką znam, definicję pisarstwa Vargasa Llosy sformułował polski autor - krytyk literacki i publicysta Piotr Bratkowski: to "Balzak, który przeczytał Joyce'a", co znaczy mniej więcej tyle, że jego powieści łączą ambicje poznawcze rodem z powieści XIX-wiecznych z nowoczesnymi technikami narracji.
Ale Vargas Llosa nie zawsze jest Balzakiem i Joyce'em. Potrafi rozśmieszać i bawić się masową kulturą popularną ("Ciotka Julia i skryba"); pisać frywolnie o miłości i seksie ("Zeszyty don Rigoberta", "Pochwała macochy", "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki"). Wyznał kiedyś, że literatura nie powinna wyzbywać się funkcji rozrywkowych, gdyż inaczej za bardzo kieruje uwagę na samą siebie.