http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jesteśmy rasą młodą i dziką

Dorota Wodecka
2010-10-16, ostatnia aktualizacja 2010-10-12 19:36

Eustachy Rylski, prozaik, dramaturg, scenarzysta
Eustachy Rylski, prozaik, dramaturg, scenarzysta
Fot. Adam Kozak / AG

Z dołu do góry idzie cholerna polska brzytwa tnąca równo z trawą każdy pogląd inny od własnego. Rozmowa z pisarzem Eustachym Rylskim

Eustachy Rylski na spotkaniu w Poleskim Ośrodku Sztuki, 2006 r.
Fot.Marcin Wojciechowski / AG
Eustachy Rylski na spotkaniu w Poleskim Ośrodku Sztuki, 2006 r.
<b>Na Grobli,</b> Eustachy Rylski, wyd. Świat Książki, Warszawa
Na Grobli, Eustachy Rylski, wyd. Świat Książki, Warszawa
Byłbym straszliwym megalomanem, gdybym powiedział, że piszę książki historyczne, ponieważ ani specjalnie nie znam historii, ani jej nie szanuję - mówił Eustachy Rylski w Klubie
Fot. Wojciech Surdziel / AG
Byłbym straszliwym megalomanem, gdybym powiedział, że piszę książki...
SERWISY

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Pięć lat po przyznaniu panu Nagrody im. Józefa Mackiewicza za "Człowieka w cieniu" jeden z fundatorów, Włodzimierz Kuliński, zapowiedział, że przy okazji tegorocznej edycji publicznie odda panu tę książkę. Bo po tym, gdy pan zamanifestował poparcie dla Janusza Palikota, "nie może się nią chlubić".

- Wie pani, jestem fanatykiem dotrzymywania umów. Kontrakt to kontrakt. W moim kontrakcie nie było słowa o poglądach. Znam świat, w jakim żyję, i miałem prawo sądzić, że w mojej powieści znalazło się wystarczająco dużo konserwatywnych, by nie rzec reakcyjnych motywów w przyzwoitej pisarskiej robocie, by tę nagrodę otrzymać. Gdyby mi powiedziano, że to jest nagroda również za poglądy, których wobec darczyńców lub kapituły mam do końca swoich dni dochować, tobym jej nie odebrał.

Jak każdy poganin jestem dobrym chrześcijaninem, ale drugiego policzka nie nadstawię.

Ale uważali pana za swego. Dziś uważają za tego, który "przeszedł na stronę zdrady i zaprzaństwa" - to cytat z forum prawicowego portalu.

- Człowiek nie jest raz na zawsze ustalony. Zmieniamy się wraz z porami roku, latami, chorobami, jakie się do nas dobierają, złymi i dobrymi zdarzeniami, iluminacjami, jakie nas rozjaśniły lub, co częstsze, ominęły. Zmienia nas nawet nuda. Niech nam nikt nie próbuje odebrać prawa do takich zmian. Co do mnie natomiast, jestem naturą na tyle wygaszoną, a jednocześnie tak uzależnioną od wygody nieprzynależności, że stanie po jakiejkolwiek stronie nie wchodzi w rachubę. Z przyczyny wspomnianej wygody ja nawet nie stoję po swojej stronie.

A jakie ma pan poglądy? Pytam o to, bo musiał być jednak jakiś powód, poza konserwatywnymi motywami w pana twórczości, dla którego prawica zawłaszczyła pana jako pisarza.

- Poglądy? Zależy w jakich sprawach. Jestem niezmiennym zwolennikiem kary śmierci za szczególnie okrutne zbrodnie i to jest pogląd, do jakiego nie przyznałoby się dzisiaj prawdopodobnie wielu prawicowców. Z drugiej strony przyznałbym tyle praw zwierzętom, ile to jest faktycznie możliwe, a w niektórych zrównałbym je z ludzkimi, co z kolei zbliża mnie do radykalnych środowisk proekologicznych. Uważam, że kobiety mają prawo decydować o własnym życiu w każdym jego okresie, więc i o tym, czy urodzą dziecko, czy nie. Dlatego popieram aborcję i metodę in vitro, a to już lewica. Ale z kolei nie uważam, by w przedszkolach należało uczyć dziewczynki, jak zakładać prezerwatywy na banany, bo w sprawach obyczajowych preferuję dyskrecję i powściągliwość, a to pogląd konserwatywny. Umieramy okrutnie i obrzydliwie. Bóg tego od nas nie wymaga, mogę dać na to słowo honoru, dlatego każdemu człowiekowi dałbym wybór między dobrą a złą śmiercią. Chce konać w męczarniach, jego rzecz. Ale to pogląd - jak na polski, barbarzyński standard w tej kwestii - wręcz anarchistyczny. Mówiąc najogólniej, w niektórych sprawach jestem na prawo od najbardziej zakutych prawicowych pał, w innych na lewo od Mao Tse-tunga, w jeszcze innych umiarkowany, a nie brakuje też takich, co do których nie mam żadnej opinii. Cenię też Kościół powszechny jako ponadczasową, zhierarchizowaną i niedemokratyczną instytucję.

Której funkcjonariusze chcą mieć wpływ na świeckie aspekty naszego życia.

- Mogą chcieć. Państwo natomiast jest po to, by rozumieć ich argumenty, ale niekoniecznie brać je pod uwagę. To, że Kościół rządzi, albo raczej współrządzi, Polską, jest sprawą słabości i bezradności państwa, a nie siły Kościoła. Ale to nie jest ważne wobec dwóch nowych niebezpiecznych wrogów tej instytucji. Pierwszy to gwałtownie laicyzujące się i niechętne mu społeczeństwa w naszej nowej ojczyźnie, to znaczy Europie. Drugi, groźniejszy - niepojęta doktryna wiary, zderzająca się z coraz dociekliwszymi i niepokornymi owieczkami. Trudno przekonać kogoś rozpiętego między komputerem, wielofunkcyjną komórką a telewizją interaktywną, że podczas każdej mszy świętej, nawet w przysłowiowej Psiej Wólce, chleb zamienia się dosłownie w ciało Chrystusa, a wino dosłownie w jego krew, i na tym polega to niebywałe misterium. Co z tym począć? Przejść obok, zamknąć w cudzysłowie, zrobić perskie oko, jak czynią to niektórzy teologowie, a może uwierzyć? Jak wytłumaczyć dyskotekowej dziewczynie, że niepokalane poczęcie jest możliwe? Czemu to najtrywialniejszy ksiądz posiadł zdolność odpuszczenia nam grzechów, z najcięższymi włącznie, a takiej zdolności pozbawiony jest nasz uduchowiony i subtelny sąsiad?

Polski Kościół znalazł się w opałach, przed którymi broni go brak wyobraźni i konsekwentne milczenie na temat najważniejszych i coraz natrętniejszych pytań, jakie poprzyczajały się już za rogiem. Ale wiecznie tak nie będzie.

Ktoś wreszcie powie: sprawdzam?

- Jeżeli się odważy. Tak czy owak polski Kościół będzie bardzo powoli, lecz nieuchronnie schodził do roli skansenu albo weźmie pod uwagę opinię Gómeza Dávili, nawiasem mówiąc, ciężkiego reakcjonisty, że zadaniem Kościoła nie jest dostosowanie chrześcijaństwa do świata ani świata do chrześcijaństwa. Jego zadaniem jest utrzymanie kontrświata w świecie. Z naszymi proboszczami? Może być trudno.

Jest pan patriotą?

- Jeśli miarą patriotyzmu jest miłość do państwa, w jakim dziś żyjemy, to bardzo umiarkowanym.

Nie mam dobrego zdania na jego temat. Uważam, że jest słabe, rozchwiane, defensywne i neurotyczne. Przesadnie represyjne wobec jednostki i rejterujące przed każdym tłumem. W dodatku uznające za tłum kilkadziesiąt osób, czego najlepszym dowodem jest kompromitująco zakończona próba przeniesienia krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego albo uległość wobec związkowych protestów, jeżeli są tylko wystarczająco brutalne.

Gdyby jednak patriotyzm oznaczał przywiązanie do polskości, do polskich pejzaży, zwyczajów, języka, do polskiej tradycji, na przykład ziemiańskiej, to patriotą jestem.

Uważa pan, że na tej tradycji można budować tożsamość dzisiejszego Polaka?

- Nie wykluczałbym tego. W tradycji ziemiańskiej jest kilka rzeczy wartych kultywowania. Rodzinność, lojalność, odpowiedzialność za siebie i innych, oględność poglądów i zachowań, przywiązanie do malowniczych rytuałów, brak lęków przed światem, niechęć do ksenofobii i, na ogół, dobre wychowanie. Poza wszystkim polski dwór z psami, końmi, liczną i piękną na ogół młodzieżą, z niepowtarzalną infrastrukturą wpisaną w pejzaż, z ciężką pracą, kiedy trzeba pracować, i dziką zabawą, gdy można się bawić, ze stałą gotowością do poświęceń za małą lub dużą ojczyznę, ze wszystkimi swoimi przesądami, uprzedzeniami, śmiesznostkami, jest czymś, co wraca do mnie obsesyjnie, gdy myślę Polska. I nic a nic mnie nie obchodzi, że to anachroniczne, bo to, co anachroniczne dzisiaj, będzie awangardowe jutro, gdyż świat to koło, a nie linia prosta. Ale nie chciałbym przy okazji tworzyć mitologii na swój temat. Moje związki z tą sferą są wątłe. Mimo że od strony ojca moja rodzina to przyzwoite wołyńskie ziemiaństwo, a od strony matki nawet pół drogi do arystokracji, to nie tańczę na ziemiańskich balach, nie śpiewam na ich weselach, nie uczestniczę w zjazdach rodów, nie spędzam lata w Kaletkach, a jesieni w Montrésor. Bez żadnych intencji z jednej czy drugiej strony. Tak się złożyło. W tym środowisku jestem figurą anonimową. Mówię o tym, by nie wyjść na pliszkę, która swój ogon chwali.

Źródło: Duży Format
  • 49 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    119 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':