http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

GROM na ustawionych zakupach

Wojciech Czuchnowski
2010-10-05, ostatnia aktualizacja 2010-10-05 15:14

12 żołnierzy i cywilnych pracowników GROM-u ma zarzuty za ustawianie zakupów sprzętu i fałszowanie dokumentów

Reformują służby specjalne. Nie będzie komórki analiz, będzie za to finansowa
Fot. Damian Kramski / AG
Reformują służby specjalne. Nie będzie komórki analiz, będzie za to finansowa
ZOBACZ TAKŻE
Sprawę ujawnił wczoraj "Superwizjer" TVN. Chodzi o nadużycia w sekcji mundurowej jednostki specjalnej GROM zajmującej się zakupami specjalistycznych elementów wyposażenia komandosów, którzy pełnią tajne misje za granicą. Wszystko zaczęło się we wrześniu 2008 r. od zatrzymania transportu z kurtkami zimowymi, który miał wjechać do magazynów GROM-u. Kierowca nie miał na towar żadnych dokumentów. Okazało się, że kurtki od kilku miesięcy były zaksięgowane jako używane przez wojsko. Kontrola wykazała, że żołnierze, którym przydzielono kurtki, nigdy ich nie widzieli. Oficerowie i pracownicy zaopatrzenia kazali im podpisywać odbiór odzieży i sprzętu, których w jednostce w ogóle nie było. 18 marca 2009 r. po serii wewnętrznych kontroli ówczesny dowódca GROM, płk Dariusz Zawadka zawiadomił Żandarmerię Wojskową, a ta skierowała sprawę do Prokuratury Wojskowej. Proszący o anonimowość świadek - b. oficer jednostki - ujawnił "Superwizjerowi", że oprócz fikcyjnych zakupów zaopatrzeniowcy dogadali się z pięcioma firmami dostarczającymi specjalistyczny sprzęt. Sprzedawały one wojsku towar trzy-czterokrotnie droższy od ceny hurtowej. Np. za okulary ochronne, które w tej samej firmie można było kupić już za 160 zł, GROM płacił 460 zł, a za kaski 600 zł zamiast 149 zł.

Według świadka osoby zamieszane w sprawę dzieliły się zyskami z właścicielami firm. Łączne straty armii mogą sięgać nawet 6 mln zł. W jaki sposób przy zakupach omijano procedury przetargowe? Z dokumentów przedstawionych w filmie wynika, że każdorazowe zamówienie nie przekraczało 59 tys. zł. Tymczasem przetargami są objęte transakcje powyżej 14 tys. euro (w zależności od kursu ok. 60 tys. zł). Wśród 12 osób, którym postawiono zarzuty (działanie na szkodę interesu publicznego i fałszowania dokumentów), jest ppłk Artur K., były już szef Sekcji Mundurowej. Nie chciał komentować sprawy.

TVN sugeruje, że afera sprzętowa mogła być powodem niedawnej dymisji płk. Zawadki. Dowódca GROM-u miał w ten sposób zaprotestować przeciwko nominowaniu na szefa Wojsk Specjalnych (struktury, której GROM podlega) płk. Piotra Patalonga, który dowodził jednostką w latach 2006-08, kiedy dochodziło do nadużyć i podpisywał niektóre zamówienia. Zawadka w rozmowie z dziennikarzami nie chce się do tego odnieść. Z kolei płk Patalong mówi, że jest zaskoczony wynikami śledztwa. - Podpisywałem niektóre dokumenty, ale były one przygotowywane przez odpowiednie osoby. Polska armia na pewno nie marnuje pieniędzy - zapewnia.

W MON reakcja na te informacje jest bardzo powściągliwa. - Znamy sprawę, czekamy na zakończenie śledztwa - mówi rzecznik resortu Janusz Sejmej.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':