http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Efekt Palikota

Renata Grochal, PAP
2010-10-04, ostatnia aktualizacja 2010-10-04 09:02

Janusz Palikot chce powtórzyć manewr PO, która też zaczynała jako ruch obywatelski. Na jego sobotni kongres przyjechało ponad 3 tys. osób

Janusz Palikot podczas sobotniego kongresu
Fot. Wojciech Olkuonik / Agencja Gazeta
Janusz Palikot podczas sobotniego kongresu
Ruch Poparcia Janusza Palikota dotychczas działał w internecie. Sam Palikot nie miał pewności, że "jego ludzie" ruszą się sprzed komputerów. - Naprawdę jesteście w realu - cieszył się witając tłum w warszawskiej sali kongresowej.

Byli ludzie z całej Polski. Ściągnęła ich ciekawość Palikota, politycznego skandalisty i happenera, ale też nadzieja na coś nowego.

- Palikot sam nie do końca wie, co z tego wyjdzie. Ale PO nie potrafi dziś przeprowadzić wielu postulatów. SLD, które jest obarczone komuną, nie będzie nowoczesną lewicą. On ma szanse - mówił nam 30-letni Jacek z Warszawy.

Pani Małgorzata, 57-letnia emerytka spod Warszawy: - Jestem katoliczką, ale miałam już dość tego, co działo się pod krzyżem. Wpuśćmy do polityki młodych, w Sejmie same grzyby siedzą.

PO jak dupowata ciotka

Palikot budował w sobotę napięcie od rana. "Przekonamy się kto ma większą siłę przekazu: czy wyczerpany i wypluty z pomysłów premier, który zaleca Polakom, aby przez kolejne lata gryźli trawę i zaciskali zęby, a przy tym radośnie obiecuje, że już za kolejnym zakrętem czeka nas piękny widok, czy tysiące młodych ludzi, którzy zgadzają się z Kazimierzem Kutzem, że Platforma straciła powab uroczej panny i stała się dupowatą, starą, zgryźliwą i zgnuśniałą ciotką" - napisał na blogu.

Przed godz. 17 w pierwszym rzędzie "kongresowej" usiadła Kora z Kamilem Sipowiczem, Andrzej Celiński, mama i żona Palikota. A na scenie wśród publiczności paneliści: profesorki Magdalena Środa i Agata Bielik-Robson, szefowa Partii Kobiet Manuela Gretkowska, posłowie PO Kazimierz Kutz i SLD Ryszard Kalisz oraz Dominik Taras, organizator Facebookowej kontrmanifestacji pod krzyżem.

Chwilę po 17 pierwsze oklaski i skandowanie "Janusz, Janusz!". Wkroczył na salę przy dźwiękach "Tako rzecze Zaratustra" Richarda Straussa. Jak gwiazda, w otoczeniu ochroniarzy z modnie ufryzowaną czupryną ściskając ręce ludziom.

15 punktów

Palikot wystąpienie zaczął dość populistycznie: - Partie przypominają fundusze emerytalne liderów. To ci sami politycy, te same polityczne dinozaury: Waldemar Pawlak, Jarosław Kaczyński i nawet Donald Tusk, to są ludzie od 20 lat obecni w polityce.

I wezwał, żeby wszystkie funkcje w partiach trwały nie dłużej niż dwie kadencje. Powtórzył postulaty PO, by zlikwidować Senat, ograniczyć liczbę posłów do 300 i wprowadzić okręgi jednomandatowe.

Owacjami publiczność przywitała hasło o rozdziale państwa i Kościoła. - Koniec z subwencjonowaniem Kościoła - mówił. I wrzucił kamyczek do ogródka szefa SLD Grzegorza Napieralskiego, nazywając go "Plastusiem". - Dziś prawdziwym postulatem byłaby nie likwidacja komisji majątkowej, czego domaga się SLD, ale likwidacja kościelnego funduszu emerytalnego - mówił. Powtórzył też inne postulaty Sojuszu: wyprowadzenie religii ze szkół, refundację in vitro i antykoncepcji, nowelizację ustawy aborcyjnej, wychowanie seksualne w szkołach i legalizację związków partnerskich.

Palikot obiecał też ograniczyć biurokrację - wprowadzenie oświadczeń zamiast wymaganych w urzędach zaświadczeń, zasadę milczącej zgody (jeśli urząd w ciągu 90 dni nie wyda decyzji administracyjnej) i jawność wszystkich dokumentów urzędowych. Obiecał też wprowadzenie parytetów, bezpłatnego internetu i głosowanie przez internet.

I na koniec - też dość populistycznie - postulat, by 1 proc. PKB przekazywać na kulturę, zamiast na armię (na armię wydajemy rocznie 1,95 proc. PKB).

- Żadna armia nas nie obroniła. Co nas obroniło? Obroniła nas kultura - stwierdził Palikot.

Niepoczytalny na prezydenta

Potem głos zabrali paneliści. Poseł Kalisz mówił, że polityka sprowadza się do walki między partiami. - Przez ostatnie lata mamy spór agrarny, kto kogo do ziemi. A nie poważną dyskusję. Nie bójmy się mówić.

Prof. Środa: - Źle się dzieje, jak ciało polityczne stoi na jednej nodze. Dziś mamy dwie konserwatywne partie i rachityczną nogę lewicową, a Grzegorz Napieralski jeździ na grzyby.

Gretkowska: - Co to za kraj, w którym można kandydować na jeden z najwyższych urzędów, będąc w stanie niepoczytalności?

Kutz podkreślał, że Palikot "wpuszcza do zatęchłego pokoju polskiej polityki, trochę powietrza": - Polskiemu życiu publicznemu ten tlen jest bardzo potrzebny.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 39 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    47 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':