http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kościół zraniony i raniący

Jacek Prusak SJ*
2010-10-06, ostatnia aktualizacja 2010-10-02 02:18

Krytykujmy Kościół katolicki be założeń ideologicznych

Ks. Jacek Prusak - jezuita, psychoterapeuta, redaktor
Fot. Grażyna Makara / TP TP
Ks. Jacek Prusak - jezuita, psychoterapeuta, redaktor "Tygodnika Powszechnego
ZOBACZ TAKŻE
W toczącej się debacie „wokół krzyża” poruszane są różne aspekty relacji państwo-Kościół i kwestie dotyczące miejsca religii w przestrzeni publicznej. Rzadko jednak pojawia się refleksja nad teologicznymi „parametrami” krytyki Kościoła. Twierdzi się natomiast, że nadeszła pora, aby przerwać zmowę milczenia, gdyż właściwa krytyka nie szkodzi Kościołowi, jest natomiast potrzebna dla przetrwania młodej polskiej demokracji (zob. T. Bartoś, „Przerwijmy milczenie, krytyka nie zaszkodzi Kościołowi”, „GW”, 14-15 sierpnia). Pytanie „dlaczego nie można - jeśli krytyka jest uzasadniona - szkodzić dobremu wizerunkowi Kościoła?” sformułowane jest prowokacyjnie, a nawet przewrotnie, bo implicite zakłada, że „dobry wizerunek Kościoła” zasługuje na krytykę, która - rzekomo - jest nieobecna w przestrzeni publicznej.

Co to znaczy: nie szkodzić Kościołowi?

Postrzeganie Kościoła jako instytucji w której dominują kategorie władzy i kontroli jest prawomocne w naukach społecznych, ale nie jest bez znaczenia, z jakiego paradygmatu ono wypływa. W Polsce mamy obecnie do czynienia z trzema nurtami krytyki Kościoła. Pierwsza, prowadzona jest z jawnych bądź ukrytych stanowisk marksowskich. U jej podłoża leży chęć obnażania destrukcyjnego wpływu religii na społeczeństwo. Z tego typu dyskursem krytycznym można się spotkać, w różnym jednak stopniu, w środowisku Krytyki politycznej , Bez dogmatu , czy na portalu internetowym Racjonalista . Drugi nurt krytyki Kościoła pojawił się w Polsce niedawno i tworzą go byli duchowni katoliccy: Tomasz Polak, Stanisław Obirek i Tadeusz Bartoś. Trzeci nurt jest silnie reprezentowany w szeroko rozumianej humanistyce. Publiczna debata, jeśli nie zostanie zredukowana do sfery polityki, roi się więc od dyskursów krytycznych względem Kościoła. Brakuje w niej jednak teologicznie pogłębionej refleksji nad metaregułą „Nie szkodzić Kościołowi”, która zdaniem krytyków Kościoła, kieruje postępowaniem tych, którzy w sposób represyjny dbają o jego „dobry wizerunek”.

Z teologicznego punktu widzenia, analiza krytyczna Kościoła jest uzasadniona jeśli wydobywa kościelny urząd z naleciałości klerykalizmu i integruje go ze wspólnotą Ludu Bożego. Oznacza to, że metareguła "Nie szkodzić Kościołowi" oparta jest na dwóch przesłankach. Pierwsza stwierdza, że nie wszystko co się mówi bądź pisze z troski o Kościół w rzeczywistości buduje jego jedność. Druga, dotyczy stosunku między miłością do Kościoła a wolnością słowa wewnątrz Kościoła i w stosunku do niego. Kardynał Carlo M. Martini przedstawił trzy zasady ewangelicznej krytyki Kościoła, które można potraktować jako rozwinięcie obu tych przesłanek. Po pierwsze, "odwaga, przede wszystkim wtedy, gdy staje się krytyką i sprzeciwem, jest prawdziwa, jeśli wypływa z miłości, a miłość ta jest wyczuwalna w słowach. Odwaga nie przepaja więc słów ani wrogością, ani urazą, ani goryczą, lecz wprowadza atmosferę zaufania i zachęty". Po drugie, "kontekstem dla odwagi jest kontemplacja Trójcy, trójjedynego piękna, które zostało odzwierciedlone w Kościele, w miłości trynitarnej rozlanej w świecie". Po trzecie, "miarą odwagi jest owoc zbudowania, jaki wydaje: czyli to, że prowadzi do wzrostu, a nie do zniszczenia".

Z tak zarysowanych "parametrów" krytyki Kościoła wynika teza, że systematycznie negatywna, agresywna i polemiczna krytyka Kościoła nie służy jedności Kościoła, może mieć natomiast cechy dyskursu ideologicznego. Pojawia się tu jednak poważniejszy problem, czy "dobry wizerunek Kościoła" to nie fantazmat służący duchownym do obrony struktur władzy w instytucjonalnym chrześcijaństwie? Dyskurs krytyczny profesorów Bartosia, Obirka i Polaka zmierza w tę stronę - być może dlatego, że każdy z nich był kiedyś duchownym tej instytucji. Rozstrzygające nie mogą być jednak osobiste doświadczenia.

Kościół nie jest instytucją mafijną

Oskarżanie Kościoła o "bezwzględną walkę wyłącznie o własne interesy" jest moim zdaniem niesprawiedliwe, bo Kościół pomimo swoich słabości i błędów nie jest instytucją mafijną. Dotyczy to także funkcjonowania duchownych. Kościół nie zaczyna się od nich i na nich się nie kończy. Zupełnie innego kalibru jest jednak oskarżenie, że "dobre oblicze Kościoła" jest fantazmatem, gdyż w chrześcijaństwie, a zwłaszcza w Kościele katolickim, nie mamy do czynienia z poprawnym i koniecznym rozwinięciem intencji Jezusa i Jego "ruchu". Z tak daleko posuniętą krytyką Kościoła trudno mi się zgodzić, ponieważ uważam, że rozwój kościelnych posług i ewolucja struktur Kościoła, pomimo istnienia sprzecznych z Ewangelią, wypaczonych sposobów sprawowania urzędu, zachowuje ciągłość z osobą Jezusa i jego ruchem. Twierdzę tak, ponieważ rozwój kościelnych posług pojawił się sam ze siebie - bez nacisku ze strony jakiejś nadrzędnej instancji (gdyż tej jeszcze nie było gdy kształtowała się struktura urzędu) i bardzo szybko (zaledwie upłynęło jedno pokolenie od epoki apostolskiej). Po drugie, instytucjonalizacja posługi dokonywała się "równolegle do refleksji nad wiarą, która nasycała wewnętrzną treścią jego poszczególne elementy i powiązała je w jedną całość" (P. Hünermann). Oznacza to, że struktura Kościoła nie jest konsekwencją uwarunkowań socjologicznych i historycznych, ale przede wszystkim działania "od góry". W historii Kościoła istnieje "istotna nadwyżka" mająca związek z działaniem w nim samego Boga.

Można oczywiście oceniać ewolucję urzędu kościelnego wskazując wyłącznie na wpływy społecznego kontekstu (np. podobieństwa struktur Kościoła do innych form organizacji religijnych i stowarzyszeń). Perspektywa historyczno-socjologiczna nie jest jednak rozstrzygająca dla samorozumienia Kościoła. Po pierwsze, istnieją różne teorie rozwoju pierwotnego chrześcijaństwa. Po drugie, zbyt łatwo ograniczają się one do podania mocno okrojonego materiału historycznego oraz zinterpretowania go w duchu określonej intencji. Po trzecie, pytanie o związek Kościoła z osobą Jezusa i jego ruchem nie ma charakteru historycznego, ale teologiczny. Odpowiedź dotyczy całej podstawy wiary chrześcijańskiej i katolickiej, a po części także chrystologii. Jak słusznie podkreśla niemiecki teolog Gisbert Greshake - "trzeba tutaj podjąć decyzje - decyzje w wierze i dotyczące wiary w działanie Ducha Świętego przyobiecanego przez Chrystusa. Nie da się tej decyzji zastąpić argumentacją historyczną". Zmiana posługi w urzędy ma charakter historyczny, ale nie jest to jedynie "oddolnie" tworzona rzeczywistość ewoluująca poza wiarą w popaschalną obecność Jezusa w Kościele. Dlatego "dobre oblicze Kościoła" nie jest wyłącznie, ani przede wszystkim, owocem sprzyjających czasów i dobrej kondycji instytucjonalnego chrześcijaństwa, ale rzeczywistością uprzednią w stosunku do nich, mającą boskie pochodzenie.

Krytykować Kościół od środka

„Prawdziwość Kościoła Bożego - pisze ks. Tomas Halik - pozostanie aż do progu wieczności ukryta w podwójnym wymiarze naszego człowieczeństwa, tutaj zawsze będzie to Kościół ludzki - aż nazbyt ludzki , a czasem i nieludzki , w takim stopniu, w jakim ludzie potrafią być nieludzcy - tutaj zawsze będzie Kościołem zranionym i raniącym ”. Zawsze więc pozostanie miejsce na Jego krytykę, czyli ujawnianie represyjnych mechanizmów funkcjonowania osób i instytucji. Jak twierdzi Michael Walzer, autor książki „Interpretacja i krytyka społeczna”, krytyka nie może być zewnętrzną recenzją, tylko ma być prowadzona „od środka”. „Outsider - pisze Walzer - może stać się krytykiem społecznym tylko wówczas, gdy uda mu się przedostać do środka, ogarnąć wyobraźnią miejscowe praktyki i zwyczaje”. Ten postulat nie jest spełniony, kiedy dyskurs krytyczny staje się ideologią apriorycznego odrzucenia „dobrego oblicza Kościoła” w której historia staje się normą dla teologii i wiary, a osobiste doświadczenia jedynym kryterium oceny Kościoła.

*Ks. Jacek Prusak jest jezuitą, psychoterapeutą, współredaktorem "Tygodnika Powszechnego".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':