http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Mann: "Trójka" nie będzie skansenem politycznym PiS

Rozmawiała Agnieszka Kublik
2010-10-02, ostatnia aktualizacja 2010-10-01 19:23

Publicystyka polityczna w "Trójce" to nie jest mój kawałek radia. To obce polityczne ciało

Wojciech Mann Fot. Maciej Zienkiewicz / Agencja Gazeta
Wojciech Mann Fot. Maciej Zienkiewicz / Agencja Gazeta
Wojciech Mann Fot. Maciej Zienkiewicz / Agencja Gazeta
Rozmowa z Wojciechem Mannem dziennikarzem muzycznym związanym z "Trójką" od ponad 30 lat

Agnieszka Kublik: Słuchacz "Trójki napisał: "Poranny program polityczny od poniedziałku do piątku został w sposób skandaliczny upolityczniony przez notoryczne zapraszanie do niego jedynie polityków PiS i zwolenników tej partii". Poranna "Trójka" to i pan, przynajmniej co piątek.

Wojciech Mann: Słuchacz ma, niestety, rację. Z mojego punktu widzenia publicystyki politycznej jest za dużo, bo ja wolę muzykę. Rozumiem, że słowo być musi, bo radio to nie szafa grająca. Ale mam wątpliwości co do zabarwienia politycznego i jakości tej politycznej publicystyki. Jest za bardzo jednostronna.

Po przyjściu do "Trójki" dyrektora Jacka Sobali w czasie kampanii prezydenckiej publicystyka - a zwłaszcza nowy program po godz. 15 - była wyraźnie propisowska.

- Pan dyrektor ściągnął do radia dziennikarzy, którzy z „Trójką” nie byli związani, za to mieli poglądy polityczne zbliżone do pana dyrektora. Ale od początku to było takie obce ciało na Myśliwieckiej, które - że obrazowo powiem - organizm „Trójki” starał się wypchnąć. I inteligentni słuchacze wiedzieli, o co chodzi - po prostu omijali program po godz. 15. I inne programy ewidentnie nam narzucone przez polityczny zarząd. Dziś wielką ulgą dla słuchaczy jest to, że te programy zniknęły.

Pan Sobala zniknął z "Trójki", co jest dobrą wiadomością dla naszych słuchaczy. Bo przypomnę, że chciał robić "Trójkę" mądrą. To ja wolę radio głupsze, ale bez pana Sobali.

Ale problem upolityczniania naszej stacji został, co jest złą wiadomością dla słuchaczy. Bo od maja, kiedy został odwołany dyrektor Sobala, "Trójka" nie ma szefa. Zarząd nie chce nominować Magdy Jethon, choć to by "Trójce" wyszło na dobre. Więc Program 3 nadal jest w rękach PiS.

Mam nadzieję, że nie na próżno zdecydowałem się jednak zostać w "Trójce". Zresztą gdyby wszyscy koledzy, którym ta jednostronna publicystyka nie odpowiada, odeszli z "Trójki", to byłaby - jak to mówią - kaszana.

Liczę więc na przesilenie. Bo to niemożliwe, żeby tak długo stacja nie miała dyrektora, żeby pan Poczachowski [Wojciech Poczachowski - członek zarządu Polskiego Radia z rekomendacji PiS] rządził "Trójką", jak chce i praktycznie bez żadnej kontroli. I żeby pojawiały się na antenie osoby o - delikatnie mówiąc - niespecjalnych kompetencjach.

Słyszałam w "Trójce", że gdy 22 września prezes PiS przyjechał do was na wywiad, to pan Poczachowski kazał na Myśliwieckiej urządzić sobie na chwilę gabinet i tam przyjął prezesa. A potem zapowiedział zmiany w ramówce "Trójki".

- Ci, którzy się do "Trójki" politycznie przyssali, jeszcze kombinują, jak ją wykorzystać. Ale chyba niemożliwe, by powstał tu skansen polityczny jednej opcji. To poważne radio, ma niezłą słuchalność, to nie jest niszowa stacja.

W lutym mówił pan, że nie bardzo wierzy w przywrócenie w "Trójce" normalności, "bo siły polityczne, które przejęły stację, są zbyt zdeterminowane".

- Były bardzo zdeterminowane. Teraz są bardzo zdesperowane. Co mnie cieszy, bo najwyraźniej ich perspektywa w "Trójce" nie jest już tak świetlista.

Publicznie się pan przyznał, że wychodzi pan ze studia, gdy rano o 8.15 zaczyna się rozmowa polityczna prowadzona przez Michała Karnowskiego. Dlaczego?

- Gdy szefem "Trójki" był Krzysiek Skowroński, też kojarzony z PiS, powiedział, żebym zagadywał siedzących w studiu polityków. Dał mi kredyt zaufania, nie pytając o poglądy. I wtrącałem się w polityczne wywiady z tą całą nieśmiałością faceta od muzyki.

Ale gdy zaczęła się ta agresywna działalność PiS, odechciało mi się to robić. Bo te wywiady są jednostronne, jestem w stanie przewidzieć, jak rozmowa będzie wyglądała. Więc wychodzę ze studia. Bo co nam tam siedzieć? To nie jest mój kawałek radia w żadnym stopniu.

Ma pan żal do PO, że zostawiła media publiczne w rękach najpierw koalicji PiS-LPR-Samoobrona, potem PiS-SLD?

- Mam, ogromny. Platforma powinna jasno powiedzieć albo że media publiczne są niepotrzebne i zostawić jeden kanał radiowy i jeden telewizyjny, albo pomóc im realizować - że tak górnolotnie powiem - misję. Platforma chyba nie zdaje sobie sprawy, jak wielki błąd popełnia, zostawiając media publiczne w partyjnych rękach.

Może uśpiły ich te sondaże, w których mają takie wysokie notowania? Słowa Donalda Tuska, że PO nie ma z kim przegrać, świadczą o ogromnej bucie. I to mnie niepokoi.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 26 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    56 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':