Jeśli ta decyzja nie zostanie zaskarżona, w listopadzie lub w grudniu rozpocznie się precedensowy w Polsce proces, w którym przedmiotem sporu będzie powieść autobiograficzna, z kluczem. Aktorka - znana m.in. z serialowych ról - zarzuca bowiem reżyserowi Andrzejowi Żuławskiemu naruszenie jej dobrego imienia za sposób, w jaki sportretował ją pod postacią "Esterki" w "Nocniku".
- Cała sprawa polega na tym, że w "Nocniku" jest wiele faktów z życia Weroniki Rosati, które zostały okraszone informacjami nieprawdziwymi, zwłaszcza w sferze bardzo osobistej. A czytelnik odnosi wrażenie, że wszystko jest prawdą - mówi pełnomocnik Rosati mec. Maciej Lach.
Mec. Jerzy Naumann, pełnomocnik wydawcy, domagał się odrzucenia pozwu, dowodząc, że Rosati nazbyt identyfikuje się z "Esterką". Jeśli ktoś miałby się poczuć obrażony powieścią, to fikcyjna postać, a prawo nie pozwala się procesować z "osobą fikcyjną, wykreowaną w wyobraźni autora, z duchem". Sędzia uznała jednak wczoraj, że nie ma formalnych przeszkód do wytoczenia pozwu przez Rosati. A czy jej dobra i prawo do prywatności zostały naruszone, oceni w wyroku.
- Powieść, fikcja literacka nie może być badana w kategoriach prawda - fałsz - komentuje mec. Naumann. - Gdyby do tego dopuścić, będzie to zamach w czystej postaci na swobodę twórczą.
Mec. Lach się nie zgadza. - To jest coś więcej niż powieść autobiograficzna, to pamiętnik - mówi o "Nocniku". I dodaje, że granicę swobodzie twórczej można postawić. - Nie skarżymy tej książki, bo nam się nie podoba. Tylko dlatego, że przedstawia postać mojej klientki w sposób, jaki ją obraża.
- Czy Bogusław Radziwiłł, gdyby żył, mógłby wytoczyć proces Henrykowi Sienkiewiczowi, uznając, że przypisanie mu porwanie Oleńki jest szkalujące? - pyta mec. Naumann.
Źródło: Gazeta Wyborcza