Stanisław Paszyński - zwany przez przyjaciół "Paszą" - ma córki o imionach Mercedes i Ferrari oraz pałac pod Stargardem. Znajomym opowiada, że posiada obrazy Rembrandta i van Dycka, bank na Syberii, pola naftowe w Teksasie, kopalnie diamentów i
nieruchomości na całym świecie.
Wychował się w Dębnie Lubuskim. Jako taksówkarz miał jedynego w miasteczku czerwonego mercedesa. W latach 70. obracał się w towarzystwie szczecińskich waluciarzy. W 1975 r. trafił do rumuńskiego więzienia, bo złapali go na handlu
diamentami. W 1981 r. w Polsce został aresztowany za udział w aferze srebrnej.
- Wykupiliśmy z kolegą większość srebrnych sztućców, jakie produkowano w Polsce. Tyle że spółdzielni zapłaciliśmy za wyrób, a wzięliśmy surowiec. Uncja srebra kosztowała u nas 2 dolary, a w Belgii 20 - opowiadał przed laty.
Z aresztu wyszedł 10 grudnia 1981 roku. Trzy dni później wybuchł stan wojenny, a kilkanaście dni później Paszyński był już w RFN. Opowiada, że uciekł z PRL w zaspawanym luku statku. W Niemczech czekała już żona i kilkuletni syn. Wyruszyli do Ameryki, skąd po 1989 r. Stanisław wrócił z bajeczną fortuną. Mówi, że handlował tam mydłem i powidłem.
W nowej Polsce zainwestował w produkcję wina musującego, którego etykieta do złudzenia przypominała znak towarowy Cinzano. Skończyło się w 1992 r. procesem wygranym przez Włochów (etykietę zmieniono).
Od państwowej agencji w 1993 r. kupił piękny pałac nad jeziorem Miedwie, niegdyś rezydencje berlińskiego fabrykanta, w PRL - Klub Oficera Armii Radzieckiej.
- Podłogi robili Włosi, kominki Hiszpanie, złocenia Polacy, a kolumny sprowadzono z Wenecji - opowiada gościom.
W 1998 r. postanowił inwestować w sport. " Rozmachem transferowych rozmów przebija cztery czołowe kluby razem wzięte" - donosił jeden ze sportowych dzienników. Jako kandydat na właściciela Pogoni obiecywał kibicom mistrzostwo Polski. Recepta na sukces była prosta: "Na początek zainwestuję 10 mln zł. Zawodnicy będą trenować osiem godzin dziennie. Jak górnicy! Poza tym kupi się paru zdolnych piłkarzy z Brazylii i Afryki".
Z tych planów nic nie wyszło, bo we wrześniu 1999 r. został aresztowany.
Maszynka do wyłudzania VAT Prokuratura ogłosiła: "Stanisław P. jest podejrzany o to, że kierował fikcyjnym obrotem towarów i usług w celu wyłudzenia od państwa zwrotu podatku VAT".
Według prokuratury, w połowie lat 90. wymyślił "maszynkę do wyłudzania vat": założył sieć spółek, które fikcyjnie obracały kupionymi na wyprzedażach towarami - np. żyletkami, mundurami OHP, płytami winylowymi - aby sztucznie podnieść ich wartość, a potem, po wyeksportowaniu odebrać od urzędu skarbowego VAT. Za wyłudzenie ponad 30 mln zł został w 1999 r. aresztowany.
Wyszedł za największą w historii polskiego sądownictwa kaucją - 16,5 mln zł. Sprawa z powodów proceduralnych latami ciągnęła się w różnych sądach, w końcu się przedawniła.
Inna sprawa Stanisława Paszyńskiego - w Gorzowie jego spółka kupiła od Agencji Mienia Wojskowego ziemię, na którą ochotę miał też koncern Tesco. Jak wykazało śledztwo, pracownicy AMW zostali przekupieni . Paszyński wygrał przetarg, bo znał cenę oferowaną przez Tesco, jeszcze przed otwarciem kopert. Po przetargu odsprzedał ziemię Tesco z wielomilionowym zyskiem.
- Stanisław P. w 2008 r. został w tej sprawie skazany za korupcję na pół roku w zawieszeniu na trzy lata i grzywnę - mówi prok. Grzegorz Szklarz z zielonogórskiej prokuratury okręgowej. - Kara była tak niska, bo przyznał się do winy, ujawnił wszystkie okoliczności i dobrowolnie poddał się karze [obciążył prezesa swojej firmy, który dostał bezwzględne więzienie].
Na początku tej dekady roztaczał plany budowy na Wybrzeżu wiatraków.
ABW uznała, że to mistyfikacja mająca na celu wyłudzenie dotacji z Funduszu Ochrony Środowiska do energii odnawialnej. Ale prokuratorskie śledztwo ugrzęzło, a człowiek, który obciążał Paszyńskiego, wycofał zeznania, mówiąc, że stres po zatrzymaniu pomieszał mu z głowie. Śledztwo umorzono.
Kolejne - w sprawie prania brudnych pieniędzy - zawieszono, w oczekiwaniu na pomoc prawną z księstwa Lichtenstein.
W ostatnich latach kupował upadające zakłady pracy, m.in. szczecińskie Polmo. Prywatyzacje te skończyły się prokuratorskimi zarzutami dotyczącymi malwersacji dla przedstawicieli spółek kontrolowanych przez Paszyńskiego. Trwają ich procesy.
- Nie prowadzimy w tej chwili żadnego śledztwa przeciwko Stanisławowi P. - mówi Wojciech Mikołajuk , zastępca szefa wydziału postępowań karnych szczecińskiej ABW. - A gdybyśmy prowadzili działania operacyjne, to i tak bym o tym panu nie powiedział.