http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Finansowa kariera "Paszy"

Adam Zadworny
2010-10-01, ostatnia aktualizacja 2010-10-01 16:32

Ambitne plany biznesowe Haliny i Stanisława Paszyńskich wobec spółki Karen SA poprzedza długa historia często pisana przez prokuratorów

ZOBACZ TAKŻE


Stanisław Paszyński - zwany przez przyjaciół "Paszą" - ma córki o imionach Mercedes i Ferrari oraz pałac pod Stargardem. Znajomym opowiada, że posiada obrazy Rembrandta i van Dycka, bank na Syberii, pola naftowe w Teksasie, kopalnie diamentów i nieruchomości na całym świecie.

Wychował się w Dębnie Lubuskim. Jako taksówkarz miał jedynego w miasteczku czerwonego mercedesa. W latach 70. obracał się w towarzystwie szczecińskich waluciarzy. W 1975 r. trafił do rumuńskiego więzienia, bo złapali go na handlu diamentami. W 1981 r. w Polsce został aresztowany za udział w aferze srebrnej.

- Wykupiliśmy z kolegą większość srebrnych sztućców, jakie produkowano w Polsce. Tyle że spółdzielni zapłaciliśmy za wyrób, a wzięliśmy surowiec. Uncja srebra kosztowała u nas 2 dolary, a w Belgii 20 - opowiadał przed laty.

Z aresztu wyszedł 10 grudnia 1981 roku. Trzy dni później wybuchł stan wojenny, a kilkanaście dni później Paszyński był już w RFN. Opowiada, że uciekł z PRL w zaspawanym luku statku. W Niemczech czekała już żona i kilkuletni syn. Wyruszyli do Ameryki, skąd po 1989 r. Stanisław wrócił z bajeczną fortuną. Mówi, że handlował tam mydłem i powidłem.

W nowej Polsce zainwestował w produkcję wina musującego, którego etykieta do złudzenia przypominała znak towarowy Cinzano. Skończyło się w 1992 r. procesem wygranym przez Włochów (etykietę zmieniono).

Od państwowej agencji w 1993 r. kupił piękny pałac nad jeziorem Miedwie, niegdyś rezydencje berlińskiego fabrykanta, w PRL - Klub Oficera Armii Radzieckiej.

- Podłogi robili Włosi, kominki Hiszpanie, złocenia Polacy, a kolumny sprowadzono z Wenecji - opowiada gościom.

W 1998 r. postanowił inwestować w sport. " Rozmachem transferowych rozmów przebija cztery czołowe kluby razem wzięte" - donosił jeden ze sportowych dzienników. Jako kandydat na właściciela Pogoni obiecywał kibicom mistrzostwo Polski. Recepta na sukces była prosta: "Na początek zainwestuję 10 mln zł. Zawodnicy będą trenować osiem godzin dziennie. Jak górnicy! Poza tym kupi się paru zdolnych piłkarzy z Brazylii i Afryki".

Z tych planów nic nie wyszło, bo we wrześniu 1999 r. został aresztowany.

Maszynka do wyłudzania VAT

Prokuratura ogłosiła: "Stanisław P. jest podejrzany o to, że kierował fikcyjnym obrotem towarów i usług w celu wyłudzenia od państwa zwrotu podatku VAT".

Według prokuratury, w połowie lat 90. wymyślił "maszynkę do wyłudzania vat": założył sieć spółek, które fikcyjnie obracały kupionymi na wyprzedażach towarami - np. żyletkami, mundurami OHP, płytami winylowymi - aby sztucznie podnieść ich wartość, a potem, po wyeksportowaniu odebrać od urzędu skarbowego VAT. Za wyłudzenie ponad 30 mln zł został w 1999 r. aresztowany.

Wyszedł za największą w historii polskiego sądownictwa kaucją - 16,5 mln zł. Sprawa z powodów proceduralnych latami ciągnęła się w różnych sądach, w końcu się przedawniła.

Inna sprawa Stanisława Paszyńskiego - w Gorzowie jego spółka kupiła od Agencji Mienia Wojskowego ziemię, na którą ochotę miał też koncern Tesco. Jak wykazało śledztwo, pracownicy AMW zostali przekupieni . Paszyński wygrał przetarg, bo znał cenę oferowaną przez Tesco, jeszcze przed otwarciem kopert. Po przetargu odsprzedał ziemię Tesco z wielomilionowym zyskiem.

- Stanisław P. w 2008 r. został w tej sprawie skazany za korupcję na pół roku w zawieszeniu na trzy lata i grzywnę - mówi prok. Grzegorz Szklarz z zielonogórskiej prokuratury okręgowej. - Kara była tak niska, bo przyznał się do winy, ujawnił wszystkie okoliczności i dobrowolnie poddał się karze [obciążył prezesa swojej firmy, który dostał bezwzględne więzienie].

Na początku tej dekady roztaczał plany budowy na Wybrzeżu wiatraków. ABW uznała, że to mistyfikacja mająca na celu wyłudzenie dotacji z Funduszu Ochrony Środowiska do energii odnawialnej. Ale prokuratorskie śledztwo ugrzęzło, a człowiek, który obciążał Paszyńskiego, wycofał zeznania, mówiąc, że stres po zatrzymaniu pomieszał mu z głowie. Śledztwo umorzono.

Kolejne - w sprawie prania brudnych pieniędzy - zawieszono, w oczekiwaniu na pomoc prawną z księstwa Lichtenstein.

W ostatnich latach kupował upadające zakłady pracy, m.in. szczecińskie Polmo. Prywatyzacje te skończyły się prokuratorskimi zarzutami dotyczącymi malwersacji dla przedstawicieli spółek kontrolowanych przez Paszyńskiego. Trwają ich procesy.

- Nie prowadzimy w tej chwili żadnego śledztwa przeciwko Stanisławowi P. - mówi Wojciech Mikołajuk , zastępca szefa wydziału postępowań karnych szczecińskiej ABW. - A gdybyśmy prowadzili działania operacyjne, to i tak bym o tym panu nie powiedział.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3
  • 1
  • 1
  • 2
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':