Hasła z wielkich plakatów rozklejanych na ulicach szwajcarskiej Bellizony i Locarno są tym boleśniejsze, że - jak ujmują to działacze ruchu antyimigranckiego - "odszczurzenia" szwajcarskiego rynku pracy żąda skrajna prawica w jedynym włoskojęzycznym kantonie kraju.
Jego rodowici mieszkańcy mówią na co dzień tym samym dialektem lombardzkim, którego używają Włosi z okolic Mediolanu. - Chciałem stworzyć hasła oraz plakaty o silnym i jednoznacznym przesłaniu. Bez obrazy! - tłumaczy włoskim mediom Szwajcar Michele Ferrise, którego dziadkowie wywodzą się z Kalabrii.
W liczącym 340 tys. stałych mieszkańców kantonie Ticino pracuje 45 tys. obywateli Włoch, którzy w zdecydowanej większości wracają każdego wieczora lub przynajmniej na weekend do swych rodzinnych domów po włoskiej stronie granicy. W Szwajcarii zatrudnia się ich często do brudnych, niechcianych robót. Spełniają więc rolę, którą w wielkich włoskich aglomeracjach spełniają imigranci z Europy Wschodniej.
Na antyimigranckich plakatach z Ticino są przedstawieni jak wielkie gryzonie pożerające szwajcarski ser. Jeden z nich to - jak tłumaczą autorzy kampanii - robotnik budowlany Fabrizio, który godząc się na niskie bądź wypłacane na lewo wynagrodzenie, psuje rynek pracy - odbiera posady Szwajcarom i zaniża pensje.
Fabriziowi przy konsumpcji nienależnego mu sera, którego nie wyprodukował, towarzyszy gryzoń Bogdan, czyli imigrant z Rumunii. Temu przyklejana jest łatka złodzieja. - To rasizm, którego nie można pozostawić bez potępienia - mówił wczoraj szef włoskiej dyplomacji Franco Frattini.
Choć przeprosiny wystosował już ambasador Szwajcarii w Rzymie (na razie nikt nie zatroszczył się o przeprosiny wobec Rumunów), to wielu Włochów jest nadal wstrząśniętych zwłaszcza zrównaniem ich z Rumunami. Spora część włoskiej prawicy chciałaby przepędzić Rumunów z Włoch pod hasłami użytymi przez ksenofobów z Ticino.
- Ktoś w Szwajcarii potraktował nas teraz tak, jak my sami traktujemy Romów czy Afrykanów. Czy możemy z czystym sumieniem zgłaszać pretensje? - pyta włoski publicysta Ferdinando Camion.
Rządząca koalicja premiera Silvia Berlusconiego wygrała wybory z 2008 r., podsycając strach wobec imigranckiej przestępczości i obiecując szybką deportację rumuńskich i bułgarskich Romów. Dziś w Ticino także część centrowych polityków powtarza zachowania znane z Włoch. Z jednej strony dystansują się od obraźliwych plakatów, lecz jednocześnie szukają usprawiedliwienia dla antywłoskich nastrojów. - Jesteśmy u siebie. Mamy prawo zapraszać, ale i wypraszać gości - mówią we włoskich mediach.
Skandal z Ticino dotkliwie przypomina Włochom ich emigrancką historię, kiedy - we Włoszech nie lubią tego wspominać - nawet w sąsiednich krajach Europy byli traktowani jako mieszkańcy gorszej kategorii. "Wreszcie przyjeżdżają robotnicy z Turcji" - cieszyły się zachodnioniemieckie tabloidy w połowie lat 60., bo za włoskimi i hiszpańskimi gastarbeiterami ciągnęła się wówczas zła sława mafiosów szukających pretekstów do ciągłych strajków.
Źródło: Gazeta Wyborcza