Dwie partie centroprawicowe - liberalna VVD oraz chadecka CDA - zawarły wczoraj wstępne porozumienie z antyislamską Partią na rzecz Wolności (PVV) Geerta Wildersa, która jest gotowa popierać nowy rząd w parlamencie, choć nie wprowadzi swych ludzi do nowego gabinetu liberała Marka Ruttego.
Na razie nie wiadomo czego zażądał Wilders. Zdaniem obserwatorów Rutte musiał mu obiecać dalsze cięcia w pomocy socjalnej dla imigrantów oraz mocniejsze przymknięcie granic Holandii dla przybyszów spoza Unii.
- To najgorszy z rządów, jaki można było sobie wyobrazić. Kompromisy z Wildersem są niedopuszczalne - przekonuje szef lewicy Job Cohen.
Wobec Wildersa nadal toczy się proces w sprawie szerzenia nienawiści religijnej i rasowej, której dowodem miał być m.in. film "Fitna" ukazujący islam jako morderczą religię i porównujący Koran z książką Adolfa Hitlera.
Wilders od kilku miesięcy objeżdża zachodnie stolice i zachęca do obrony Zachodu przed islamem. Podczas obchodów rocznicy ataku Al-Kaidy na WTC przestrzegał, by "Nowy Jork nie zamieniał się w Nową Mekkę!". - Nasz udział w koalicji parlamentarnej to wspaniała wiadomość dla Holandii! - triumfował wczoraj.
Czerwcowe wybory wyłoniły silnie rozdrobniony parlament, co jest m.in. winą ordynacji przewidującej bardzo niskie progi (poniżej 1 proc.). Zwycięscy liberałowie wraz z chadekami mają tylko 52 spośród 150 miejsc. Usiłowali uniknąć uciekania się do pomocy Widersa (24 mandaty), ale mogąca go zastąpić lewica odmówiła poparcia dla programu ostrych cięć budżetowych sięgających co najmniej 18 mld euro w najbliższych trzech latach. Ostateczna decyzja o koalicji z Wildersem prawdopodobnie zapadnie w sobotę.
Źródło: Gazeta Wyborcza