Pierwszy przed polskim sądem proces o powieść z kluczem (fabularyzowaną biografię reżysera) rozpoczęty. Ale za trzy dni może się okazać, że głośny spór nie zostanie zapisany w archiwach sądowych, tylko w podręcznikach literatury i pamięci czytelników.
Aktorka Weronika Rosati - znana z ról w "Pitbulu" i "M jak miłość" - zarzuca reżyserowi Andrzejowi Żuławskiemu naruszenie jej dobrego imienia za sposób, w jaki sportretował ją pod postacią "Esterki" w powieści "Nocnik". Pozew dotyczy też naruszenia prawa do prywatności i ujawnienia faktów intymnych (i zdaniem Rosati nieprawdziwych) z okresu, gdy była w związku z Żuławskim. Żąda przeprosin i 200 tys. zł zadośćuczynienia.
Pełnomocnik wydawcy "Nocnika" - Krytyki Politycznej - mec. Jerzy Naumann złożył w poniedziałek w sądzie wniosek o odrzucenie pozwu. Argumentuje, że w książce "postać Weroniki Rosati nie pojawia się ani razu". A jeśli tak, nie może żądać prawnej ochrony, bo przysługuje ona tylko osobie, której dobro zostało naruszone. - Gdyby duchy miały osobowość prawną, to "Esterka" mogłaby wystąpić z pozwem, ale nie mają - mówi mec. Naumann. - Postaci fikcyjne nie mogą występować z roszczeniami - pisze do sądu.
Chodzi o to, że w "Esterce" odnalazło Weronikę Rosati wielu czytelników i ona sama. Jej pełnomocnik mec. Maciej Lach mówił w lipcu "Gazecie": - Żuławski pisze o niej. Jest to powieść o charakterze autobiograficznym, wiadomo, że między tymi osobami były relacje. Ale obok informacji opartych na faktach autor włożył w tę postać szereg zdarzeń, które nigdy nie miały miejsca.
Wczoraj żądał oddalenia wniosku o odrzucenie pozwu i rozpoczęcia procesu. Sąd dał sobie trzy dni.
Naumann: - Żeby udowodnić, że "Esterka" to Rosati, musielibyśmy przeprowadzić dowód z
gry wyobraźni w głowie autora powieści. Bo "Esterka" to wytwór wyobraźni. Nie da się wykazać opiniami mediów, że pisarz opisał pannę Rosati, bo to będą opinie, a nie dowody o faktach.
Pełnomocnik Krytyki Politycznej cały spór sprowadza do paradoksu: Powódka (Rosati) „nadmiernie uległa opiniom wyrażanym w brukowej prasie i plotkarskim portalom”. „Uwierzyła i uległa samoidentyfikacji z postacią literacką »Esterki «” - czytamy w odpowiedzi na pozew. I dalej: „Nadmierne skłonności samoidentyfikacyjne nie stanowią przesłanek natury prawnej umożliwiających procesowanie się z postaciami literackimi, ich twórcami i wydawcami literatury”.
Brzmi atrakcyjnie, ale sprawa nie jest przesądzona. Sam Żuławski czyni w książce zastrzeżenie: "Jakiekolwiek podobieństwa opisanych w tym tekście postaci do osób żyjących mogłyby być tylko dziełem przypadku". Po co? Zaś latem tego roku Sąd Apelacyjny w Warszawie w precedensowym rozstrzygnięciu wydał zakaz rozpowszechniania powieści Żuławskiego do czasu zakończenia procesu. Z Weroniką Rosati, nie z duchem.