"Nie pojechał do Pakistanu ani strzelać, ani nikogo nawracać. Pojechał poszukiwać minerałów, które gdyby znalazł, mogłyby zmienić życie tysięcy Pakistańczyków. Udał się tam służyć swoją wiedzą i doświadczeniem wtedy, kiedy już prawie nikt inny nie chciał tam pracować" - czytamy w liście apelu o order dla Stańczaka. List 26 stycznia trafił do rąk prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Podpisało go 1314 osób, wśród nich jako pierwsi dawni działacze opozycji:
Jan Lityński,
Bogdan Lis, Władysław Frasyniuk i Konstanty Miodowicz.
Stańczak, inżynier geolog z Krakowa, został porwany 28 września 2008 r. w Pakistanie przez talibów. Jego pobyt w tym kraju nie był związany z jakąkolwiek operacją militarną. Mimo dyplomatycznych zabiegów nie udało się uzyskać jego zwolnienia. Dziewiątego lutego porywacze ogłosili, że został stracony. Wcześniej zmusili go, by przed kamerą zaapelował o wycofanie polskich wojsk z krajów muzułmańskich. Według władz pakistańskich wszyscy zostali już zatrzymani.
Na apel o pośmiertne odznaczenie Stańczaka prezydent Kaczyński odpowiedział natychmiast. Jego minister Paweł Wypych oświadczył, że procedury zostaną maksymalnie przyspieszone, a prezydent przyzna order z własnej inicjatywy. Wszystko to przerwała śmierć Lecha Kaczyńskiego i grupy jego urzędników w katastrofie smoleńskiej. - Dzisiaj, w drugą rocznicę porwania chcemy przypomnieć o tej sprawie. Zapytamy, co z tym odznaczeniem, i wznowimy zbieranie podpisów pod apelem - mówi Piotr Niemczyk, jeden z inicjatorów listu.
Na jakim etapie jest wniosek i czy prezydent Bronislaw Komorowski też jest zdania, że Stańczakowi należy się odznaczenie? - Nie ma jeszcze decyzji w tej sprawie, jest nadal otwarta, jako zaczęta przez poprzedniego prezydenta - powiedziano "Gazecie" w biurze prasowym Kancelarii Prezydenta.
Nieoficjalnie źródła w Kancelarii mówią, że nie ma żadnych przeszkód, a przyczyny opóźnienia są "czysto techniczne".