http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wszyscy ludzie Napieralskiego

Agnieszka Kublik, Wojciech Szacki
2010-09-28, ostatnia aktualizacja 2010-09-28 11:33

Leszek Miller z jednej strony i grupa niedoświadczonych i nieznanych posłów z drugiej - to dziś otoczenie szefa SLD



Najbardziej rozpoznawalni posłowie SLD są zarazem najdalej od jego szefa Grzegorza Napieralskiego. Do jego gabinetu rzadko zaglądają skonfliktowani z nim Ryszard Kalisz czy Bartosz Arłukowicz.

- Otoczenie Napieralskiego dzieli się na tych, którzy chcą mu się podlizać, i na tych, których słucha - mówi nam polityk Sojuszu.

Na najbliższego doradcę Napieralskiego wyrasta ekspremier Leszek Miller. Jak przyznaje, kontaktuje się z Napieralskim dwa-trzy razy w tygodniu. - To partnerska współpraca. Jeśli jestem proszony o opinię, o radę, to ją daję - mówi nam Miller.

I dodaje: - Skupiam się na organizowaniu z kolegami Instytutu Europejskiego. To ma być zaplecze eksperckie Sojuszu i szefa partii. Interesuje nas integracja europejska, przyszłość lewicy w Europie i w Polsce oraz polska polityka wschodnia.

Ekspertem doradzającym Napieralskiemu jest też Sergiusz Najar, były wiceszef dyplomacji w rządzie Marka Belki, potem m.in. prezes Banku Ochrony Środowiska, oraz Sławomir Wiatr, wiceminister ds. informacji europejskiej w rządzie Millera.

Polityk SLD: - Napieralski w polityce bieżącej słucha Millera, a w sprawie mediów nadal jego guru są Włodzimierz Czarzasty i Robert Kwiatkowski. W TVP ich ludzie wracają do łask. Napieralski dzięki temu ma poczucie, że kontroluje sytuację na Woronicza. Bardzo lubi poczucie, że coś kontroluje. Kwiatkowski i Czarzasty już nie przychodzą na Rozbrat tak często jak przed wyborami, ale często rozmawiają z Napieralskim przez telefon.

Kwiatkowski był prezesem TVP w latach 1998-2004, a Czarzasty - sekretarzem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji od 2000 do 2004 r. Obu - a także Millera - Sejm, przyjmując raport Zbigniewa Ziobry (PiS), zaliczył do "grupy trzymającej władzę", czyli ludzi stojących za aferą Rywina.

- To Miller, Kwiatkowski i Czarzasty są odpowiedzialni za złą atmosferę w partii. Intrygują, chcą rozliczeń. Jest czarna lista tych źle widzianych na Rozbrat: Kalisz, Arłukowicz, Wojciech Olejniczak - twierdzi nasz rozmówca.

- Nie ma już radości, jaka była po wyborach prezydenckich. Grzegorz uważa, że jest silny jak nigdy, i chce wyrzucać ludzi, którzy - jak mówi - za mało mu pomagali w kampanii albo wręcz przeszkadzali. To się źle skończy dla partii, nikt nowy do nas nie przychodzi. Na wewnątrzpartyjne gierki może sobie pozwolić duża partia, nie taka słaba partia jak nasza - podkreśla polityk Sojuszu.

Mniejszą niż Miller rolę odgrywa inny ekspremier Józef Oleksy. - Dostał rolę recenzenta, jest na bocznym torze, a chciałby wrócić do wielkiej polityki - mówi nasze źródło w Sojuszu.

Miller i Oleksy mają być filarami nowego pomysłu Napieralskiego. Szef SLD chce, by raz na jakiś czas odbywały się spotkania z lewicowymi byłymi prezydentami, premierami i ministrami. Oczywiście tylko wiernymi SLD - nie ma tam miejsca dla byłych prominentnych polityków lewicy jak Włodzimierz Cimoszewicz czy Marek Borowski, dziś skłóconych z partią.

Bardzo częstymi gośćmi w gabinecie Napieralskiego są mało dotąd znani posłowie: Leszek Aleksandrzak (szef SLD w Wielkopolsce), Tomasz Kamiński (młody poseł z Podkarpacia), Krzysztof Matyjaszczyk (śledczy z komisji naciskowej) i Jarosław Matwiejuk. Łączy ich brak stażu poselskiego i całkowita zależność od przewodniczącego.

Część z nich - Matyjaszczyka, Kamińskiego i Aleksandrzaka - Napieralski wprowadził do prezydium klubu. Podobnie jak Stanisławę Prządkę, która we władzach zastąpiła Wacława Martyniuka, któremu Napieralski nie ufa.

Otoczenie szefa SLD uzupełniają ludzie odpowiedzialni za sprawy organizacyjne - rzecznik SLD Tomasz Kalita oraz Anna Zeitz i Magdalena Ogórek.

SLD czeka na wybory samorządowe, które mają odpowiedzieć na pytanie, jak silna jest partia. W sondażach ma 8-13 proc. Raz - w telefonicznym badaniu TNS OBOP - dostał aż 20 proc.

Polityk SLD: - Jest ogromne ciśnienie, ci ludzie od sześciu lat są w opozycji, chcą się wreszcie dorwać do władzy. Grzegorz Napieralski wie, że to dla niego sprawdzian. Wynik w wyborach do sejmików choćby minimalnie poniżej jego wyniku prezydenckiego będzie ogromną porażką.

W wyborach prezydenckich Napieralski miał 13,68 proc. głosów.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 17 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':