Najbardziej rozpoznawalni posłowie
SLD są zarazem najdalej od jego szefa Grzegorza Napieralskiego. Do jego gabinetu rzadko zaglądają skonfliktowani z nim
Ryszard Kalisz czy Bartosz Arłukowicz.
- Otoczenie Napieralskiego dzieli się na tych, którzy chcą mu się podlizać, i na tych, których słucha - mówi nam polityk Sojuszu.
Na najbliższego doradcę Napieralskiego wyrasta ekspremier Leszek Miller. Jak przyznaje, kontaktuje się z Napieralskim dwa-trzy razy w tygodniu. - To partnerska współpraca. Jeśli jestem proszony o opinię, o radę, to ją daję - mówi nam Miller.
I dodaje: - Skupiam się na organizowaniu z kolegami Instytutu Europejskiego. To ma być zaplecze eksperckie Sojuszu i szefa partii. Interesuje nas integracja europejska, przyszłość lewicy w Europie i w Polsce oraz polska polityka wschodnia.
Ekspertem doradzającym Napieralskiemu jest też Sergiusz Najar, były wiceszef dyplomacji w rządzie Marka Belki, potem m.in. prezes Banku Ochrony Środowiska, oraz Sławomir Wiatr, wiceminister ds. informacji europejskiej w rządzie Millera.
Polityk SLD: - Napieralski w polityce bieżącej słucha Millera, a w sprawie mediów nadal jego guru są
Włodzimierz Czarzasty i Robert Kwiatkowski. W
TVP ich ludzie wracają do łask. Napieralski dzięki temu ma poczucie, że kontroluje sytuację na Woronicza. Bardzo lubi poczucie, że coś kontroluje. Kwiatkowski i Czarzasty już nie przychodzą na Rozbrat tak często jak przed wyborami, ale często rozmawiają z Napieralskim przez telefon.
Kwiatkowski był prezesem TVP w latach 1998-2004, a Czarzasty - sekretarzem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji od 2000 do 2004 r. Obu - a także Millera - Sejm, przyjmując raport Zbigniewa Ziobry (PiS), zaliczył do "grupy trzymającej władzę", czyli ludzi stojących za aferą Rywina.
- To Miller, Kwiatkowski i Czarzasty są odpowiedzialni za złą atmosferę w partii. Intrygują, chcą rozliczeń. Jest czarna lista tych źle widzianych na Rozbrat: Kalisz, Arłukowicz, Wojciech Olejniczak - twierdzi nasz rozmówca.
- Nie ma już radości, jaka była po wyborach prezydenckich. Grzegorz uważa, że jest silny jak nigdy, i chce wyrzucać ludzi, którzy - jak mówi - za mało mu pomagali w kampanii albo wręcz przeszkadzali. To się źle skończy dla partii, nikt nowy do nas nie przychodzi. Na wewnątrzpartyjne gierki może sobie pozwolić duża partia, nie taka słaba partia jak nasza - podkreśla polityk Sojuszu.
Mniejszą niż Miller rolę odgrywa inny ekspremier Józef Oleksy. - Dostał rolę recenzenta, jest na bocznym torze, a chciałby wrócić do wielkiej polityki - mówi nasze źródło w Sojuszu.
Miller i Oleksy mają być filarami nowego pomysłu Napieralskiego. Szef SLD chce, by raz na jakiś czas odbywały się spotkania z lewicowymi byłymi prezydentami, premierami i ministrami. Oczywiście tylko wiernymi SLD - nie ma tam miejsca dla byłych prominentnych polityków lewicy jak Włodzimierz Cimoszewicz czy
Marek Borowski, dziś skłóconych z partią.
Bardzo częstymi gośćmi w gabinecie Napieralskiego są mało dotąd znani posłowie: Leszek Aleksandrzak (szef SLD w Wielkopolsce), Tomasz Kamiński (młody poseł z Podkarpacia), Krzysztof Matyjaszczyk (śledczy z komisji naciskowej) i Jarosław Matwiejuk. Łączy ich brak stażu poselskiego i całkowita zależność od przewodniczącego.
Część z nich - Matyjaszczyka, Kamińskiego i Aleksandrzaka - Napieralski wprowadził do prezydium klubu. Podobnie jak Stanisławę Prządkę, która we władzach zastąpiła Wacława Martyniuka, któremu Napieralski nie ufa.
Otoczenie szefa SLD uzupełniają ludzie odpowiedzialni za sprawy organizacyjne - rzecznik SLD Tomasz Kalita oraz Anna Zeitz i Magdalena Ogórek.
SLD czeka na wybory samorządowe, które mają odpowiedzieć na pytanie, jak silna jest partia. W sondażach ma 8-13 proc. Raz - w telefonicznym badaniu TNS OBOP - dostał aż 20 proc.
Polityk SLD: - Jest ogromne ciśnienie, ci ludzie od sześciu lat są w opozycji, chcą się wreszcie dorwać do władzy. Grzegorz Napieralski wie, że to dla niego sprawdzian. Wynik w wyborach do sejmików choćby minimalnie poniżej jego wyniku prezydenckiego będzie ogromną porażką.
W wyborach prezydenckich Napieralski miał 13,68 proc. głosów.