Tak jak większość polskich żołnierzy, którzy polegli w Afganistanie również sierż. Kasprzak zginął od eksplozji miny pod jego pojazdem. Był dowódcą patrolu złożonego z transporterów Rosomak, który w poniedziałek rano wyjechał z polskiej bazy Giro znajdującej się w prowincji Ghazni w południowym wschodnim Afganistanie. Mina eksplodowała pod podłogą transportera, w miejscu, gdzie siedział sierżant Kasprzak.
- Ładunek był potężny. Pojazd został bardzo poważnie uszkodzony - mówi mjr Ochyra z dowództwa operacyjnego Wojska Polskiego. - Sierżant Kasprzak został ciężko ranny w nogi, innym żołnierzom właściwie nic się nie stało.
Saperzy, którzy potem sprawdzali miejsce eksplozji stwierdzili, że musiała być to potężna mina naciskową. W okolicy nie znaleźli żadnych przewodów ani miejsca, z którego ktoś zdalnie mógłby odpalić ładunek. Po wybuchu nie było także żadnego ostrzału polskiego patrolu.
Rannego sierżanta zabrał do szpitala w bazie Ghazni śmigłowiec. Niestety stan był tak ciężki - ranny miał m. in. uszkodzoną tętnicę udową - że nie było szans na uratowanie mu życia. Sierżant Kazimierz Kasprzak zmarł w szpitalu.
W kraju sierżant Kazimierz Kasprzak służył w 15 Gołdapskim Pułku Przeciwlotniczym. Miał 32 lata. Pozostawił żonę i dwoje dzieci. Był doświadczonym żołnierzem - miał za sobą służbę w Iraku.
To drugi żołnierz 15 Pułku, który zginął w Afganistanie (w sierpniu także w wybuchu miny zginął st. szer. Dariusz Tylenda) i 20. polska ofiara wojny w Afganistanie od 2007 r.
Zdaniem polskich żołnierzy nasze pojazdy w Afganistanie to dziś ruchome tarcze dla talibów, którzy organizują jedną zasadzkę po drugiej. Nie ma dnia bez ataku na naszych żołnierzy, rakiety i pociski moździerzowe spadają na polskie bazy.
Ale dowództwo podkreśla, że wojsko także daje się we znaki talibom. W sobotę Polacy zatrzymali jednego z komendantów talibów w południowo-wschodnim Afganistanie.
Źródło: Gazeta Wyborcza