http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

- Japonia nie przeprosi Chin - ogłosił wczoraj premier Naoto Kan

Maria Kruczkowska
2010-09-26, ostatnia aktualizacja 2010-09-26 18:32

- Ani nie przeprosimy, ani nie damy zadośćuczynienia za zatrzymanie kapitana chińskiego trawlera - brzmiała japońska odpowiedź na żądania Chin. A to znaczy, że największe kraje regionu okopują się na pozycjach w sporze o osiem pustych wysp i dumę narodową.

Premier Japonii Naoto Kan
Fot. YURIKO NAKAO REUTERS
Premier Japonii Naoto Kan
SERWISY
Symbolem konfliktu jest 34-letni kapitan chińskiego trawlera Zhan Qixiong. W piątek chiński samolot zabrał Zhana, który spędził trzy tygodnie w japońskim areszcie. W ojczyźnie powitany został jak bohater.

7 września w pobliżu wysp Senkaku (chińskie Diaoyu) jego trawler zatrzymała japońska straż przybrzeżna. Ledwo wystające z morza wyspy na Morzu Wschodniochińskim w pobliżu Okinawy należą do Japonii, ale Chiny od niedawna roszczą sobie do nich pretensje.

Wysiadając z samolotu, Zhan Qixiong pokazał znak V i powiedział, że jak tylko będzie mógł, popłynie z powrotem na Diaoyu. Nie wiadomo, czy działał z własnej inicjatywy. W ostatnich latach chińscy nacjonaliści organizują wyprawy na japońskie wyspy, aby zatknąć tam chińską flagę. Japońska straż ich zawraca, ale tym razem incydent stał się przyczyną największego od lat sporu dyplomatycznego między Japonią a Chinami.

Uwolnienie Zhana chińskie media opisują jako wielki sukces. A nowy, wojowniczy ton chińskiej dyplomacji budzi niepokój. Zdaniem brytyjskiego "The Economist" Chiny odwracają się od wskazań Deng Xiaopinga, zmarłego w 1997 r. twórcy chińskich reform rynkowych, który w 1978 r. powiedział, by spór o Diaoyu "zostawić przyszłym pokoleniom, mądrzejszym od nas".

Zawrotny sukces chińskiej gospodarki i wzrost nacjonalizmu sprawiły, że Chińczycy postanowili rozmawiać z Japonią inaczej, choć dwa lata temu kompromis w sprawie Diaoyu wydawał się bliski. W maju 2008 r. chiński przywódca Hu Jintao podpisał w Tokio umowę o woli poprawy wzajemnych stosunków.

Na świecie pisano o przełomie w stosunkach Japonii i Chin. Zwłaszcza że w czerwcu 2008 r. oba kraje podpisały też umowę o wspólnej eksploatacji złóż gazu w pobliżu wysp. Ale umowy pozostały na papierze. Zdaniem Chińczyków skaliste wysepki między Okinawą a Tajwanem powinny wrócić do Chin. Powołują się na stare kroniki. Japonia pokazuje m.in. dokument z 1885 r. o ekspedycji cesarskiej, która po zbadaniu wysp uznała je za niezamieszkane i przyłączyła do jednej z prefektur. Japończycy pytają, dlaczego Chińczycy przypomnieli sobie o wyspach dopiero wtedy, gdy w ich pobliżu zostały odkryte złoża gazu.

Chińczycy, największy partner handlowy Japonii, zawiesili rozmowy m.in. o węglu, ruchu powietrznym i wydobyciu gazu z podmorskich złóż koło spornych wysp.

To koniec krótkiego ocieplenia i powrót do chłodu z lat 2001-06 r. Wtedy Chiny zirytowały się wizytami japońskiego premiera w tokijskiej świątyni Jasukuni poświęconej duchom żołnierzy poległych w służbie cesarza Japonii, w której czci się też zbrodniarzy wojennych.

W obecnym sporze Chiny mają nowe karty przetargowe, m.in. czterech Japończyków zatrzymanych pod zarzutem szpiegostwa. Inną kartą jest wznowienie dostaw rzadkich metali z Chin.

W sobotę Pekin zażądał przeprosin i zadośćuczynienia za zatrzymanie kapitana, nazywając ten incydent naruszeniem chińskiej suwerenności terytorialnej i praw człowieka wobec obywatela Chin. Tokio odpowiada, że żądania są bezpodstawne. - W sporze o Diaoyu Chiny chcą pokazać, że gdy w grę wchodzi ich suwerenność, nie będzie kompromisu - mówi chiński politolog Sun Cheng.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':