Historię Jerzego Fiszebrandta - właściciela hurtowni papierosów w Małopolsce i na Śląsku - opisaliśmy na początku września. Mężczyzna od czterech lat nękany jest przez podpalaczy. Jego hurtownie były podpalane, włamywano się do nich i okradano ponad 14 razy. Samemu przedsiębiorcy grożono śmiercią, włamano się też do jego domu.
Mimo iż mężczyzna podejrzewa, że przestępstwami kieruje jego były pracownik, z którym się procesuje (podejrzewa go o wyłudzenie pieniędzy z firmy) i którego jako zleceniodawcę wskazywał policjantom i prokuraturze. Organy ścigania umorzyły wszystkie sprawy dotyczące włamań i podpaleń.
Po naszej publikacji Prokuratura Generalna i Komenda Wojewódzka Policji w Krakowie zapowiedziały interwencję w tej sprawie. Wydział kontroli wszczął też postępowanie wyjaśniające w andrychowskiej komendzie. Sprawdzanie akt już zakończono, ale nadal trwa ich analiza. Wiadomo, że kontrolerzy dopatrzyli się pewnych nieprawidłowości w prowadzeniu postępowań. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że policjantom z Andrychowa zarzucono m.in., że nie powiadomili o sprawie Komendy Powiatowej Policji w Wadowicach - jednostki nadzorującej ich pracę. Według kontrolerów liczba spraw dotyczących podpaleń była na tyle duża, że powinna ją przejąć większa jednostka.
Wczoraj zastępca komendanta wojewódzkiego policji nadzorujący pion kryminalny powołał specjalną grupę, która przeanalizuje umorzone postępowania.
- Niewykluczone, że te postępowania zostaną wznowione, jeżeli tylko funkcjonariusze dopatrzą się w nich możliwości wykrywczych. Nie wiemy jeszcze, ile z umorzonych spraw uda się podjąć na nowo, ale jest duża szansa na wznowienie niektórych z nich - mówi Marek Woźniczka, wiceszef KWP.
Źródło: Gazeta Wyborcza