Podczas posiedzenia unijnych ministrów obrony w Gandawie Klich zapowiedział, że Polska przewodnicząc UE (druga połowa 2011 r.), będzie zabiegać o szybsze wdrażanie zapisów traktatu lizbońskiego w sprawach polityki obronnej i bezpieczeństwa. Przewiduje on wzmocnienie Europejskiej Agencji Obrony (EDA), której zadaniem jest m.in. koordynowanie zamówień dla przemysłu zbrojeniowego, co jednak zupełnie nie podoba się Brytyjczykom.
Zacieśnienie współpracy obronnej w UE to konik Francuzów, których Polska zasadniczo popiera w tej kwestii. - Europa musi przejmować odpowiedzialność za swoje sprawy. Wywołane kryzysem cięcia budżetów obronnych w krajach UE to wielkie zagrożenie - mówił wczoraj szef francuskiego
MON Hervé Morin. Uderzał też w miłe francuskiemu uchu akcenty antyamerykańskie, strasząc, że Europa może zamienić się wkrótce w "kondominium chińsko-amerykańskie". Brytyjski minister Liam Fox jak zwykle przekonywał, że w dziedzinie obrony należy się skupić przede wszystkim na trosce o zdrowe NATO.
Traktat lizboński dopuszcza pogłębioną współpracę tylko części chętnych krajów UE, także w sprawach wspólnej modernizacji sprzętu wojskowego, szkoleń czy misji wojskowych. Niewykluczone, że Polska mogłaby przyłączyć się do takiego twardego trzonu Unii, ale do rozmów o konkretach jeszcze daleko. Ciężka atmosfera wokół EDA sprawia, że nawet nie rozpoczęto konsultacji na temat jej nowego szefa, choć z końcem września wygasa kadencja obecnego dyrektora Alexandra Weisa z Niemiec. Z tego powodu agencją będzie kierował od października jej wiceszef - polski generał Adam Sowa.
Klich apelował też w Gandawie o zawarcie nowej umowy między UE i NATO (obecna pochodzi z 2003 r.), która byłaby dostosowana do współpracy obydwu organizacji na tym samym obszarze, np. w Kosowie bądź Afganistanie.