Francuzi wyszli wczoraj na ulice w proteście przeciwko planom podniesienia wieku emerytalnego. - Już wielokrotnie tak robili. Brakowało pieniędzy, to wyciskali je z robotników. Tym razem się nie uda. Reforma emerytalna nie przejdzie - odgraża się Jean Renard, młody działacz związkowy.
Rozmawiamy na placu Bastylii, w sercu Paryża. Z sąsiednich ulic wylewają się tłumy związkowców, którym Jean rozdaje ulotki. Miejsca na placu ubywa z minuty na minutę. To właśnie stąd ma ruszyć wielka antyrządowa demonstracja.
Związkowcy chcą pokazać prezydentowi Nicolasowi Sarkozy'emu, że nie godzą się na podniesienie wieku emerytalnego z 60 do 62 lat. Sarkozy twierdzi, że bez reformy systemu emerytalnego zawalą się finanse publiczne. Choć opory przeciw zmianom są wielkie (według sondaży 55 proc. Francuzów uważa, ze rząd powinien się z nich wycofać), reformę przyjęło niedawno Zgromadzenie Narodowe. Podobny krok rozważa kilka innych krajów Unii Europejskiej, także Polska.
Nigdzie indziej reformy emerytur nie napotykają na tak ostry opór jak we Francji. Wczoraj związkowcy zorganizowali drugi w tym miesiącu strajk budżetówki. Stanął co drugi pociąg dalekobieżny, odwołano co drugi samolot wylatujący z Francji lub lecący do niej. Część szkół była zamknięta. W Paryżu związkowcy zatrzymali ruch na najważniejszej linii kolei podmiejskiej.
- Do strajków już się przyzwyczailiśmy. I tak jest lepiej niż dziesięć lat temu. Wówczas stało całe miasto, teraz jako tako działa metro - mówi Francois, którego zagaduję w zatłoczonym wagonie metra linii 5.
10 lat temu podczas strajków paryżanie odkryli rolki, teraz korzystają z wypożyczalni rowerów.
Na placu Bastylii tłum gęstnieje z minuty na minutę. Atmosfera bardziej przypomina festyn, niż zażarty protest, roi się od balonów w barwach kilkunastu związków i partii, które organizują demonstrację. Działacze sprzedają znaczki i partyjne gazetki. Można kupić koszulkę z karykaturą Sarkozy'ego. Czarni oferują gwizdki i wuwuzele. Nad placem unosi się dym z grillów, a nie palonych opon. Za kilka euro można kupić smażoną kiełbasę.
O 13.30 demonstracja rusza. Na przyległym do placu Bastylii bulwarze Henryka IV handlowcy wychodzą przed sklepy i pilnują, by związkowcy nie zaklejali im witryn. Demonstracja przypomina paradę. Z wiezionych na furgonetkach głośników gra
muzyka, a
prowadzący co jakiś czas przerywa i wykrzykuje hasła. Tłum krzyczy: "Nie ustąpimy", albo "Sarkozy, ty rasisto". Te same hasła mają na transparentach.
- Jeśli rząd szukają pieniędzy, niech zabierze bogatym. Tymczasem obniża im podatki. Niech rząd znajdzie pracę dla młodych bezrobotnych - mówi Jean. Na plakacie widzę żądanie opodatkowania robotów pracujących w francuskich fabrykach.
Zdaniem policji w całej Francji na ulice wyszło ponad milion ludzi. Strajkowało jednak mniej ludzi niż na początku września. Rząd przyjęły to z zadowoleniem. - Ze strajkujących uchodzi para - pisze prawicowy "Le Figaro". Ale związki także ogłaszają zwycięstwo i zapowiadają kolejne protesty, prawdopodobnie przed 5 października, gdy nad ustawą emerytalną będzie debatował senat. Sarkozy chce podpisać ustawę do końca listopada
Czy związkowcy go powstrzymają? Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że tak. Ilekroć władza próbowała ograniczać przywileje socjalne związkowcy wychodzili na ulice a rząd się wycofywał. - Potencjał niezadowolonych jest bardzo wysoki. Chodzi nie tylko o renty, ale o dodatki socjalne, o
bezrobocie wśród młodych. Związki mogą pociągnąć za sobą nawet 2 mln ludzi. Dla rządu będzie to trudny przeciwnik -uważa Henri Vacquin, socjolog pracy i publicysta.
Z drugiej strony Sarkozy jest zdeterminowany. Traci w sondażach, a jego partia jest zamieszana w skandal z nielegalnym finansowaniem kampanii wyborczej przez właścicielkę koncernu L'Oréal. Do następnych wyborów prezydenckich w 2012 r. musi się czym wykazać. Tym bardziej że opozycyjna Partia Socjalistyczna zyskuje a Sarkozy przegrałby dziś walkę o prezydenturę z kandydatem socjalistów. - Gdy wygramy wybory, wycofamy się z reformy emerytalnej - zapowiedziała kilka dni temu Martine Aubry, jedna z kluczowych postaci w Partii Socjalistycznej.