http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Milczenie Mrożka

Małgorzata I. Niemczyńska
2010-09-26, ostatnia aktualizacja 2010-09-23 11:07

Sławomir Mrożek w Krakowie, 13 września 1996 r.
Sławomir Mrożek w Krakowie, 13 września 1996 r.
Fot. Maciej Zienkiewicz / Agencja Gazeta

"Nic nie robię! Siedzę sobie i patrzę"

Susana Osorio-Mrożek z mężem, 2003 r.
Fot. Andrzej Nowakowski
Susana Osorio-Mrożek z mężem, 2003 r.
Sławomir Mrożek - spotkanie w Wydawnictwie Literackim
Fot. Paweł Piotrowski / AG
Sławomir Mrożek - spotkanie w Wydawnictwie Literackim
<b>Dziennik. 1962-1969,</b> Sławomir Mrożek, Wydawnictwo Literackie, Kraków
Dziennik. 1962-1969, Sławomir Mrożek, Wydawnictwo Literackie, Kraków
Odkąd wyjechał do Nicei, na pytania, co tam robi, odpowiada:

Klawisze z literami wciąż są w tym samym miejscu. Pierwsza po lewej stronie to "Q", dalej lecą: "W", "E", "R", "T", "Y" itd. Jako ostatnia w trzecim rzędzie znajduje się "M" - tuż obok przecinka. To znaczy, że nic się nie zmieniło. Ale w pamięci nie ma już umiejętności posługiwania się tym narzędziem. Najpierw trzeba na nowo odkryć, jak się trzyma ołówek, spróbować postawić pierwsze kreski, rozruszać nadgarstek.

Gdy to się stało, Sławomir Mrożek siedział przy stole i pisał. Nie pamięta już co, ale raczej ręcznie. Było niedzielne przedpołudnie 15 maja 2002 roku. W Krakowie wiosenne słońce, bezchmurne niebo, miejski spokój. Miał wówczas 72 lata i renomę jednego z najwybitniejszych współczesnych pisarzy polskich, o ile nie światowych. Jako ceniony prozaik, dramatopisarz i rysownik bywał wymieniany wśród kandydatów do literackiej Nagrody Nobla. Miał na koncie setki opowiadań i sztuk teatralnych.

W krótkiej chwili wszystko to stało się nieważne.

Człowiek, który traci mowę

Składana mapa Europy dla dzieci do siedmiu lat. To był jeden z przedmiotów, jaki podtykała mu żona, gdy zaczął do siebie dochodzić w szpitalu. Nie od razu udało mu się nadać Staremu Kontynentowi właściwy kształt. Układał też klocki, klaskał w ręce, powoli liczył od jednego do dziesięciu, a czasem też od dziesięciu do jednego, ale tylko wtedy, gdy miał dobry dzień. W odpowiedzi na usłużną krzątaninę personelu grzecznie się uśmiechał. Zawsze był małomówny, z początku nie przyszło mu nawet do głowy, że nie potrafi powiedzieć: "dziękuję".

- Człowiek, który traci mowę, staje nagle nad przepaścią - wyjaśnia logopeda Beata Mikołajko, która przez pięć lat prowadziła terapię Mrożka. - Gdy kończy się dzieciństwo i przestajemy się posługiwać przede wszystkim gestem, komunikacja werbalna zostaje naszym podstawowym narzędziem do codziennego życia. Bez niej czujemy się bezradni. A u wybitnego pisarza świadomość tego, co zostało utracone, musi być jeszcze dotkliwsza. Jak to nieładnie mówią: upadek z wysokiego konia dużo bardziej boli.

Mrożek: "Pisałem od dwudziestego roku życia. Pisanie było jedynym zawodem, który wykonywałem w miarę dobrze".

Nieudane samobójstwo

Po raz pierwszy spotykają się u niego w domu. Teren zostaje wybrany starannie - on musi czuć się na nim bezpiecznie. W prowadzonej z początku po angielsku rozmowie uczestniczy żona - Meksykanka Susana Osorio. Potem zostają sami. Idą do sąsiedniego pokoju, oglądają fotografie, otwierają książki na chybił trafił. Mikołajko próbuje się dowiedzieć, na czym stoi, nie wywołując u pacjenta poczucia, że jest właśnie wnikliwie badany. Opowiada mu o swoim dziecku, a mimochodem pyta, która godzina. Pod pozorem szukania terminu na kolejną wizytę wertuje kalendarz. Te zabiegi pozwolą jej się zorientować, że Mrożek ma problem z określeniem czasu.

Na koniec pyta go, czy chce współpracować. Pisarz w ciągu 15 sekund odpowiada, że tak. Terapeutka każe mu się jednak zastanowić jeszcze do dnia następnego. Bez zdecydowanej chęci ze strony pacjenta nic z tego nie będzie. Aby wyniósł coś z ich pierwszego spotkania, kilkakrotnie powtarza mu swoje nazwisko, skłaniając tym samym do ćwiczeń w zapamiętywaniu. Wspólnie próbują je zapisać. Na razie - koślawo.

Litery, które śnią się Mrożkowi w grudniu 2003 roku, gdy przebywa przez chwilę we Francji, są natomiast bardzo wyraźne. Zostały wypisane na komputerze na urzędowym druku i układają się w jego imię i nazwisko. Głos znikąd mówi mu, że z tym dokumentem ma się udać w podróż. Po przybyciu na miejsce przedstawi papier władzom. Te zrobią, czego tylko zażąda, ale pod warunkiem, że od tej pory będzie używał wyłącznie nowego nazwiska: Baltazar.

Taki tytuł ma nosić autobiografia, którą w ramach terapii napisze Mrożek. Na jednej z pierwszych stron znajdą się słowa: "Dnia 15 maja 2002 roku przeżyłem udar mózgu, którego wynikiem była afazja. Afazja jest to częściowa lub całkowita utrata zdolności posługiwania się językiem, spowodowana uszkodzeniem niektórych struktur mózgowych".

- Mrożek nigdy nie mitologizował afazji - zaznacza Andrzej Nowakowski, polonista i fotograf, autor albumu z portretami pisarza. - Nie przedstawiał tego dramatycznie, w związku z czym to było dramatyczne. Przyznawał jednak, że wszystko zaczęło się od nowa. Widziałem, jak dochodził do sprawności mówienia, to było coś szalenie wzruszającego. Walczył z własną niemożnością w sposób niesłychanie profesjonalny. Widać było, że wykonuje na aparacie gębowym skomplikowane czynności, by wydobyć z siebie słowo, choć był niesłychanie przy tym czujny i starał się nie dać nic po sobie poznać.

Mrożek: „Podziałała na mnie [afazja] jak samobójstwo, które się nie udało, ale pozostawiło nieznaczne ślady i nie można już ich usunąć. Ale ja, zmieniając nazwisko i podpisując się »Baltazar «, przyznaję się otwarcie do niedoskonałości. Odtąd nie można mnie chwalić ani ganić za nic, co napisałem przed afazją, ponieważ tamten człowiek nie istnieje”.

Powiedz: "te-le-wi-zor"

Pierwsze zadanie w ramach terapii? Pokonać załamanie. Na początku zawsze jest depresja. Pacjent wszystko neguje, nie wierzy w siebie ani w otoczenie. By ruszyć z miejsca, musi zaakceptować swój stan.

- Starałam się go nie przestraszyć ogromem pracy, jaką mamy do wykonania - opowiada Mikołajko. - Proszę mi wierzyć, że każdy pacjent chce wiedzieć: w jakim stopniu zostanie wyprowadzony, kiedy (najlepiej podać datę i godzinę), czy będzie dokładnie tak samo czytał, mówił i pisał jak wcześniej. Tymczasem afazja zawsze zostawia ślady, jak zresztą każda dysfunkcja centralnego układu nerwowego. Trzeba po niej ustawić się na nowo. Pogodzić z tym, że potrafimy zrobić to samo, ale troszkę inaczej.

Gdy uda się przełamać depresję, trzeba schować dumę do kieszeni. Większość pomocy logopedycznych powstaje z myślą o dzieciach. Infantylne obrazki zwykle irytują dorosłych. Ale Mrożek ma w sobie pokorę i upór.

Każdego dnia osiąga jakiś mały cel. Uczy się rozpoznawać, gdzie jest prawo, a gdzie lewo, opisać krótkim zdaniem zdjęcie, dostrzec na nim szczegół. Początkowo unika rozmów telefonicznych. Są bardzo trudne, nie można się posiłkować gestem.

Źródło: Duży Format
  • 1
  • 2
  • 12 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    65 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':