http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Państwo gangsterowi i plecy wymasuje

Marcin Kącki, Piotr Żytnicki
2010-09-26, ostatnia aktualizacja 2010-09-23 10:55

Świadek koronny do policjantów: Chłopaki, ratujcie, bo jedna zakochana ładuje mi się z walizami

Państwo gangsterowi i plecy wymasuje
Państwo gangsterowi i plecy wymasuje
Zbyszko B., senior rodziny Makowców (na zdjęciu, w kajdankach) usłyszał zarzut kierowania gangiem dzięki zeznaniom Kanady
Fot. Materialy Policji
Zbyszko B., senior rodziny Makowców (na zdjęciu, w kajdankach) usłyszał zarzut...
Ma 14 lat, gdy ojciec odbiera go z komisariatu, gdzie trafia za napad z bronią. Gdy kończy 16, ma swój pseudonim i grupę "żołnierzy". Wyłudza, napada, kradnie, korumpuje. Wpada trzy lata temu na głupiej kradzieży samochodu. Krzysztof W., "Kanada", idzie siedzieć i grzecznie bierze za kraty tajemnice gangu. Dopóki nie przychodzi w odwiedziny Karolina. Miłość życia. I ryczy, że zgwałcił ją kolega "Kanady". Wraca do celi, zaciska pięści.

Pisze list: kto z kim, za ile, dla kogo; nazwiska, ksywy, miejsca. Wysyła do prokuratorów, ci czytają i kryminalne rebusy sprzed lat znajdują swoje hasła. "Kanada" znika w programie ochrony świadków koronnych.

Obciach za trzy stówy

Wchodzi na salę widzeń, opalony, w markowym sweterku, dżinsach. Zęby jak perły, uśmiech jak prezenter pogody. Cześć, chłopaki! Co tam? Fajnie? Ja zaraz wychodzę.

Jak się żyje w ukryciu, pytamy. A, nie narzekam, mówi.

Świadkiem koronnym został kilka miesięcy po tym, gdy Karolina wyszła z sali widzeń. Kilkadziesiąt razy był przesłuchiwany przez policję, prokuraturę. Gdy zweryfikowali jego zeznania, uznali, że będzie z tego materiał na kilka aktów oskarżenia. "Kanada" niewiele wiedział wtedy o programie ochrony świadków. Tyle co z filmów, tyle co o słynnym "Masie". Że dobrze żyje, wywiadów udziela jak jakiś celebryta.

W 2009 "Kanada" podpisuje kontrakt z Centralnym Biurem Śledczym. Na kilku stronach czyta prawie same zakazy. Że zero kontaktów z rodziną. Wytrzyma. Zero wyjazdów z miasta. Wytrzyma. Zero ćpania. Jakoś będzie. Ale w punkcie "finanse" widzi 3 tysiące złotych na miesiąc. No tego nie wytrzyma. I chce 10 tysięcy. Na to słyszy od policjantów CBŚ, że nie ma mowy. To dajcie choć pięć, mówi "Kanada". Dają.

Ale co on ma z tym zrobić? Jak z chłopakami obrabiał TIR-a, to miał 50 tysięcy. Za małe samochody po kilka, a jeszcze z haraczy, z agencji towarzyskiej. Na miesiąc wyciągał 100 tysięcy. I nie odkładał, bo szło na imprezy. A teraz 5 tysięcy? Wyda to w pierwszym spotkanym kiosku. No, ale dobra, myśli "Kanada", bo policjanci z programu mówią, że niczego mu nie zabraknie.

Kupuj w Tesco

Luty 2009 roku. Policjanci wiozą go do pierwszej kryjówki. Zimno, a oni nad morzem. Ale "Kanada" widzi cztery gwiazdki na fasadzie hotelu spa i już mu lepiej. Wchodzą, a tam żadnego meldunku, wszystko załatwione z góry. Gangster dostaje pokój luksusik z łazienką.

Ma tylko jedne spodnie. Chce na zakupy. Więc bierze gotówkę z tym piątalem. Jak dostał, pytamy. Ano policjanci wyciągają kopertę i dają mu kwitek do podpisania. Gdy kwituje, leci do sklepu. Sam. Choć czuje dyskretną smycz. W kieszeni ma telefon. Satelitarny. Skąd wie? Tak mu mówią chłopaki z programu ochrony. I może dzwonić tylko do nich. Próbuje, tak z ciekawości, gdzie indziej, ale nie daje rady. Jakaś blokada.

Stoi "Kanada" w galerii handlowej z tym piątalem i patrzy na ceny, a nigdy nie patrzył. Brał i płacił gotówką. Dzwoni do chłopaków, że jak się tu ubierze, to mu na życie nie zostanie. - To idź do Tesco - słyszy w słuchawce. Chodzi dalej po tych sklepach i co rusz rezygnuje z ambicji. Bierze spodnie, chłam, jak mówi, za sześć stów i patrzy boczkiem na Armaniego za tysiąc dwieście. Idzie na kompromis i tych za sześć stów bierze dwie pary. Dalej jakieś mokasyny za trzy stówy. Obciach, panowie, krzywi się na wspomnienie. Ale w mokasynach? Zimą? Nie problem, bo "Kanada" jeździ po mieście taksówkami. Dopóki ma pieniądze. Gdy się kończą, dzwoni do chłopaków, by dali jeszcze 2 tysiące. Dali, twierdzi "Kanada". Musieli, dorzuca. Bo program zakłada, że świadek koronny ma być wolny od pokus powrotu na złą drogę. "Kanada" czytał to w założeniach programu ochrony. Nawet wywiad z nim robili: ile kradł miesięcznie, ile wydawał, na jakim żył poziomie, jakie ma potrzeby. W programie wszystkich nie zaspokoi, ale - jak słyszy od policji - nie rzucą go na chleb, wodę i dresy. I nie rzucili.

Choć czasami w "Kanadzie" się kotłuje. Idzie raz uliczką, jakiś facet wyjeżdża audi A-4. Kierowca wysiada, by zamknąć bramę, zostawia kluczyki w stacyjce, "Kanada" się skrada, podchodzi do człowieka z tyłu i mówi: - To nierozsądne, proszę pana, tak auto zostawiać, by kusiło złodzieja.

A kierowca, że racja, że dziękuje, że mądre słowa. A mógł "Kanada" auto ukraść. Sam by nie jeździł, bo prawa jazdy na lewe nazwisko mu nie dali.

A jakie ma dokumenty? Dowód osobisty. Zgadza się w nim tylko znak zodiaku, reszta zmieniona. "Kanadzie" podoba się, że jest w nim o dwa lata młodszy. A paszport? Też na lewe nazwisko, ale policjanci noszą go przy sobie, gdy wiozą "Kanadę" do nadmorskich kurortów. Ale o tym za chwilę.

Dziczek w śliweczkach

W drugim miesiącu programu zaczyna oszczędzać. Mniej taksówek, tańsze ciuchy. Tylko raz wychodzi na dyskotekę. O jedzenie się nie martwi, bo w hotelu ma otwarty rachunek. Policjanci z programu nie mówili nic o limicie. "Kanada" nie szaleje każdego dnia, bo w gangu też jadł filety, steki, fryty. Ale raz, z ciekawości, bierze, jak mówi, dziczka w śliweczkach za cztery stówy. Jak go z tego hotelu zabierali, to rachunek był na osiem tysięcy. Chłopaki się spienili i dali mu limit w następnych hotelach: dwie stówy na dzień.

Przejadł 8 tysięcy?! Nie, niezupełnie, uśmiecha się "Kanada". To było spa, więc na siłownię pochodził, w saunie się wypocił nie raz. W ofercie były też masaże, no to poleciał, bo się jednak można znudzić zimą nad morzem. Dziewczyny tak go tam wymasowały, że "Kanada" na wspomnienie aż się wypręża na więziennym krześle. Kładły mu jakieś gorące kamienie na plecy, na bary. I jeszcze obłożyły algami, aż mu skóra się zarumieniła. A potem nabrała brązu, bo solarium też wziął. No i wtedy od razu mu się sunie trafiają. A kto to, pytamy.

A dziewczyny z recepcji, mówi "Kanada". I opowiada, jak to musiał uważać, by się nie spalić. Sprzedaje dziewczynom legendę, którą ułożyli mu w programie ochrony. Że jeździ po Polsce i sprzedaje smary silnikowe. Jedna z pracownic hotelowych wozi go na pikniki swoim samochodem, robi obiady i przychodzi do pokoju.

A co wielką miłością, przez którą trafił do programu? Głupio wyszło. Bo zamówił raz widzenie z Karoliną. A oni mówią, że dziewczyna nie chce. Potem mu powiedzieli, że pojechali po nią do domu, by przywieźć w dyskretne miejsce. Ale, mówi "Kanada", obciachu tylko narobili, bo zapukali, otworzył jej ojciec i nie zgodził się, by córka jechała na spotkanie w policyjnej obstawie.

Źródło: Duży Format
  • 14 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    44 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':