Komisja Europejska ogłosiła wczoraj 5-letnią strategię wyrównywania szans kobiet i mężczyzn, która ma polegać głównie na akcjach informujących m.in. o dyskryminacji w wysokości zarobków. Jednak komisarz Viviane Reding, która do niedawna nie kryła sceptycyzmu co do wprowadzania parytetów płci w biznesie, zagroziła wczoraj, że jeśli firmy nie zadbają same o równowagę płci na najwyższych stanowiskach, to Bruksela zacznie myśleć o wymuszających to przepisach unijnych.
Reding zamierza spotkać się wiosną 2011 r. z dyrektorami wielkich firm europejskich notowanych na giełdach. - W zależności od rezultatów tych rozmów ocenię, czy potrzebne są inicjatyw prawodawcze w 2012 r. - mówiła komisarz.
Obecnie mężczyźni stanowią 89 proc. członków zarządów europejskich spółek giełdowych. Krajem, który najbardziej zbliża się do ideału, jest nienależąca do Unii
Norwegia (42 proc. kobiet i 58 proc. mężczyzn w zarządach największych przedsiębiorstw). W Polsce odsetek mężczyzn na wysokich stanowiskach przekracza 90 proc.
W Unii Europejskiej nadal są duże różnice w zarobkach kobiet i mężczyzn pracujących na tych samych stanowiskach - średnio 18 proc. W Niemczech i Wielkiej Brytanii różnice w płacach przekraczają 20 proc., a w Estonii nawet 30 proc. W Polsce należą do najniższych w UE i wynoszą niecałe 10 proc.