Jak dowiaduje się "Gazeta", polski pomysł jest prosty: w ramach unijnego wsparcia firmy dostawałyby raczej preferencyjną pożyczkę albo poręczenie zamiast bezzwrotnej gotówki. Korzyść dla firmy będzie skromniejsza, ale za to pieniądze z UE będą pracować przez dziesięciolecia.
Pożyczkę trzeba będzie zwrócić, a wtedy pieniądze może otrzymać kolejna firma. Dziś, gdy przedsiębiorstwo zdobędzie dotację np. na zakup koparki, sprzęt ten posłuży kilkanaście lat. Ale potem idzie na złom, a unijny pieniądz bezpowrotnie znika.
- Naszym zdaniem siedem lat obowiązywania bezzwrotnych dotacji wystarczy. Chcemy odwrócić proporcje tak, by zdecydowanie więcej pieniędzy szło do przedsiębiorców w postaci wsparcia zwrotnego, a mniej w postaci dotacji - mówi nam
Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego. - Ostatecznej decyzji jeszcze nie podjęliśmy, ale w przyszłości proporcje mogą być takie, że na pożyczki i poręczenia przeznaczymy 70 proc., a na dotacje - 30. Albo nawet 80 i 20 proc.
W obecnej edycji funduszy europejskich na lata 2007-13 proporcje są odwrotne. W czterech głównych programach operacyjnych ("Infrastruktura i środowisko", "Innowacyjna gospodarka", "Kapitał ludzki" i "Rozwój Polski Wschodniej") bezzwrotne dotacje zarezerwowane dla przedsiębiorców to aż 5,26 mld euro. Dodatkowo, przedsiębiorcy we współpracy np. z ośrodkami badawczymi mogą się ubiegać o dotację z puli 1,25 mld euro. Oprócz tego Europejski Fundusz Społeczny dorzuca 2,17 mld euro na pomoc dla firm np. w szkoleniu pracowników.
W sumie to 8,68 mld euro, z czego zdecydowana większość została już rozdzielona. Tymczasem na pomoc zwrotną (a więc na fundusze pożyczkowe i poręczeniowe) przeznaczono zaledwie 173 mln euro, czyli niemal dokładnie 50 razy mniej.
- Z naszych doświadczeń wynika, że pieniądz pożyczony bardziej się szanuje niż pieniądz otrzymany z bezzwrotnej dotacji - dodaje Bieńkowska.
Na rządowe pomysły musi się jeszcze zgodzić Komisja Europejska. Ale nie powinno być z tym problemu - zamiana dotacji na pożyczki jest zgodna z jej strategią.
Organizacje przedsiębiorców są za. - Nie jesteśmy fanami dotacji bezpośrednich w obecnej formule. Trzeba odwrócić proporcje, dużo więcej pieniędzy przeznaczyć na systemowe wsparcie dla firm, a mniej na dotacje bezpośrednie - mówi "Gazecie" Marzena Chmielewska z Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan". - Z badań wynika, że małe i średnie przedsiębiorstwa praktycznie nie korzystają z kredytów bankowych, a inwestycje finansują ze środków własnych. Więc na rynku ewidentnie jest luka, w którą mogłyby wejść fundusze poręczeniowe i pożyczkowe zasilone pieniędzmi z UE. Stworzenie trwałego systemu pożyczkowego byłoby dużo większą wartością niż te kilkaset, a może kilka tysięcy bezzwrotnych dotacji - dodaje Chmielewska.
Oprocentowanie unijnych pożyczek i poręczeń będzie na pewno mniejsze niż marże banków.
- Przedsiębiorcy chcą pewnie, by dotacje bezzwrotne pozostały. Bo to darmowy pieniądz. Każdy by chciał. Ale zdajemy sobie sprawę, że takich prostych dotacji jak obecnie nie da się już utrzymać w kolejnej perspektywie budżetowej - potwierdza Ewa Fedor-Destrebecq, doradca ds. funduszy unijnych w konfederacji Pracodawcy RP.
Pomysł podoba się niezależnym ekspertom: - Fundusze europejskie w przyszłości nie powinny już finansować bezzwrotnymi dotacjami np. zakupu koparki. Unia może co najwyżej pożyczać pieniądze na takie przedsięwzięcia na atrakcyjnych dla przedsiębiorców warunkach. Nie powinna dawać bezzwrotnych dotacji i zakłócać mechanizmu rynkowego finansowania normalnych inwestycji - mówi Jerzy Kwieciński, wiceminister rozwoju regionalnego w rządzie
PiS, obecnie szef Europejskiego Centrum Przedsiębiorczości.