O francuskiej pierwszej damie napisano już zapewne więcej niż o wszystkich jej poprzedniczkach razem wziętych. Była znaną osobistością, zanim została żoną prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego. Jako modelka, a później piosenkarka miała wiele romansów z gwiazdami muzyki. Rozpowiadała, że monogamia ją nudzi, pozowała do rozbieranych zdjęć.
Po ślubie wypowiada się publicznie bardzo rzadko i w stonowanych słowach. Wyborcy oglądają ją nieczęsto - głównie wtedy, gdy towarzyszy mężowi w zagranicznych podróżach. A Francuzi zastanawiają się, która Carla jest prawdziwa i czy to ona zmienia Sarkozy'ego, czy może na odwrót.
Rękawicę podjęła dziennikarka Besma Lahouri, która wcześniej napisała głośną nieautoryzowaną biografię piłkarza Zinedine'a Zidane'a. Jej "Carla. Sekretne życie" nie spodobało się w Pałacu Elizejskim, bo przedstawia pierwszą damę jako osobę, która wiele decyzji osobistych podejmuje, wyłącznie kalkulując, czy przyniosą jej sławę i karierę.
Amatorzy plotek z pewnością znajdą coś dla siebie. Choćby wypowiedzi pewnego chirurga plastycznego, który co prawda nie potwierdza wprost, że operował Bruni nos czy inne części ciała, ale puszcza oko, pokazując Lahouri numer komórki pierwszej damy w telefonie, twierdzi przy tym, że przyjaźnią się od 20 lat.
W książce znalazł się też opis, jak ludzie z otoczenia prezydenta grozili wydawcy brukowej prasy, by dał spokój z porównywaniem Carli i poprzedniej żony Sarkozy'ego Cecilii. Czytelnik może odnieść wrażenie, że nie tylko Carla, ale i sam prezydent bardziej interesują się swoim wizerunkiem w kolorowej prasie niż stanem państwa.
Lahouri twierdzi, że pierwsza dama ma wpływ na to, kto jest powoływany i odwoływany z rządu. Wybroniła np. ministra kultury Frédérica Mitterranda, gdy ten najpierw opowiedział się po stronie aresztowanego w Szwajcarii Romana Polańskiego (reżyser ścigany jest przez
USA za gwałt na 13-latce), a potem musiał tłumaczyć się ze swych wcześniejszych wyznań, że korzystał w Azji z usług seksualnych "chłopców" (nie sprecyzował, ile "chłopcy" mieli lat).
Pałac Elizejski na tyle obawiał się podobno książki Lahouri, że zamówił kontrbiografię, która ukazała się także w zeszłym tygodniu. To "Carla i ambitni", którą napisali dziennikarze Yves Derai i Michaël Darmon. Autorzy nie potwierdzają oczywiście, że pisali na zamówienie, lecz to oni, a nie Lahouri mieli dostęp do Carli i jej otoczenia. Udało im się po części ukraść medialny show, bo w książce są ciekawostki, jak np. to że Michelle Obama powiedziała Bruni, że życie w Białym Domu to "piekło". Biały Dom oficjalnie zaprzeczył, że to prawda.
Derai i Darmon malują zupełnie inny obraz Bruni - osoby dbającej o stosunki w rodzinie, także z dwoma byłymi żonami i trójką dzieci Sarkozy'ego, które zaprasza na wspólne pasty. Pilnuje kalendarza męża i ochrzania współpracowników, że planują mu zbyt dużo zajęć godnych ministra, a nie prezydenta. Odmawia zamieszkania w Pałacu Elizejskim, lecz dzięki własnym "wtyczkom" szczegółowo kontroluje, co tam się dzieje.
Wszystkie wnioski dotyczące ewentualnego wpływu Carli na Sarkozy'ego nieco się jednak zdezaktualizowały, zanim obie biografie trafiły do księgarń. Pierwsza dama milczy bowiem w sprawie odsyłania Romów do Rumunii i Bułgarii, czym francuskie władze oburzyły większość Europy. A przecież Bruni ostro krytykowała w 2007 r., na kilka miesięcy przed ślubem z prezydentem, inny pomysł ekipy Sarkozy'ego: wprowadzenia badań DNA imigrantów, co miało ograniczyć imigrację w ramach łączenia rodzin. - Co by się stało ze mną, gdyby moich rodziców poddano testom DNA ? - pytała Bruni, która jako dziecko wyeimigrowała z Włoch do Francji z matką i ojczymem.
Wielu komentatorów uważa, że sprawa Romów pokazuje, iż wpływ pierwszej damy na politykę prezydenta okazał się żaden.