Morderca zabił Dinka trzema strzałami w głowę, kiedy 19 stycznia 2007 r. dziennikarz wchodził do siedziby swojego dwujęzycznego, turecko-ormiańskiego tygodnika "Agos". Za publikowane w nim teksty Dink został dwukrotnie skazany na podstawie niechlubnego art. 301, mówiącego o publicznej obrazie "tureckości". Chodziło o znieważenie tureckiej tożsamości oraz użycie terminu "ludobójstwo" w odniesieniu do rzezi dokonanej przez Turków na ok. 1,5 mln Ormian na początku XX w.
Dink, który sam uważał się za Turka o ormiańskich korzeniach i w swojej działalności dążył do pojednania obu narodów, uznał te wyroki za niesprawiedliwe i kilka dni przed śmiercią złożył pozew w Europejskim Trybunale Praw Człowieka.
Po morderstwie rodzina dziennikarza rozszerzyła pozew, zarzucając władzom przyczynienie się do śmierci dziennikarza. W wtorek sędziowie orzekli, że nie zapewniono mu należytej ochrony pomimo powtarzających się raportów służb specjalnych o planowanym zabójstwie. I choć prokuratura zatrzymała i oskarżyła 17-letniego zabójcę i 19 innych osób związanych ze środowiskiem skrajnych nacjonalistów, Trybunał uznał, że władze blokowały pełne wyjaśnienie morderstwa, choć poszlaki wskazywały na udział w zbrodni policjantów. -
Turcja ma teraz obowiązek ponownie wszcząć śledztwo - uważa Emma Sinclair-Webb z organizacji Human Rights Watch, która zajmowała się sprawą Dinka.
Dziennikarz odniósł też pośmiertne zwycięstwo w walce z tureckimi władzami, bo Trybunał stwierdził, że wyroki za obrazę "tureckości" były ograniczeniem wolności słowa. - Mój mąż został oczyszczony. Mamy nadzieję, że od teraz Turcja porzuci zwyczaj uwalniania przestępców, a skazywania niewinnych, i stanie się krajem wartym swoich obywateli - mówiła ze łzami w oczach żona Dinka.
Tureckie
MSZ oświadczyło, że nie zamierza odwoływać się od wyroku i podejmie wszelkie możliwe kroki, by wprowadzić w życie wyrok Trybunału i zapobiec w przyszłości podobnym wydarzeniom. - Jeśli Ankara poważnie podchodzi do tego orzeczenia, musi znieść ograniczenie wolności słowa i zapewnić swobodę wypowiedzi - mówi Sinclair-Webb.