Będą odpowiadać za śmierć prawie 2 mln osób, ofiar zbrodniczej utopii z lat 1975-79, kiedy Kambodżą rządzili Czerwoni Khmerzy, próbując doprowadzić do powstania najbardziej komunistycznego społeczeństwa świata.
Pod koniec wojny wietnamskiej popierani przez
Chiny Czerwoni Khmerzy weszli do Phnom Penh. Wyludnili miasta i zamknęli granice. O tym, że jedna czwarta ludności zginęła z głodu, od chorób i ciosów motyki, świat dowiedział się w 1979 r., gdy wietnamskie czołgi wjechały do opustoszałej stolicy.
Przywódca reżimu, Pol Pot nazywany Bratem nr 1, zmarł w 1998 r. w dżungli. Żyje jego zastępca, 84-letni Nuon Chea i to on będzie główną postacią procesu, który zacznie się w 2011 r. Pozostali oskarżeni to szwagier Pol Pota i szef dyplomacji reżimu 84-letni Ieng Sary, jego 78-letnia żona Ieng Thirith, minister spraw socjalnych, i 79-letni Khieu Samphan, który reprezentował Kambodżę zagranicą.
Lista zarzutów jest długa. Przywódcy Khmerów postanowili wymordować niektóre grupy ludności. Zarzut ludobójstwa dotyczy dwóch mniejszości - muzułmańskich Czamów i Wietnamczyków. Dokładna liczba ofiar nie jest znana, wiadomo, że samych Czamów zginęły setki tysięcy.
Oskarżeni nie przyznają się do winy, którą niełatwo będzie im udowodnić nie tylko ze względu na upływ czasu. Decyzje zapadały w wąskim gronie i nie ma pod nimi podpisów. Ale w 2009 r. Nuon Chea przyznał, że reżim zabijał tzw. zdrajców nie nadających się do reedukacji. - Gdybyśmy pozwolili im żyć, linia partii byłaby zagrożona. To byli wrogowie ludu - powiedział.
To drugi proces przed działającym od 2006 r. trybunałem ds. zbrodni Czerwonych Khmerów. W lipcu zapadł pierwszy wyrok - karę 30 lat więzienia dostał Kaing Guek Eav inaczej Duch (czyt. Doik), szef głównej katowni reżimu w Tuol Sleng, gdzie trafiło 15 tys. ludzi, z których tylko kilku wyszło żywych. Duch, który nawrócił się na chrześcijaństwo, przyznał się do winy i przeprosił rodziny ofiar. Nie wyklucza się, że 67-letni oprawca skorzysta ze skrócenia kary, odsiedzi 19 lat i spędzi ostatnie dni życia na wolności.
Proces Czerwonych Khmerów ruszył późno i od lat napotyka na przeszkody. Niechęci do sądzenia nie ukrywa premier Hun Sen, z którego inicjatywy pod koniec lat 90. resztka partyzantki Czerwonych Khmerów wyszła z dżungli. Ich przywódcy, objęci amnestią, zamieszkali w willach. Premier, były Czerwony Khmer mówi, że kolejne procesy grożą powrotem wojny domowej.