- Ukradziono nam cześć materiału zgromadzonego na etapie dokumentacji produkcji, ten materiał jest daleki od tego, co ostatecznie poszłoby do emisji. Ktoś to rąbnął ze stołu montażowego - mówi "Gazecie" rzecznik
TVN Karol Smoląg.
Chodzi o film, który pod tytułem "Tajne spec. znaczenia" znalazł się we wtorek na kilku portalach internetowych z dopiskiem, że TVN nie chce go wyemitować, bo potwierdza, że pierwszy przywódca "Solidarności" współpracował z
SB.
Po południu stacja zablokowała film na większości portali, ale wczoraj można go było oglądać m. in na zagranicznych serwerach. Autorzy pokazują w nim wyłącznie materiały i świadków potwierdzających współpracę Wałęsy z SB. Strony przeciwnej i wypowiedzi samego Wałęsy w ogóle nie ma.
- To między innymi jest dowód na to, że produkcja jest nieskończona. Badamy, kto wyniósł ten materiał. Pokazywanie go w takim kształcie to akt złej woli. Ubolewamy, że nasi autorzy zostali wplątani w polityczną przepychankę - dodaje rzecznik TVN.
W oficjalnym komunikacie stacja stwierdza, że pokazywane w sieci materiały stanowią własność i pojawiły się w internecie w wyniku kradzieży. "Wszczęto już w związku z tym procedurę zmierzającą do ustalenia wszelkich okoliczności tej kradzieży i tożsamości osób za nią odpowiedzialnych" - głosi komunikat.
Według nieoficjalnych informacji o wyniesienie filmu obwiniany jest zewnętrzny współpracownik TVN, który od kilku miesięcy już tam nie pracuje.
- Dowodów pewnie nie uda się zebrać, bo film wyciekł z krakowskiego oddziału TVN, gdzie materiały nie są tak dobrze pilnowane jak w centrali - mówi dziennikarz stacji.
Nie wiadomo, jakie będą dalsze losy filmu. Według naszych rozmówców z TVN to, co się stało, może spowodować, że
Lech Wałęsa nie będzie chciał wystąpić przed kamerą. - A szkoda, bo autorom po raz pierwszy udało się wyciągnąć dokonane przez SB nagranie jego słynnego przemówienia pod stocznią w 1979 r., w którym wezwał, żeby w następna rocznice Grudnia '70 każdy przyniósł kamień, z którego powstanie pomnik - dodaje cytowany już dziennikarz.