Protesty są zrozumiałe jeśli wziąć pod uwagę drastyczny nieraz przebieg wysiedleń i motywacje prezydenta zabarwione troską o jego słabnącą z różnych względów popularność. Reakcje części mediów, także polskich, bywają jednak nieproporcjonalne do rzeczywistości, wymagają korekty i przypomnienia faktów mniej znanych szerokiej opinii.
W doniesieniach i komentarzach prasowych czytamy o "rasistowskich hasłach" Sarkozy'ego i Berlusconiego, a deportacja Romów z Francji do Rumunii kojarzy się z deportacją "20 tysięcy Żydów z polskimi paszportami" z hitlerowskich Niemiec do Polski jesienią 1938. No cóż, wprawdzie tych około tysiąca Romów rumuńskich i bułgarskich zostało wysiedlonych do ich krajów z ich zgodą (zapewne wymuszoną, zgoda) lub bez niej, na podstawie formalnych, zindywidualizowanych uzasadnień, a znaczna część 17 tys. Żydów deportowanych przez Hitlera tylko pochodziła z Polski, nie miała paszportów RP, ale kojarzyć się to może.
Tyle, że tamtych ludzi w 1938 r. wygnano z ich mieszkań, z ich miejsc pracy, z życia, w którym normalnie funkcjonowali, nie naruszając porządku publicznego, nie łamiąc prawa (choć zapewne i tacy wśród nich byli, jak w każdej społeczności), natomiast zagraniczni Romowie wysiedlani ostatnio z Francji prowadzili w niej życie pod różnymi względami kłopotliwe dla sąsiadów.
Mieszkali z reguły w nielegalnie zakładanych obozowiskach, nikogo nie pytając o pozwolenie, utrzymywali się ze źródeł mało znanych poza dość powszechnym, tak, żebractwem (często używali do tego celu swoich dzieci) i drobną kradzieżą.
Warto może zwrócić uwagę, że Pierwsza Sekretarz głównej siły opozycji wobec rządów Sarkozy'ego, Partii Socjalistycznej, Martine Aubry, jako mer Lille wystąpiła parę miesięcy temu do prefektury o usunięcie romskiego obozowiska w mieście naruszającego czystość, porządek i spokój tamtejszych mieszkańców. Dopiero, kiedy rozgorzała masowa krytyka prezydenta i rządu wycofała swój wniosek i stanęła na czele protestantów marzących o przejęciu po najbliższych wyborach władzy w kraju. Inni merowie inicjujący podobne działania nie mieli okazji do tak efektownej wolty.
Co się zaś tyczy rasizmu, to nie wszyscy zdają sobie sprawę, że prócz Romów pochodzenia rumuńskiego i bułgarskiego (łącznie około 15 tysięcy) mieszka we Francji od średniowiecza liczna (dziś stokilkadziesiąt tysięcy) grupa Cyganów (les tsiganes), których nie nazywa się tam Romami; uważa się ich za Francuzów - „ludzi podróży” (gens de voyage). Bywają dość trudni we współżyciu, ale nikomu nie przychodzi do głowy ich deportacja z kraju. Bo warto wiedzieć, że we francuskim modelu republikańskim nie ma mniejszości narodowych. Są tylko złożone z równych wobec prawa grupy obywateli - o odmiennych tradycjach i cechach kulturowych, a nie rasowych, np. Alzatczycy, Sabaudczycy, Katalończycy...
Jest przedmiotem kontrowersji kwestia, czy działania władz francuskich nie naruszają ustawodawstwa europejskiego. Komisarz Reding (bo stanowisko szefa Komisji Europejskiej Jose-Manuela Barroso jest bardziej zniuansowane) oparła swoje twierdzenia na tezie, że zagranicznych Romów wymieniono jako szczególnie dokuczliwych w roboczym okólniku francuskiego MSW o likwidacji nielegalnych obozowisk. Słowo rasizmu, często powtarzane w komentarzach, mogłoby być jednak używane z większą rozwagą.
Na szczęście coraz powszechniejsza staje się świadomość, że problem integracji wędrownego ludu o kulturze odbiegającej od nawyków i norm ludów osiadłych wymaga rozwiązania ogólnoeuropejskiego (na poziomie UE) zgodnego z rygorystycznie pojmowanymi prawami człowieka.
Źródło: Gazeta Wyborcza