http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rząd prze na prąd. Czy musimy mieć narodowego kolosa energetycznego?

Konrad Niklewicz, Rafał Zasuń
2010-09-15, ostatnia aktualizacja 2010-09-14 21:13

Elektrownia PGE
Elektrownia PGE
fot.Agencja Gazeta

Rząd forsuje przejęcie Energi przez koncern PGE, choć taka transakcja stłamsi konkurencję na rynku energii w Polsce i może doprowadzić do wzrostu cen. Protestuje Urząd Ochrony Konkurencji. Premier: - To rząd zdecyduje


Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta Aleksander Grad, minister skarbu
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Aleksander Grad, minister skarbu
Klamka zapadła: warszawski koncern PGE ma kupić pomorską Energę. Minister skarbu Aleksander Grad nazywa to "prywatyzacją", ale w praktyce jedna państwowa spółka przejmie inną państwową. Pieniądze - 7-9 mld zł - zainkasuje skarb państwa.

Tak powstały gigant będzie kontrolować ponad 40 proc. produkcji elektryczności w Polsce i przeszło 40 proc. jej dystrybucji. - Jesteśmy zdeterminowani, żeby powstał podmiot zdolny do prowadzenia polityki energetycznej rządu - mówił wczoraj Donald Tusk. Zdaniem premiera stworzenie kolosa jest konieczne, by w Polsce powstała pierwsza elektrownia atomowa.

Premier twierdzi, że PGE powinna przejąć Energę, żeby mieć potencjał do budowy elektrowni atomowej. Ale najpierw PGE

będzie musiała wydać krocie na zakup Energi. Te pieniądze zasilą budżet państwa.
PGE może zapłacić za Energę 7-9 mld zł
Budowa atomówki kosztuje 20-28 mld zł



Budowa atomówki pochłonie 20-28 mld zł. PGE nie ma takich pieniędzy (tym bardziej nie będzie ich miała po zakupie Energi) i będzie musiała pożyczyć w bankach.

- Owszem, większa firma rzeczywiście będzie miała większe szanse dostać kredyt - mówi "Gazecie" menedżer jednego z banków. Ale przecież jest inny sposób.

- Mogłoby powstać konsorcjum PGE i Energi, które wybudowałoby elektrownię jądrową - mówi Tadeusz Aziewicz, pomorski poseł PO, szef sejmowej komisji skarbu.

Podobnie jak marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, uważa on, że Energa - jedna z największych firm na Pomorzu - powinna zachować samodzielność.

Mariaż PGE i Energi to kolejna próba stworzenia "narodowego giganta" gospodarczego. Poprzednia - w sektorze bankowym - się nie udała, bo Irlandczycy woleli sprzedać Bank Zachodni WBK hiszpańskiemu Santanderowi niż państwowemu PKO BP.

Przejęcie Energi przez PGE od miesięcy stara się zatrzymać Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Prezes urzędu Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel alarmowała, że byłoby to niezgodne z ustawą antymonopolową i szkodliwe dla konsumentów. - Taka koncentracja pogorszy konkurencję na rynku - tłumaczyła.

Ceny prądu dla firm są wolne od 2008 r. Wzrosły już o 60 proc. Konkurencja i zmiana drogiego dostawcy na tańszego to jedyna broń odbiorców. A Energa jest jedną z najprężniejszych firm energetycznych - zdobyła ostatnio 400 nowych klientów-przedsiębiorców, czyli jedną czwartą wszystkich, którzy zmienili dostawcę. Część z nich odeszła z PGE.

Ceny dla gospodarstw domowych są wciąż zatwierdzane przez Urząd Regulacji Energetyki, ale najpóźniej za kilka lat też będą uwolnione i pójdą ostro w górę. Wówczas także dla nich jedynym sposobem uniknięcia dyktatu ceny będzie zmiana dostawcy. Ale po przejęciu Energi przez PGE konkurencja zostanie ograniczona - z sześciu dużych dostawców zostanie pięciu, w tym jeden gigant.

Zastrzeżenia UOKiK podziela URE. Ale premier nie. Wczoraj podkreślał, że polską "racją stanu" jest, by Energę przejęła PGE. - Taką opinię pani Tomkiel usłyszała i ja ją potwierdzę. Rząd w tej kwestii podejmie decyzję - uciął.

Czy szykuje się więc dymisja Krasnodębskiej-Tomkiel? Zgodnie z przepisami premier może ją odwołać. Teoretycznie możliwe jest też inne wyjście - rząd mógłby znowelizować ustawę o ochronie konkurencji i odebrać prezes UOKiK możliwość blokowania transakcji. Bo Krasnodębska-Tomkiel zdania zmienić nie chce. - Stanowisko UOKiK jest znane i niezmienne od wielu miesięcy. Jest popierane przez wielu ekspertów rynku - powiedziała "Gazecie".

- Nie ma żadnych rozstrzygnięć w tej chwili dotyczących przyszłości pani prezes - zapewniał Tusk pytany wczoraj o ewentualną dymisję Krasnodębskiej-Tomkiel. Ale zaraz potem, zwracając się do dziennikarzy, dodał: - Wy jej dobrze życzycie, ja jej dobrze życzę, więc nie wywołujcie wilka z lasu.

- Mam nadzieję, że uda się wszystko załatwić, szanując suwerenność szefa UOKiK - komentuje poseł Aziewicz.

- Jestem przygotowana na dymisję - odpowiada Krasnodębska-Tomkiel.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':