http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Tajemnica śmierci Gongadzego

Wacław Radziwinowicz
2010-09-14, ostatnia aktualizacja 2010-09-15 01:28

Jedynym zleceniodawcą zabicia w 2000 r. dziennikarza Georgija Gongadzego był nieżyjący szef MSW Jurij Krawczenko - stwierdziła ukraińska prokuratura, choć trop prowadził do byłego prezydenta Leonida Kuczmy

Georgij Gongadze z rodziną
Fot. AP
Georgij Gongadze z rodziną
Dwaj byli oficerowie milicji, Mykoła Protasow i Walery Kostenko, oskarżeni o udział w zamordowaniu Georgija Gongadzego
podczas rozprawy w kijowskim sądzie, 15 marca 2008 roku
Fot. SERGEI CHUZAVKOV ASSOCIATED PRESS
Dwaj byli oficerowie milicji, Mykoła Protasow i Walery Kostenko, oskarżeni o...
Pracujący w opozycyjnej "Ukraińskiej Prawdzie" Gongadze, znany z ostrych publikacji na temat ówczesnego prezydenta Leonida Kuczmy, został porwany w Kijowie 16 września 2000 r. Dwa miesiące później jego pozbawione głowy ciało odnaleziono w lesie w pobliżu stolicy.

Okrutne morderstwo odbiło się głośnym echem na świecie i okazało się punktem zwrotnym historii Ukrainy w ostatnich latach. Opinia publiczna od razu przyjęła, że za zabójstwem stał krytykowany przez dziennikarza prezydent.

Te oskarżenia potwierdził ochroniarz Kuczmy mjr Mykoła Melnyczenko, który potajemnie nagrywał spotkania w gabinecie prezydenta. Przywódca państwa miał tam w gniewie mówić do najbliższych współpracowników, że trzeba pozbyć się niewygodnego dziennikarza.

Niewyjaśniona zbrodnia stała się początkiem masowej akcji społecznej "Ukraina bez Kuczmy", konsekwencją której była pomarańczowa rewolucja 2004 r. Wyniosła ona do władzy prozachodniego prezydenta Wiktora Juszczenkę, który powtarzał, że znalezienie i postawienie przed sądem wszystkich winnych śmierci Gongadzego jest dla niego kwestią honoru. Osobiście obiecywał matce zamordowanego Lesi Gongadze, że doprowadzi sprawę do końca.

Ale i pod jego rządami nie udało się wyjaśnić najważniejszego: kto dał rozkaz zabójcom. Wczoraj rzecznik Prokuratury Generalnej Ukrainy Jurij Bojczenko poinformował, że śledztwo zostało praktycznie zakończone. Zarzut bezpośredniego zamordowania dziennikarza usłyszy generał MSW Ołeksij Pukacz, który wraz z trzema osądzonymi już wcześniej podwładnymi porwał, a potem zabił Gongadzego.

Za jedynego organizatora i - jak to określił Bojczenko - "podżegacza" do zbrodni prokuratorzy uznali byłego ministra spraw węwnetrznych gen. Jurija Krawczenkę. On jednak nie odpowie przed sądem, bo pięć lat temu popełnił dziwne samobójstwo.

Generał zastrzelił się w swoim domu akurat w dniu, w którym miał stawić się w prokuraturze, by zeznawać w sprawie Gongadzego. Strzelał przy tym do siebie dwa razy. Najpierw trafił w podbródek i nos, co powinno pozbawić go przytomności. Miał jednak ponoć siłę strzelić znowu - w prawą skroń.

"Ukraińska Prawda", powołując się na ludzi znających materiały śledztwa, napisała wczoraj, że Pukacz, który po wieloletnim ukrywaniu się został aresztowany w lipcu 2009 r., wymienił nazwisko innego współpracownika Kuczmy zamieszanego w morderstwo. Chodzi o Wołodymyra Łytwyna, wtedy szefa gabinetu prezydenta, dziś marszałka Rady Najwyższej. Krawczenko miał przedstawić go Pukaczowi, mówiąc: "To nasz współpracownik, który osobiście rozprawił się z Gongadzem". Krawczenko ponoć dodał jeszcze: "Proszę przekazać prezydentowi, że wykonamy każdy jego rozkaz".

Na taśmach nagranych przez Melnyczenkę, oprócz Kuczmy i Krawczenki, rzeczywiście słychać też głos Łytwyna, a także szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Leonida Derkacza.

Proces Gongadzego ma toczyć się przy drzwiach otwartych. Matka dziennikarza powiedziała agencji Interfax, że nie będzie brać udziału w rozprawie ani czytać akt. - Prokuratura zaciera ślady i kryje prawdziwych winowajców - tłumaczyła Lesia Gongadze.

Rozmowa z prof. Myrosławem Popowyczem, ukraińskim filozofem i politologiem

Wacław Radziwinowicz: Wierzy pan, że prokuratura powiedziała prawdę, uznając za jedynego zleceniodawcę morderstwa Gongadzego ministra, który popełnił samobójstwo?

Myrosław Popowycz: Absolutnie nie. Te wywody byłyby śmieszne, gdyby nie były tragiczne. Kto uwierzy, że jakiś minister z własnej inicjatywy morduje dziennikarza krytykującego prezydenta? To mogłoby być prawdą tylko wtedy, gdyby poza Kuczmą był na Ukrainie jakiś inny ośrodek władzy, silniejszy od przywódcy państwa i rozsyłający po kraju szwadrony śmierci. A przecież Ukraina to nie Ameryka Łacińska.

Czy ogłoszone wnioski ze śledztwa są dla pana zaskoczeniem?

- Też nie. To akurat znakomicie wpisuje się w wizerunek kraju za naszej nowej władzy. Szybko rośnie u nas znaczenie służb specjalnych. Merowie wielkich miast nie będą już wybierani, lecz mianowani. Wszędzie na kluczowe miejsca wchodzą ludzie jednego ugrupowania - prezydenckiej Partii Regionów. Idziemy wyraźnie w kierunku rosyjskiej "demokracji sterowanej". W tej sytuacji ludzie Kuczmy i on sam znowu stają się nietykalni.

Czy winy za to, że sprawa morderstwa nie została wyjaśniona, nie ponosi też prezydent Wiktor Juszczenko?

- Oczywiście, że ponosi. W czasie swych rządów za jedynego groźnego dla siebie przeciwnika uważał Julię Tymoszenko [razem byli przywódcami pomarańczowej rewolucji]. Azludźmi Kuczmy, ludźmi Janukowycza stale próbował się układać, targować. Powinien był, tak jak obiecał, energicznie doprowadzić sprawę do końca, anie zostawiać ją ludziom poprzedniego reżimu, którzy właśnie doszli u nas do władzy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':