Taki plan odzyskania władzy przez
PiS ma jednak poważne luki. Przede wszystkim dlatego, że jego sukces uzależniony jest od decyzji prezydenta i premiera, którzy musieliby sami do dymisji się podać. Na razie o takim zamiarze nic nie słychać.
Zgodnie z zasadami demokratycznymi władzę obejmuje to ugrupowanie, które wygra wybory. W lipcu 2010 r. wybory prezydenckie przegrał
Jarosław Kaczyński, w 2007 r. wybory parlamentarne przegrała jego partia. Kolejną szansę PiS będzie miał najpewniej jesienią 2011 r.
Do władzy można też dojść na drodze przewrotu. Wszystko jednak wskazuje na to, że ani prezes PiS przeprowadzić przewrotu nie jest w stanie, ani nie ma ku temu chęci.
W przeszłości Jarosław Kaczyński już negował moralne prawo sprawowania prezydentury przez Lecha Wałęsę - wołając wespół z sympatykami: "Bolek do Moskwy", i paląc jego kukłę przed Belwederem w 1992 r. Trzy lata później członkowie jego formacji negowali moralne prawo Aleksandra Kwaśniewskiego do pełnienia urzędu prezydenta, obrzucając go jajami. W ostatni piątek, gdy demonstracja pod przewodem Jarosława Kaczyńskiego dotarła pod Pałac Prezydencki, a on wziął mikrofon do ręki, przez chwilę zdawało się, że nie wie, co powiedzieć. Niestety, wygląda na to, że swoim zwolennikom w 2010 r. nie ma nic nowego do zaproponowania.