http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Getto w Będzinie jednak zlikwidowano

Anna Malinowska, Katowice
2010-09-13, ostatnia aktualizacja 2010-09-12 21:27

Inscenizacja sceny wywózki Żydów z będzińskiego getta
Inscenizacja sceny wywózki Żydów z będzińskiego getta
Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta

Mimo głosów krytyki w sobotę zorganizowano w Będzinie inscenizację likwidacji getta. Organizatorzy zrezygnowali jednak z angażowania dzieci i unikali drastycznych scen

ZOBACZ TAKŻE
Na plac Kazimierza Wielkiego przyszło kilkaset osób. Choć będzińskie getto znajdowało się w innej części miasta, organizatorzy zdecydowali, że to miejsce, pełne wiekowych kamieniczek, najlepiej odda przedwojenne realia. Przy skwerze umieszczono tablicę z napisami po polsku i niemiecku: "Żydom do parku wstęp wzbroniony", na elewacjach powiewały flagi ze swastyką.

- To próba przedstawienia tego, co wydarzyło się w mieście nazywanym Jerozolimą Zagłębia. Miasta, w którym od pokoleń mieszkali dobrzy sąsiedzi Polacy i Żydzi - witał zabranych Adam Szydłowski, główny organizator, który był jednocześnie lektorem i odtwórcą roli jednego z niemieckich żołnierzy.

Spektakl rozpoczęła scena z udziałem dziewczynki grającej na skrzypcach piosenkę "Mein Jidisze Mame". Na ulicę z kamienicy wyszli ludzie - młodzież i dorośli z Gwiazdą Dawida na ubraniach. Lektor przypomniał historię getta, wspomniał o obronie bunkra przez Frumkę Płotnicką i innych członków Żydowskiej Organizacji Bojowej.

Później odtworzono scenę wywózki. Na uliczkę wjechały ciężarówki, do których esesmani wpędzili mieszkańców getta. Były krzyki, poszturchiwania, płacz. - Moja córka występuje jako młoda Żydówka. Bardzo starannie przygotowała się do roli. Nie tylko skompletowała odpowiedni strój, skopiowała uczesanie, ale czytała także książki, w szkole miała lekcje na ten temat. Udało się pobudzić zainteresowanie historią Będzina. Myślę, że to wspaniałe osiągnięcie, dobra lekcja historii - mówi pani Beata.

- Inscenizacja to dobry pomysł, zwłaszcza że nie wszyscy młodzi ludzie lubią czytać książki - mówi Andrzej Fabiś, 17-latek, który na inscenizację przyjechał z Sosnowca.

Kiedy opisaliśmy przygotowania do inscenizacji, odezwały się głosy krytyki. Prof. Jan Hartman, etyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego, obawiał się, że stanie się ona rozrywką dla uczestników i widzów. Jego zdaniem tego rodzaju emocjonalny eksperyment jest ryzykowny i moralnie bardzo dwuznaczny.

Oburzony był też Jarosław J. Szczepański, prezes Żydowskiego Związku Stowarzyszeń Humanitarnych B'nai B'rith Polin: - Odtwarzanie bitew, przemarszów wojsk jest czymś innym niż odtwarzanie masowego morderstwa. Nie można wykluczyć, że amatorom mocnych wrażeń za chwilę przyjdzie do głowy wynajmowanie obozów koncentracyjnych i uruchamianie w ramach gier plenerowych komór gazowych oraz krematoriów.

Inscenizacji przyglądał się Marcin Lazar, nauczyciel historii w Miejskim Zespole Szkół nr 1. - W moim odczuciu spektakl nie był kontrowersyjny. Młodzież była zaangażowana, w pełni rozumiała ideę przedstawienia. Dziwię się osobom, które krytykują, a przedstawienia ani nie widziały, ani nie zapoznały się z jego scenariuszem - mówi.

Adam Szydłowski nie chciał rozmawiać z "Gazetą."

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':