Odeszli przywódca Tatarstanu Mintimer Szajmijew i Murtaza Rachimow zwany "ojcem wszystkich Baszkirów". Ze swym fotelem rozstaje się Kirsan Iljumżynow, od 17 lat niepodzielnie rządzący Kałmucją.
Teraz przed Dmitrijem Miedwiediewem, a to on rozprawia się z gubernatorami, zadanie najtrudniejsze, czyli rozprawa z Jurijem Łużkowem.
Nie będzie to proste. Mer rządzący stolicą od ponad 18 lat to człowiek przebiegły, zaprawiony w partyjnych intrygach czasów ZSRR. W nowej Rosji popadał w konflikty z Borysem Jelcynem i Władimirem Putinem, ale zawsze umiał się jakoś wykręcić i zostać na stołku.
Właściwie przez całe 18 lat, w ciągu których włada Moskwą, stale mówi się, że już ostatecznie Łużkow popadł w niełaskę. Ale Łużkowowi upiekło się nawet to, że na przełomie lat 1999 i 2000 otwarcie występował przeciwko starającemu się o prezydenturę Putinowi i jego partii Jedność.
Po przegranej po prostu pokornie przeszedł do obozu zwycięzcy i wstąpił do jego ugrupowania. Dziś jest nawet jednym z przywódców putinowskiej partii władzy, która teraz nazywa się Jedna
Rosja.
Formalnie rzecz biorą, rozprawa z szefem regionu, a Moskwa jest miastem regionem, to dla gospodarza Kremla bułka z masłem. On go mianuje, on go kontroluje, on go zdejmuje lub po upływie kadencji zamienia kim innym. Ale to tylko formalnie.
Przywódcy regionów rosyjskich to nie tacy jak nasi wojewodowie urzędnicy kierujący po prostu regionalnymi administracjami. Bardziej przypominają feudalnych książąt. Oczekuje się więc od nich przede wszystkim lojalności wobec suwerena.
Mają utrzymać spokój w swoich regionach i w każdych kolejnych wyborach zapewnić przytłaczające zwycięstwo partii władzy. A w tym akurat Łużkow jest mistrzem - w ostatnich wyborach do stołecznej Dumy w niektórych obwodach Jedna Rosja dostała ponad 100 proc. głosów.
Za lojalność i dbałość o to, by poddani nie organizowali protestów społecznych, gubernatorzy otrzymują niemal nieograniczoną władzę nad swoimi włościami. Łużkow mocno trzyma w garści swoje liczące 14 mln mieszkańców miasto-państwo. Szczodrze rozdaje pieniądze emerytom. Rosjanie z prowincji kończący pracę marzą, by zdobyć zameldowanie w stolicy, bo to gwarantuje im łużkowowską emeryturę, nawet kilka razy wyższą od tej, na którą mogą liczyć u siebie. Merowskie dodatki do pensji cieszą też stołecznych nauczycieli, milicjantów i sędziów.
Przy Łużkowie najlepiej mają się jednak moskiewscy biurokraci. Według byłego wicepremiera Borysa Niemcowa stolica Rosji jest najbardziej skorumpowanym miastem na świecie, a ten, kto ma szczęście dostać posadę w merostwie, zazwyczaj szybko staje się milionerem.
Wyrwać popieranego przez emerytów, budżetowców i sitwę stołecznych czynowników Łużkowa z Moskwy łatwo nie będzie. Ale, jak mawia Michaił Gorbaczow, proces ruszył.
Kontrolowana przez państwo telewizja NTW w piątek i sobotę pokazała dwa bardzo ostre reportaże demaskujące mera stolicy. Oskarżono go, że kiedy w sierpniu Moskwa dusiła się w upale i dymie z płonących wokół niej torfowisk, Łużkow najpierw odpoczywał w Austrii, a potem ratował nie ludzi, lecz swoje pszczoły.
Widzowie dowiedzieli się, że budowa dróg w Moskwie kosztuje więcej niż gdziekolwiek na świecie, bo urzędnicy merostwa kradną, by budować swoje pałace. Najwięcej uwagi autorzy reportaży poświęcili żonie Łużkowa Jelenie Baturinej, szefowej koncernu deweloperskiego Inteko, która w czasie rządów męża doszła do fortuny ocenianej na prawie 3 mld dol.
To Inteko dostaje najlepsze kontrakty od miasta i najbardziej atrakcyjne działki. Moskwa nawet bezpłatnie uzbraja tereny, na których buduje pani merowa.
To, o czym teraz opowiedziała telewizja NTW, nie jest oczywiście żadną rewelacją. O tym wszystkim już wcześniej pisały gazety opozycyjne. Borys Niemcow wydał w ogromnym nakładzie broszurę poświęconą korupcji w stolicy i interesom Baturinej. Merowi to jednak nie zaszkodziło, a dofinansowywani regularnie przez Łużkowa moskiewscy sędziowie skazali autora za oszczerstwo.
Teraz jednak jest inaczej. Frontalny atak na ojca miasta przypuścił przecież centralny kanał telewizyjny. Nie mogło do tego dojść bez polecenia prezydenta.
Spora część publicystów rosyjskich widzi w tym ważny znak. Twierdzą oni, że Miedwiediew chce usunąć lojalnego wobec premiera Łużkowa, żeby jeszcze przed wyborami prezydenckimi w 2012 r. zastąpić go kimś wiernym sobie.
Według zwolenników tej teorii między dzisiejszym szefem państwa a szefem rządu trwa już otwarta rywalizacja o Kreml. Sporo jest jednak sceptyków, zdaniem których o żadnej otwartej rywalizacji mówić nie można. Oni chętnie powtarzają anegdotę o tym, że na szczytach władzy rosyjskiej rzeczywiście ścierają się ze sobą frakcje Putina i Miedwiediewa. Problem tylko w tym, że Miedwiediew nie wie, do której frakcji należy.