Salę klubu przy ul. Złotej w centrum Warszawy wypełnili po brzegi członkowie klubów "Gazety Polskiej", która zorganizowała piątkowe spotkanie. Wejście tylko dla zaproszonych gości, listę sprawdzał przy wejściu ochroniarz.
Olszewski, Macierewicz, Sakiewicz Nie wzruszyły go błagania kobiety, która za wszelką cenę usiłowała dostać się na spotkanie. W pierwszych rzędach goście honorowi, m.in. były premier
Jan Olszewski i przewodniczący parlamentarnego zespołu ds. katastrofy Antoni Macierewicz. Nieco na uboczu przysiadł też naczelny "Gazety Polskiej" Tomasz Sakiewicz.
Tuż po godz. 17 zerwały się gromkie brawa - na salę wszedł Jarosław Kaczyński.
Prezentacja jednej ofiary Chwilę później zgasły światła, zostały tylko punktowce rzucające na scenę czerwone światło. "Zgromadzenie obywatelskie" rozpoczęła okolicznościowa prezentacja - zdjęcia z miejsca katastrofy, klęczącego w błocie w Smoleńsku Jarosława Kaczyńskiego a także tłumów zgromadzonych w niedzielę 11 kwietnia, gdy do Warszawy wróciły trumny pary prezydenckiej. Następnie widzowie obejrzeli o wiele mniej wzruszające sceny, bo szarpaninę "obrońców krzyża" ze strażą miejską 3 sierpnia. To sugestia aż nadto czytelna - "obrona" krzyża to tak naprawdę walka o pamięć o Lechu Kaczyńskim, którą chce zniszczyć władza. Prezentacja - ilustrowana wierszem Zbigniewa Herberta "Guziki" w wykonaniu zespołu
De Press - pominęła 95 innych ofiar katastrofy, w tym Marię Kaczyńską. Ich zdjęcia - w formie zestawionych razem zdjęć legitymacyjnych z dekoracji mszy na pl. Piłsudskiego - pokazano dopiero na samym końcu prezentacji.
Pieśń o Katyniu Następny punkt programu - na scenę wyszedł Lech Makowiecki - do muzyki z playbacku zaśpiewał swój wiersz "Katyń 1940 (Ostatni list)". Na ekranie pojawiła się wyświetlona z rzutnika grafika - lotnicza szachownica na tle brzozowego lasu. Razem z wierszem Herberta była kolejną sugestią - katastrofa w Smoleńsku to w istocie drugi Katyń.
Sobala zaprasza Mertę Koniec piosenki, na scenie pojawił się Jacek Sobala (były redaktor naczelny radiowej "Trójki" z nadania PiS) i Dominika Świątek, wokalistka i kompozytorka. Zaprosili na scenę Magdalenę Mertę, żonę wiceministra kultury Tomasza Merty, który zginął pod Smoleńskiem. - Dziękuję tym, którzy chcą pisać i dociekać przyczyn katastrofy, dziękuję mediom, które w przeciwieństwie do innych nie wygasiły swojego zainteresowania tym tematem, dziękuję posłom, którzy niezłomnie mówią i pytają o przyczyny bez obawy o kapitał polityczny. W Polsce ci, którzy o katastrofie mówią głośno, nie mogą liczyć na poparcie społeczne - oświadcza Merta. - Resume po pięciu miesiącach śledztwa jest żałośnie ubogie, a za nieprowadzenie śledztwa nagradza się awansami, nagrodami - oskarżała.
Posłanie Kinga Po Małgorzacie Mercie na scenę wyszła Amerykanka, która odczytała przesłanie od Petera Kinga, kongresmana z Nowego Jorku. Tłumaczenie czytał Grzegorz Januszko, ojciec 23-letniej stewardessy, która zginęła pod Smoleńskiem. Kongresman zwrócił uwagę na rozbieżności w ustaleniach śledztwa: rosyjski MAK podaje, że piloci nie słuchali wieży, a polscy śledczy ustalili, że komendy z wieży padały z opóźnieniem. "Polacy badający okoliczności katastrofy nie mieli dostępu do jej miejsca ani czarnych skrzynek. Złożyłem w Kongresie rezolucję o powołanie niezależnej międzynarodowej komisji" - napisał kongresman, co sala przywitała oklaskami.
Głos zabrał też Andrzej Melak, brat tragicznie zmarłego przewodniczącego Komitetu Katyńskiego Stefana Melaka. Podał, że już 260 tys. podpisów zebrano pod apelem o powołanie międzynarodowej komisji, oskarżył też polskie władze o bezczynność i złą wolę. Zebrał oklaski.
Kushner: na stół do badania Na scenę wkroczył też Harvey Kushner, "były agent FBI i ekspert lotniczy" - jak go przedstawiono. "Historia w niepojęty sposób powtarza się w lesie katyńskim 70 lat po masakrach" - zaczął wystąpienie. - W rozwikłaniu "ukrytej prawdy" o katastrofie mogą pomóc technologie XXI w. - oświadczył i porównał 10 kwietnia do 11 września 2001 r. (zamachu islamskich fanatyków na World Trade Center w Nowym Jorku": "to dwa punkty zwrotne historii". Historię przywoływał zresztą kilka razy, odwołując się do Kościuszki i Pułaskiego (o którym zarówno Merta, jak i Januszko uparcie mówili "Puławski"). Tu znać o sobie dały niedociągnięcia organizacyjne - przemówienie Kushnera musiało być tłumaczone przez elektronicznego translatora, bo jego tekst Grzegorz Januszko odcyfrowywał z najwyższym trudem, pełne było dziwacznych sformułowań w rodzaju: "Tylko niezależne śledztwo może przynieść to na stół do badania". Mimo to były agent FBI zebrał brawa.
Kaczyński: nie pamiętam imienia Klich Na koniec zaplanowano przemówienie Jarosława Kaczyńskiego. Tylko to przemówienie transmitowały
TVN i
TVP Info. - W sprawie katastrofy smoleńskiej konieczne jest nie tylko wyjaśnienie jej bezpośrednich przyczyn, ale także ustalenie odpowiedzialności moralnej i politycznej; pomieszanie tych pojęć służy zatarciu całej sprawy - mówił. Odżegnał się jednak od roztrząsania technicznych aspektów katastrofy (kilka dni temu stwierdził, że 40-cm drzewo nie może naruszyć konstrukcji samolotu, który - jako przerobiony bombowiec - spada nieuszkodzony z 80 m). Nie zajmował się również hipotezą zamachu lansowaną przez "Gazetę Polską" ani dywagacjami o tajemniczej rosyjskiej wunderwaffe, która miała strącić samolot. Rozliczał za to władzę. - Jeśli mamy być państwem demokratycznym, państwem prawa, państwem elementarnej sprawiedliwości, to w Polsce ta odpowiedzialność, odpowiedzialność moralna i polityczna, której efektem musi być pozbawianie stanowisk, a w tym wypadku także pełne zejście z politycznej sceny, musi być wyegzekwowane - powiedział Kaczyński,
Mówił o odpowiedzialności rządu za organizację wylotów prezydenta i "braku respektu dla urzędu prezydenta", co pośrednio doprowadzić miał do katastrofy, bo "z respektem wiążą się m.in. nadzwyczajne środki bezpieczeństwa". - Niezależnie od wyników badań, o których tutaj mówimy, tacy ludzie jak Donald Tusk, jak Bronisław Komorowski, jak
Radosław Sikorski, jak... zapomniałem imienia... Klich, (Bogdan! - padło z sali), jak Tadeusz Arabski muszą zejść z polskiej sceny politycznej raz na zawsze - oznajmił Kaczyński, myląc przy okazji również imię ministra Tomasza Arabskiego. I oświadczył też, że sprawa krzyża spod Pałacu Prezydenckiego to w istocie kontynuacja rozpoczętej w 2005 r. wojny z Lechem Kaczyńskim. Gdy zszedł ze sceny, publiczność urządziła mu owację na stojąco, krzycząc głośno "Jarosław, Jarosław!" Po chwili kobiecy głos zaintonował Mazurka Dąbrowskiego, który odśpiewała sala.