Wszyscy z zaciekawieniem czekają jednak na 2 października, gdy w warszawskiej Sali Kongresowej ma się odbyć I Kongres Ruchu Poparcia Janusza Palikota. Palikot przewiduje, że przyjdzie ok. 3 tys. osób.
- Znając Palikota, to będzie kolejny happening. On jest jak małe dziecko. Ciągle chce zwracać na siebie uwagę - mówi "Gazecie" wiceszefowa klubu PO Małgorzata Kidawa-Błońska. - Ale starcza mu energii, żeby rzucić pomysł i zorganizować jedno wydarzenie medialne - dodaje, przypominając, że działalność komisji Palikota "Przyjazne państwo" nie zakończyła się spektakularnym sukcesem. - Ale zobaczymy, ile osób przyjdzie.
- Przez swoje kontrowersyjne wystąpienia Palikot nie jest postrzegany jako poważny polityk, raczej jako aktor komediowy - ocenia szef klubu PO Tomasz Tomczykiewicz.
Palikot, którym jeszcze we wrześniu zajmie się sąd partyjny za wypowiedź, że "
Lech Kaczyński ma krew na rękach w związku ze smoleńską katastrofą", twierdzi, że jeśli zostanie wyrzucony z PO, założy nową centrolewicową partię. Chce zagospodarować antyklerykalne nastroje, które wyzwoliły się po smoleńskiej katastrofie, a których - jego zdaniem - nie wyczuwa Platforma. Jak mówił wczoraj w "Gazecie" Palikot, wśród postulatów ruchu społecznego będą m.in. wycofanie religii ze szkół, a z kodeksu karnego - paragrafów o karze więzienia za obrazę uczuć religijnych. Chce też naprawy relacji państwo -
Kościół, swobód i wolności obywatelskich oraz gospodarczych, regulacji kwestii in vitro, wprowadzenia parytetów dla kobiet i testamentu życia.
Jednak w wyrzucenie Palikota z Platformy mało kto wierzy. - Problemem Palikota jest jego język. Treści, które przedstawia, są dobre. Ale często forma jest nie do przyjęcia. Jednak to nie powód, żeby go z partii wyrzucać - uważa Kidawa-Błońska.
- Palikotowi włos z głowy nie spadnie. We władzach Platformy jest bardzo duża tolerancja dla jego zachowań - dodaje antagonista lubelskiego posła, konserwatysta
Jarosław Gowin. Pytany, o kogo chodzi, uchyla się od odpowiedzi.
Palikot mówi, że jeśli zostanie w Platformie, będzie poprzez ruch społeczny naciskał na Donalda Tuska, by zrealizował jego postulaty. Ale już dziś we władzach partii słychać opór przeciw skrętowi w lewo.
- PO, która realizowałaby postulaty Palikota, byłaby zupełnie inną partią - mówi wiceprzewodniczący klubu Jarosław Gowin. - Trzeba by zmienić deklarację programową, w której jest zapisany sprzeciw wobec legalizacji eutanazji. Nie wyobrażam sobie, żeby premier Tusk próbował wycofać religię ze szkół. To by oznaczało zimną wojnę religijną w Polsce - dodaje.
Tomczykiewicz: - Być może uda się Palikotowi odrobinę przeciągnąć Platformę w lewo. Ale nie widzę dziś chętnych, którzy podpisaliby się pod postulatem wyprowadzenia religii ze szkół. Jesteśmy partią konserwatywno-liberalną i lewicowego ziarna Palikot tu nie zasieje.