W zgromadzeniu obywatelskim zorganizowanym przez
PiS w warszawskim klubie Palladium uczestniczyła część rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. - Wydarzenie to z punktu widzenia analizy politycznej nie miało charakteru przypadkowego - mówił do nich w warszawskim klubie Palladium
Jarosław Kaczyński. W przemówieniu prezes PiS zarzucił, że rząd Platformy nie miał "odpowiedniego respektu" dla głowy państwa, a nawet "go obniżał". Kaczyński jako przykład podał wypowiedź ówczesnego marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego. - W czasie gdy kolumna prezydencka została zatrzymana za pomocą broni palnej [chodziło o wizytę w Gruzji w 2008 r.], mówił: "jaka wizyta, taki zamach". To obniżało respekt, to obniżało czujność służb chroniących prezydenta - konkludował.
Kaczyński oskarżył rząd, że wprowadził "w tę grę obce państwo, w tym przypadku Rosję". Skutkiem tej
gry było rozdzielenie wizyty w Smoleńsku i obniżenie jej rangi. Przypominał, że lecąc 10 kwietnia do Katynia, prezydent i członkowie delegacji spełniali swój obowiązek, czcili pamięć ofiar ludobójstwa. Jak argumentował Kaczyński, gdyby była jedna wizyta - premier w Katyniu był wcześniej - to nie doszłoby do splotu okoliczności doprowadzających do katastrofy.
Prezes PiS zaznaczył na początku, że chodzi o odpowiedzialność moralną, a nie karną czy cywilną. W przypadku polityków prowadzi to do "zaciemnienia odpowiedzialności", ale jego zdaniem kryteria odpowiedzialności moralnej powinny być ostrzejsze. Prezes PiS zastrzegł, że nie dotyczy to technicznych przyczyn wypadku, ale - jak zaznaczył - powinnością jest doprowadzenie do ukazania prawdy.
Oskarżył też rząd o niechęć do upamiętnienia prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
- Wojna z prezydentem trwa, nawet gdy on już nie żyje - stwierdził, wzbudzając oklaski sali. Według niego standardem demokratycznego państwa i "niezależnie od wyników śledztwa" "tacy ludzie jak
Donald Tusk i Bronisław Komorowski" powinni raz na zawsze zejść ze sceny politycznej. Zaznaczył, że spodziewa się, że po jego wystąpieniu będzie "atak, furia frontu medialnego, ale trzeba to powiedzieć".
W trakcie spotkania przedstawiono memoriał "Polityczne tło katastrofy smoleńskiej", w którym oceniono, że premier Donald Tusk, zanim doszło do katastrofy, prowadził "wspólnie z czynnikami rosyjskimi" grę wykorzystującą narodową rocznicę "przeciwko głowie własnego państwa".
Raport powiela tezy wygłoszone przez Kaczyńskiego w przemówieniu. "Nie doszłoby do tej tragedii, gdyby w 70. rocznicę zbrodni katyńskiej udała się na jej miejsce jedna polska delegacja z prezydentem RP na czele i z udziałem premiera polskiego rządu, gdyby ten ostatni nie prowadził przedtem wspólnie z czynnikami rosyjskimi gry wykorzystującej narodową rocznicę przeciwko głowie własnego państwa" - napisano w podsumowaniu.
W ocenie jego autorów czołowi politycy PO "z powodu skrajnej nieudolności lub wręcz złej woli wydatnie przyczynili się do tego, że nikłe stały się szanse rzetelnego i wiarygodnego dla opinii publicznej ustalenia dokładnego przebiegu i bezpośredniej przyczyny katastrofy".
"Ogromna moralna i polityczna odpowiedzialność Donalda Tuska, Bronisława Komorowskiego, Stefana Niesiołowskiego, Radosława Sikorskiego, Bogdana Klicha, Tomasza Arabskiego, Sławomira Nowaka i innych wymienionych tu polityków PO nie ulega żadnej wątpliwości" - podkreślono w tekście.
Przemawiały także rodziny ofiar. Magdalena Merta - wdowa po wiceministrze kultury Tomaszu Mercie - mówiła, że trwające od 5 miesięcy śledztwo w sprawie katastrofy nie przyniosło na razie rezultatów.
- Mamy coraz większą liczbę pytań - zaznaczyła.
Merta dziękowała tym, którzy "chcą badać przyczyny katastrofy smoleńskiej". Podziękowała też tym posłom, którzy "niezłomnie upierają się, żeby mówić o tragedii smoleńskiej". Andrzej Melak - brat przewodniczącego Komitetu Katyńskiego Stefana Melaka - mówił o bezradności polskich władz, "które nie chciały wyjaśnić przyczyn katastrofy". Przypomniał, że stowarzyszenie Smoleńsk 2010 wystosowało apel o powołanie międzynarodowej komisji ds. zbadania katastrofy. Dodał, że szczególnie liczy na pomoc ze Stanów Zjednoczonych. - Liczymy na was, drodzy przyjaciele - zakończył, zwracając się do Amerykanów.