O tym, że szykuje się coś wyjątkowego, świadczą billboardy na ulicach Pjongjangu. Widać na nich żołnierzy, chłopów i robotników, czerwone balony, sierpy i młoty, a także zobowiązania do oddania życia za kraj. Dziennik "Rondong Sinmun" napisał wczoraj, że do stolicy zjeżdżają się delegaci partyjni z całego kraju. "Tysiące Koreańczyków ćwiczą kroki taneczne" - donosi chińska agencja Xinhua. Od miesiąca południowi Koreańczycy mówią o zwiększonej obecności czołgów, pojazdów opancerzonych i artylerii pod Pjongjangiem.
Ale nikt nie potrafi powiedzieć na pewno, kiedy konferencja się zacznie i o czym będzie radzić. -
Korea Północna to czarna dziura w dziedzinie wywiadu. Mamy mało informacji i jesteśmy skazani na zgadywanie - mówi koreański ekspert Kim Song-huan.
Ostatnia ogólnokrajowa konferencja Partii Robotniczej miała miejsce w 1980 r. za życia poprzedniego władcy Kim Ir Sena, ojca obecnego dyktatora. Potem partia została odsunięta na bok na rzecz armii, a najważniejszym organem władzy stała się komisja obrony narodowej, na której czele stoi przywódca. Jeśli więc 68-letni Kim Dżong Il zwołuje towarzyszy partyjnych, to dlatego że ma ważne powody. Po wylewie sprzed dwóch lat podupada na zdrowiu i szykuje sukcesję.
Wszystko wskazuje na to, że władzę przejmie po nim najmłodszy z trzech synów (28- lub 27-letni) Kim Dżong Un. Zwołując konferencję, ojciec zabiega o poparcie partii.
O domniemanym następcy mało wiadomo poza tym, że chodził do szwajcarskiej szkoły prywatnej i zna kilka zachodnich języków. Wiadomo, że musi zyskać zaufanie aparatu partyjnego.
Na konferencji zostanie przypuszczalnie dopuszczony do władz partii i zacznie iść drogą Kim Dżong Ila. Gdy ten został wybrany przez Kim Ir Sena, przygotowywał się do władzy przez dwie dekady, pełniąc coraz wyższe funkcje w partii i aparacie bezpieczeństwa. Teraz czasu może zabraknąć, bo Kim Dżong Il jest coraz słabszy.
O przyśpieszeniu sukcesji zaczęto mówić, gdy przywódca, który rzadko rusza się z kraju, pojechał miesiąc temu do Chin. Uważa się, że zabiegał tam o poparcie, a prawdopodobnie również i o pieniądze na podarunki dla delegatów. Na konferencji w 1980 r. najskromniejszymi podarkami, które im rozdawano, były kosze owoców. Teraz ważniejsi towarzysze i generałowie mogą się spodziewać japońskiej elektroniki, a nawet samochodów.