Rezolucja PE - przyjęta głosami lewicy, liberałów i zielonych - nie ma żadnej mocy prawnej, ale jest politycznie znacząca, bo naprawdę rzadko zdarza się, żeby instytucja unijna w tak mocnych słowach potępiała państwo członkowskie Unii.
Niezadowolenie francuskiego rządu w tej sprawie wyraził Pierre Lelouche, minister ds. europejskich. - Odpowiadam Parlamentowi Europejskiemu w twarz: właśnie tracicie wiarygodność - powiedział Lelouche. Twierdzi, że unijne prawo stoi w całości po stronie Francji, że jej działania były i są legalne. - Co to ma znaczyć. Że
Parlament Europejski sam może gwałcić przepisy, dyrektywę w sprawie przepływu osób? I może powiedzieć: «nie, nie macie prawa do ekspulsji »? To co, artykuł 3 Traktatu już nic nie znaczy?
Sprawdziłem treść artykułu 3. Można go - stwierdzam nieautorytatywnie - interpretować na wiele różnych sposobów. Sami przeczytajcie: "Unia zapewnia swoim obywatelom przestrzeń wolności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości bez granic wewnętrznych, w której zagwarantowana jest swoboda przepływu osób, w powiązaniu z właściwymi środkami w odniesieniu do kontroli granic zewnętrznych, azylu, imigracji, jak również zapobiegania i zwalczania przestępczości".
Zakładam, że ministrowi Lelouchowi chodziło o część Art. 3, zaczynającą się od słów "w powiązaniu". - Prawo europejskie, prawo do swobody przepływu osób dotyczy 27 państw członkowskich. To prawo stanowi, że ma się prawo do trzech miesięcy pobytu - a nie 30 lat - i że ten pobyt nie może być za friko: nikt nie ma prawa instalować się bez środków do życia na innym krańcu Europy, na koszt państwa przyjmującego - twierdzi Lelouche.
Francuski minister dał też do zrozumienia, że działania wielu polityków europejskich to "kolosalna hipokryzja" - bo dopiero
Francja, swoimi działaniami, spowodowała, że ktokolwiek chce mówić o problemie Romów w Europie. Wcześniej wszyscy udawali, że 12-milionowej społeczności Romów nie ma i nie sprawia żadnych problemów.
Więcej
na blogUE