David Irving twierdzi, że liczba ofiar Holocaustu jest zawyżona, a Hitler nie wiedział o mordowaniu Żydów. W 1989 r. na wykładach w Wiedniu i Leoben Irving przekonywał, że "noc kryształowa" - pogrom Żydów dokonany przez nazistów w Niemczech w nocy z 9 na 10 listopada 1938 r. - była prowokacją wymierzoną w Hitlera. - Sprawcy przebrali się w mundury SA - mówił, zapewniając, że przecież Hitler chronił Żydów. Podczas innych wykładów powtarzał, że Holocaustu nie było, "komory gazowe w Auschwitz zbudowali po wojnie Polacy", a "więźniowie w obozach koncentracyjnych nie byli zabijani, tylko umierali na tyfus".
W Austrii zaprzeczanie zbrodniom nazistowskim ścigane jest z urzędu, więc prokuratura wszczęła śledztwo. Irving uciekł do Bawarii. Złapano go 16 lat później, oficjalnie podczas rutynowej kontroli policyjnej. W rzeczywistości
policja austriacka uważnie śledziła strony internetowe jego zwolenników i namierzyła miejsce jego spotkania. W lutym 2006 r. sąd w Wiedniu wymierzył mu surową karę trzech lat więzienia.
Teraz - jak donosi brytyjski
dziennik "Daily Mail" - Irving wybiera się do Polski. Ma odwiedzić tereny dawnego getta w Warszawie i Treblinkę. Według gazety polska ambasada w Londynie poinformowała o tej wizycie nasze służby specjalne.
- Potwierdzam. Informacje o planach pana Irvinga otrzymaliśmy od brytyjskich środowisk żydowskich, które są zaniepokojone tym faktem - mówi "Gazecie" Robert Szaniawski, rzecznik londyńskiej ambasady.
- Nie udzielamy informacji na temat podejmowanych działań operacyjnych - ucina rzeczniczka Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego płk Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska. Nieoficjalnie wiadomo, że służby będą monitorować wizytę Irvinga i sprawdzać, czy nie narusza on prawa zabraniającego negowania zbrodni nazistowskich i komunistycznych. Art. 55 ustawy o
IPN, który za publiczne negowanie tych zbrodni "wbrew oczywistym faktom" przewiduje karę do trzech lat więzienia.
- Będziemy się przyglądali tej wizycie i jeśli pan Irving będzie głosił poglądy sprzeczne z ustawą, zajmiemy się tym z urzędu - zapowiada rzecznik IPN Andrzej Arseniuk.
Irving przyjeżdża do Polski nie po raz pierwszy. W 2007 r. po protestach muzeum Auschwitz został wyproszony z warszawskich targów książki, gdzie miał się spotkać z publicznością i dziennikarzami.
Na teren dawnego obozu zagłady w Treblince Irving może wejść bez przeszkód. Będzie musiał tylko zapłacić 2 zł za parking. - Nie słyszałem o tej wizycie, ale nie możemy zamykać muzeum przed nikim. O ile pan Irving nie będzie głośno wyrażał swoich poglądów, rozrzucał ulotek itp., a tylko w ciszy zwiedzał, to nic nie możemy zrobić - mówi kierujący muzeum Edward Kopówka.
Od 1942 do 1943,r. w Treblince zamordowano ponad 800 tys. Żydów (najnowsze badania mówią o 912 tys.) z gett w Warszawie, Białymstoku, Kielcach i Radomiu oraz z Niemiec, Austrii, Czech, Belgii i Francji.
Niemcy zatarli ślady - zniszczyli komory gazowe i zabudowania. Dzisiaj Treblinka to gigantyczne cmentarzysko, miejsce pamięci po zamordowanych i niewielkie muzeum.
Edward Kopówka opowiada, że zdarzają się odwiedzający Treblinkę, którzy dyskutują z pracownikami muzeum i mówią, że to niemożliwe, by zginęło tu tylu ludzi. - Przeważnie twierdzą, że to był obóz przejściowy służący do dezynfekcji Żydów, którzy potem zostali wywiezieni na Wschód i tam się "rozpłynęli". Wtedy ja pokazuję im mogiły, w których są setki tysięcy szczątków - dodaje.
Podkreśla, że na cmentarzysku nie można prowadzić badań archeologicznych (zabrania tego religia żydowska), ale w tym roku brytyjska ekipa z Cambridge zbadała teren georadarem i niedługo ogłosi wyniki prac.