Rozmowa z Januszem Palikotem, posłem PO
Renata Grochal: 2 października w warszawskiej Sali Kongresowej ma się odbyć I kongres Ruchu Poparcia Janusza Palikota. Chce pan rozbić PO? Janusz Palikot: Nie chcę rozbijać PO. Ludzie oczekują, że będzie to nowa jakość, a nie, że kolejni politycy przesiadają się do nowej platformy. To będzie nowy ruch społeczny, który być może przekształci się w nową partię.
Platforma już panu nie wystarcza? - PO jest niewolnikiem swojej diagnozy politycznej z 2005 r. W skrócie brzmi ona tak, że bez domieszki konserwatyzmu nie można zrobić partii, która wygrywa wybory. To było aktualne pięć lat temu, po aferze Rywina i upadku rządu
SLD. Ale patrząc na to, co dzieje się w Polsce od kilku miesięcy, widzę, że około 30 proc. społeczeństwa oczekuje zmiany. Nie może być tak, że scena polityczna jest zdominowana przez dwie prawicowe partie. Potrzebna jest inna oferta światopoglądowa.
Jaką pan ma ofertę? - W przyszłym tygodniu kończę dokument programowy. Będzie on dotyczył naprawy polityki, relacji między państwem a obywatelem, między państwem a Kościołem, funkcjonowania partii politycznych, swobód i wolności obywatelskich oraz gospodarczych, zasad funkcjonowania edukacji. Religia powinna wrócić do sal katechetycznych. Z kodeksu karnego powinny zniknąć paragrafy, w których grozi się więzieniem za obrazę uczuć religijnych czy za obrazę prezydenta.
To postulaty SLD. - SLD jest niewiarygodne. Oni rządzili i w tym czasie nie wycofali religii ze szkół, nie zmienili konkordatu, rozdawali majątek Kościołowi. Nie wprowadzili równych praw dla kobiet. Napieralski jest plastikowy, nieprzekonujący. Mój program będzie szerszy. Będą w nim pewne propozycje niewygodne dla establishmentu PO i
PiS, i SLD.
Jest pan znany głównie z happeningów, ostrych wypowiedzi. W komisji "Przyjazne państwo" nie miał pan wielkich sukcesów, a ustawy pisali lobbyści. Ludzie panu uwierzą? - Komisja "Przyjazne państwo" odniosła umiarkowany sukces. Wprowadziła 75 zmian w prawie, przygotowała kolejne. Ale marszałek Sejmu
Grzegorz Schetyna, a wcześniej Bronisław Komorowski, trzymali je w zamrażarce.
A słynne jedno okienko, które obiecaliście przedsiębiorcom i do dziś go nie ma? - To wiceminister gospodarki Adam Szejnfeld i rząd przygotowali jedno okienko, nie ja.
Tworzy pan ruch społeczny, dopiero gdy w PO zaczęły się nad panem zbierać czarne chmury. To wygląda jak szantaż wobec Platformy: jeśli mnie wyrzucicie, założę własną partię i zabiorę wam głosy. - Daleki jestem od szantażowania kogokolwiek. Uważam PO za wartość, ona powstrzymała PiS. Jeśli nie zostanę wyrzucony z PO, będę próbował ją zmieniać. Ale wyrok sądu koleżeńskiego przewiduję jako zawieszenie, czyli de facto wyrzucenie.
Obstawiam, że pana nie wyrzucą. Nikt tak jak pan nie uderza w PiS. - Ale może to się wyczerpało i obecne wysokie notowania PO sprawiły, że część ludzi Platformy uważa, iż Palikot jest już niepotrzebny.
Skoro Donald Tusk zaprasza do współpracy polityków lewicy, to może zechce zrealizować pańskie postulaty? - Rozmawiałem z Tuskiem. Część moich postulatów jest skłonny poprzeć, np. sprawę in vitro, parytety, ale dla wycofania religii ze szkół nie widziałem entuzjazmu. 2 października przedstawię moje postulaty, przekażę je osobiście Tuskowi. Pewnie też wypowie się konserwatywny
Jarosław Gowin, a także inni koledzy. I będzie odpowiedź, czy PO może zrealizować moje postulaty. Jeśli okaże się, że trzy, cztery, to za mało. Jeśli siedem, osiem - jest o czym rozmawiać.
Ale sądzę, że PO nie jest w stanie dziś zrealizować moich postulatów. Jest sparaliżowana konfliktem między Tuskiem i Schetyną, różnymi spółdzielniami, walką o władzę.