- Oskarżony myślał tylko o sobie. O swoich fizycznych potrzebach, traktując córkę jak rzecz, która do niego należy - mówił w uzasadnieniu wyroku sędzia Andrzej Czapka. - Popełnił te czyny wobec osoby najbliższej, swojej córki, którą miał chronić. Psychicznie wręcz ją zniszczył.
Wczoraj sąd apelacyjny zajmował się odwołaniami prokuratury i obrońcy Bartoszuka od lutowego wyroku sądu pierwszej instancji. Ten stwierdził, że od 2003 r. - najpierw w Piskurowsicach pod Wrocławiem, potem w podsiemiatyckiej wsi - ojciec molestował córkę. Zaczął, gdy miała 15 lat. Po kilku miesiącach zmieniło się to w gwałty. Dziewczyna była tak zastraszona, że ojciec nawet nie musiał stosować przemocy (to ustalono podczas procesu; policji i prokuraturze dziewczyna opowiadała o biciu, związywaniu i wymuszaniu stosunków siłą).
Ojciec groził, że gdy komuś coś powie, to ją zabije. W zamian za seks kupował prezenty. Alicja z kazirodczych związków urodziła dwóch chłopców - w 2005 i 2007 r. Na polecenie ojca zostawiła ich w szpitalach. Prokuratura wie, kto adoptował maluchy, ale nie informowała rodzin o tym ani nie zlecała badań DNA dzieci.
Choć gwałty to był główny zarzut, w akcie oskarżenia były jeszcze te dotyczące molestowania seksualnego, znęcania się fizycznego i psychicznego nad rodziną czy najścia na dom narzeczonego Alicji.
Prokuratura w apelacji chciała, by mężczyzna został skazany na maksymalną możliwą w tym przypadku karę - 15 lat więzienia (to kara za rozbój na narzeczonym, za gwałty maksymalna to 12 lat). Obrońca i sam Bartoszuk chcieli zwrócenia sprawy do ponownego rozpoznania do sądu okręgowego lub złagodzenia kary. Argumentowali to zmieniającymi się zeznaniami Alicji oraz matki.
Siedzący w białostockim areszcie Bartoszuk powiedział "Gazecie", że to córka go prowokowała i zmuszała do współżycia.
Sędzia Czapka przywołał opinię psychologa. Stwierdził, że Alicja, zgłaszając we wrześniu 2008 r. sprawę policji i wyolbrzymiając ją, mogła kierować się mechanizmem obronnym, bojąc się, że obce dla niej osoby nie będą chciały zareagować. Bierność przecież zachowała jej matka, która o wszystkim wiedziała.
Wyrok jest prawomocny. Sąd zgodził się na publikację danych.
Źródło: Gazeta Wyborcza