Oczywiście, nie miałam pojęcia, kiedy i pod jakim pretekstem Elżbieta Jakubiak zostanie zmarginalizowana, zawieszona lub wyrzucona z
PiS-u, ale że tak będzie, nie ulegało dla mnie wątpliwości. Skąd pewność? Bo słyszałam, jak boleśnie ugodziła Jarosława Kaczyńskiego. I to w telewizyjnym wywiadzie.
Nie pamiętam, o co spytał ją dziennikarz, pamiętam jednak, co odpowiedziała. Że Kaczyński jest w bardzo trudnej sytuacji psychologicznej, bo musi się przecież czuć jakoś współodpowiedzialny za to, że jego brat nie żyje. W końcu gdyby nie on,
Lech Kaczyński pracowałby sobie na bezpiecznej na Uniwersytecie Gdańskim lub Warszawskim (cytuję z pamięci).
To na pewno nie jest to, co prezes chciałby usłyszeć od lojalnego członka PiS-u, partii, która sporządziła swoją listę mniej lub bardziej odpowiedzialnych za śmierć prezydenta, ale nie umieściła na niej jego brata.
Prawdę mówiąc, tak po ludzku jakoś nawet go rozumiem. Dopuścił posłankę do pewnej intymności, ta zaś na oczach telewizyjnej widowni rozłożyła go na kanapce psychoanalityka.