Posłanka PO pisze interpelację do
MEN. Proponuje organizowanie szkolnych lekcji etyki w internecie. Jej zdaniem największy problem z lekcjami etyki polega na tym, że w szkołach brakuje nauczycieli tego przedmiotu.
- To dlatego, że zazwyczaj jest tylko kilkoro uczniów chętnych na etykę, więc dyrektorom nie opłaca się zatrudniać nauczycieli - mówi Kozłowska-Rajewicz. Wirtualne lekcje, jej zdaniem, rozwiążą problem. - Można by utworzyć klasy łączone nawet z różnych powiatów - mówi.
Według posłanki trzeba uruchomić specjalną platformę internetową, na której można by zamieścić materiały do lekcji. Uczniowie korzystaliby ze swoich domowych komputerów, za pomocą platformy łączyliby się również z nauczycielem - wykładałby wówczas jeden na kilka szkół albo nawet jeden na powiat czy województwo. Lekcje odbywałyby się popołudniami.
- Prawie każdy laptop ma dziś kamerkę i mikrofon. Dla tych, którzy nie mają komputera, szkoła na pewno by jakiś znalazła - planuje Kozłowska-Rajewicz.
Jej pomysł wirtualnych lekcji etyki to odpowiedź na postulat Lewicy, która alarmuje, że lekcje etyki są fikcją. W poniedziałek szef
SLD Grzegorz Napieralski powiedział: - Wydajemy ponad pół miliarda złotych z budżetu państwa na wynagrodzenia dla katechetów, niech te pieniądze przejdą na lepsze wyszkolenie nauczycieli informatyki i języków.
Etyka w szkole nie jest obowiązkowa. Według przepisów uczeń "ma prawo" wybrać lekcje etyki zamiast religii. Ale nie musi. Dyrektorzy szkół nie muszą tych lekcji organizować. Według danych MEN tylko ok. 300 z 32 tys. polskich szkół prowadzi zajęcia z etyki. Szkoły zatrudniają ok. 800 nauczycieli etyki, katechetów prawie 32 tys., czyli niemal tyle, ile jest szkół. Ale ocena z religii/etyki jest wliczana do średniej i wpisywana na świadectwo. Jeśli uczeń nie chodził na religię, a szkoła nie zaoferowała etyki, nie ma w ogóle oceny, wiadomo więc, że jest niewierzący. Według Trybunału w Strasburgu to polskich uczniów dyskryminuje.
Wiceprzewodnicząca SLD Katarzyna Piekarska: - Pomysł z wirtualną etyką nie wyrównuje szans. Jeśli chcemy organizować etykę online, to religia też powinna być online. Dlaczego uczeń może mieć bezpośredni kontakt z katechetą, a ten który uczy się etyki, nie? Przecież chodzi o to, by tak samo były traktowane dzieci wierzące i niewierzące.
Sławomir Broniarz, prezes ZNP: - Etyka traktowana jest w szkole jak przedmiot gorszy i kontrowersyjny. E-learning tego problemu nie rozwiąże, nie zmieni niczego w szkolnej praktyce. Kto zagwarantuje, że uczniowie będą się dobrowolnie uczyli etyki w domach? Żaden inny przedmiot w szkole nie jest nauczany wyłącznie przez komputer, dlaczego tak mielibyśmy traktować etykę?
Kozłowska-Rajewicz: - Lepszy taki pomysł, niż nic nie robić w obawie przed religijnymi sporami.
Z MEN nie udało nam się wczoraj w tej sprawie skontaktować.