Posłanka PO Agnieszka Kozłowska-Rajewicz wymyśliła, żeby szkołach uczyć etyki przez internet. - Brakuje nauczycieli tego przedmiotu. To dlatego, że zazwyczaj jest tylko kilkoro uczniów chętnych na etykę. Dyrektorom nie opłaca się więc zatrudniać nauczycieli - mówi. Wirtualne lekcje jej zdaniem, rozwiążą ten problem. - Można by utworzyć klasy łączone nawet z różnych powiatów - planuje.
Nie dziwiłabym się, gdyby to zaproponowała jakaś organizacja pozarządowa - zadaniem takich organizacji jest wspierać obywateli, którym państwo nie zapewnia podstawowych praw. A takim jest prawo do jednakowego traktowania, niezależnie od światopoglądu. W polskiej szkole brakuje tego z podstawowej przyczyny - uczniowie, którzy chodzą na religię, mają do niej szeroki dostęp. Tym zaś którzy religii nie chcą, szkoła najczęściej nie proponuje nic w zamian. A ocena z religii/etyki jest wliczana do średniej i ląduje na świadectwie. Kto nie chodził na religię - od razu widać.
Agnieszka Kozłowska-Rajewicz ma pewnie dobre intencje. Tylko po co posłanka koalicji rządzącej usiłuje wyręczyć minister edukacji własnego rządu? Dlaczego nie domaga się wprost wprowadzenia obowiązku organizowania etyki dla uczniów nie uczęszczających na religię? Może to być nawet obowiązek online.
W polskiej szkole wybór między religią a etyką to najczęściej fikcja - uczeń może chodzić na etykę, ale nie musi, a szkoła nie musi mu tych zajęć organizować. Uczniowie nie palą się do tego, bo szkoda im czasu na przedmiot nieobowiązkowy, dyrektorom dodatkowa godzina zaburzyłaby i tak trudny do ułożenia harmonogram zajęć. No i trzeba by wysupłać dodatkowe pieniądze na wynagrodzenia.
W tej sytuacji etyka w internecie niczego nie zmieni. Nie dlatego, że internet jest zły. Ale dlatego, że nowa sytuacja wywoła wrażenie, że oto mamy problem rozwiązany - kto chce, może sobie kliknąć myszką i poczytać co nieco o moralności. Dyrektorzy szkół zostaną rozgrzeszeni. Od
MEN wreszcie odczepią się równościowi malkontenci. Nie będzie już pretekstu, żeby etykę włączyć jednak do szkolnego programu na stałe. I tak powszechnie praktykowana nierówność zostanie usankcjonowana.
Dlatego przewrotna odpowiedź
SLD na pomysły posłanki z Platformy:- To zróbmy lekcje religii online - wydaje się jakoś wyjątkowo trafna. Przynajmniej zaoszczędzimy pół miliarda złotych wydawanych każdego roku na pensje katechetów.